Miasto Zielona Góra ucina plotki. Nowy duet Falubazu to "połączenie ognia i wody"
Stelmet Falubaz Zielona Góra zakończył wszelkie spekulacje, ogłaszając, że w sztabie szkoleniowym znajdzie się Aleksander Janas oraz Grzegorz Walasek - To rozwiązanie, które da bardzo pozytywne, wymierne efekty - mówi Jacek Frątczak w rozmowie z Interią Sport. Spore poruszenie wywołało także odejście Piotra Protasiewicza. W przestrzeni medialnej padały głosy sugerujące, że to ratusz maczał w tym palce. Przewodniczący komisji kultury i sportu w Radzie Miasta Zielona Góra, odniósł się do tego i wykluczył taką możliwość.

Minął już ponad miesiąc, odkąd Piotr Protasiewicz rzucił papierami i zakończył współpracę z klubem. W rozmowie z WP Sportowe Fakty stwierdził, że niektórzy pchają się drzwiami i oknami, by wrócić do żużla - Chciałem powiedzieć, że byłem obiektem wielkiej niegodziwości w mediach, w momencie zmiany, kiedy nastąpiła. Nie byłem w stanie tego czytać, że ktoś siedzi i wymusza jakąkolwiek zmianę. Nie mogłem sobie tego nawet wyobrazić. Padał argument, że "sam chce się obsadzić, by wrócić". Gdzie ja wróciłem, czy znalazłem się w sztabie? Bardzo proszę o niemierzenie swoją miarą - powiedział nam ze szczerością, Jacek Frątczak.
Miasto Zielona Góra nie ma wpływu na decyzje w Falubazie
Ciężko sobie wyobrazić, by miasto Zielona Góra miało wpływ na Stelmet Falubaz Zielona Góra, którego właścicielem jest Stanisław Bieńkowski. Według wyliczeń Forbesa jego majątek szacowany jest na około 1,58 mld złotych. To mniej więcej dokładnie tyle samo, co wydatki budżetowe miasta. Wobec tego trudno oczekiwać, by miasto mogło w jakikolwiek sposób wpływać na właściciela klubu
- To była próba podburzania, antagonizowania ludzi w Zielonej Górze przeciwko mnie. Po decyzji widzimy, że prawda wychodzi na jaw. Miasto dystansuje się od każdej decyzji. Nie partycypujemy ani w kontraktach, ani kto jest trenerem, czy dyrektorem sportowym. To decyzje indywidualne zarządu klubu, my jesteśmy obserwatorami. Miasto Zielona Góra obok pana Stanisława Bieńkowskiego jest największym beneficjentem kosztów żużla w Falubazie - wyjaśnia nam radny.
Zarząd Falubazu jest transparentny. Relacje pomiędzy klubem, a miastem będą dalej takie same
Były menedżer Falubazu, Piotr Protasiewicz wspominał także, że jest szansa, by teraz relacje klubu z miastem będą lepsze. Jak miasto odnosi się do tego typu słów?
- Dziękuję zarządowi za transparentność. Czytałem, że "teraz relacje w mieście będą lepsze, bo ktoś się, kogoś pozbył". Nie, nie będą lepsze, będą takie same. One są takie, jakie być powinny, w mojej ocenie. Po zmianie władzy samorządowej, w Zielonej Górze relacje z klubem, nabierały pewnego rozpędu, są one na profesjonalnym, wyważonym poziomie, to zaczynało się już z poprzednim zarządem. Miasto jako udziałowiec przekonało się o profesjonalizmie, działało to jak w dobrej korporacji. Za co chciałbym podziękować prezesowi, Adamowi Golińskiemu. Z wyprzedzeniem informował nas o zamknięciu tematów, by władza w Zielonej Górze wiedziała wcześniej, jak wyglądały pewne sprawy.
Nowy sztab szkoleniowy w Falubazie Zielona Góra. Janas to człowiek młody duchem
Poznaliśmy sztab szkoleniowy. Niektórzy kibice wypominają Aleksandrowi Janasowi wiek, bo ma już 69 lat, czy to jakaś przeszkoda? Pojawiały się też różne głosy o Grzegorzu Walasku - Kontestowanie wieku Aleksandra Janasa, czy mowa o ubytkach cech wolicjonalnych Grzegorza Walaska to bezsensowny zarzut. Znam ich bardzo dobrze. Najważniejsza sprawa to oddzielenie funkcji dyrektora sportowego od menedżera. Aleksander, to człowiek ciągle młody duchem - przekonuje.
- Przypomnę, że to Aleksander Janas, biorąc pod uwagę ostatnie 30 lat klubu, był chyba najlepszym wychowawcą młodzieży. To człowiek o ogromnych zdolnościach interpersonalnych, który jest pedagogiem. To człowiek, który administrował procesami i projektami w Ekstralidze Żużlowej. Pokazuje to posiadanie umiejętności zarządczych, z elementami biurokracji. Dzisiejszy żużel tego wymaga - wskazuje były menedżer.
Walasek jest człowiekiem pracy organicznej. Zapisał się złotą głoską
Objęcie funkcji menedżera Stelmetu Falubazu Zielona Góra oznacza, że Grzegorz Walasek niemal na pewno zakończy karierę zawodniczą. Nie da się ukryć, że 49-latek był jedną z najbarwniejszych postaci polskiego żużla. Oprócz charyzmy, osiągnął także wiele sukcesów w trakcie kariery, co czyni go jednym z najlepszych polskich żużlowców w historii.
- Grzegorz Walasek to człowiek pracy organicznej, ubiera kalosze, nie ma problemu, by zmienić koło, wsiąść na polewaczkę lub traktor, czy wyregulować sprzęgło, najeździł się z chłopcami po tych zawodach. On ma jedną twarz, prawdziwą. Grzegorz ma charakter, był świetnym zawodnikiem. Nie miałem zbyt wielu okazji w ostatnich dwóch latach, by się z nim spotkać. Namawiałem go do zakończenia kariery, bo wiążę się to z sporym ryzykiem. Kończy karierę w dobrej formie fizycznej, w pełnym zdrowiu, zapisał się złotą głoską w historii polskiego żużla. Chciałem mu podziękować za wieloletnią współpracę. Z całego serca życzę mu, by jego wychowanek zadebiutował w lidze. On zrobi wszystko, by to się stało - mówi nam ekspert wprost.
Kluczowe rozwiązanie Falubazu. Ten konglomerat przyniesie efekty
Kluczowa zmiana w sztabie szkoleniowym Falubazu poza nazwiskami polega na rozdzieleniu funkcji dyrektora sportowa i menedżera. Wcześniej, to właśnie Piotr Protasiewicz łączył obie funkcje - Sukces jest wtedy, gdy organizacja wchodzi na właściwą drogę. To rozwiązanie, które da bardzo pozytywne, wymierne efekty. Musi być jakaś weryfikacja w zakresie podejmowania decyzji, konsultacji - twierdzi.
- Mamy tutaj konglomerat, czyli doświadczenie i wiedzę nt. żużla Aleksandra Janasa z doświadczeniem i świeżością trenerską Grzegorza Walaska. Jak nie teraz, to kiedy? Nas jako miasto bardzo cieszy, że w sztabie szkoleniowym Falubazu mamy w 100 procentach zielonogórzan. To ludzie, którzy od kilku dziesięcioleci są związaniami z Zieloną Górą, to daje zawsze efekt dodatni w postaci iskry, zaangażowania w projekt pt. Falubaz. Jednostka ma mniejsze znaczenie, niż organizacja. To trochę połączenie ognia i wody, w pozytywnym słowa znaczeniu - kończy Jacek Frątczak.













