Kuriozalny przepis może wrócić. Rosną duże obawy. "To nie jest wcale dobre"
Władze polskiego żużla nieustannie myślą o tym, jak uatrakcyjnić rozgrywki i zarazem uzdrowić finanse polskich klubów. Co rusz szef Ekstraligi Żużlowej podejmuje temat powrotu Kalkulowanej Średniej Meczowej, na bazie której prezesi budowaliby swoje drużyny. - To nie jest wcale dobre rozwiązanie - mówi pani Marta Półtorak, była prezes klubu z Rzeszowa. - Im mniej takich regulacji, tym lepiej - uważa. Półtorak w Tygodniku Żużlowym wskazała, jakie patologie niesie za sobą KSM.

To już niemal reguła, że co jakiś czas prezesi słabszych drużyn, a także szef Ekstraligi Żużlowej, Wojciech Stępniewski, lubią rozpocząć debatę na temat powrotu Kalkulowanej Średniej Meczowej. To jeden z tych, który najmocniej polaryzuje polskie środowisko żużlowe.
Kalkulowana Średnia Meczowa to utopia. Przepis nie zdał egzaminu
KSM istniał już w naszej lidze przez krótki czas, ale nie zdał egzaminu. W dużym skrócie chodziło o jak najlepsze wyrównanie sił wszystkich zespołów, regulując w ten sposób najwyższą, jak i najniższą wartość całej drużyny. Wówczas wszystko obliczano na podstawie poprzedniego sezonu, co budziło wiele kontrowersji i skandalicznych sytuacji.
Według definicji KSM jest ustalany na podstawie średniej biegopunktowej danego zawodnika z uwzględnieniem punktów bonusowych mnożonej następnie przez liczbę cztery. Pozwala to ustalić teoretyczną wartość sportową konkretnego żużlowca. Miało to zapobiegać meczom do jednej bramki, utworzeniu się ligi dwóch, a czasem nawet trzech prędkości, a co za tym idzie również uzdrowieniu finansów i wsparciu beniaminka w budowaniu składu.
Marta Półtorak jest przeciwna. Obserwowała to z bliska
Nic z tych rzeczy nie miało jednak miejsca. Pani Marta Półtorak, która w tamtym czasie była prezesem Stali Rzeszów, jest stanowczo przeciwna ponownemu wdrażaniu KSM-u w Ekstralidze. - Nie jestem przekonana. Przecież był już KSM. Zresztą przeżyłam już wszystko i widziałam z bliska, jak to funkcjonuje. To nie jest wcale dobre rozwiązanie - przyznaje Półtorak.
- Zdarzało się, że mieliśmy skutecznego zawodnika, który zabierał niemal pół KSM całej drużyny i wokół niego ustawiał się skład. Ten zawodnik doznał kontuzji, co jest częste w sporcie żużlowym. I co? Mamy zespół, który musi się bronić przed spadkiem. Jeśli taki lider zabiera pół KSM drużyny, to trzeba będzie się go pozbyć. Czyli w nagrodę za dobrą i skuteczną postawę, straci miejsce w składzie, bo tych punktów nie wystarczy, dla pozostałych. Za karę powiem mu "do widzenia", bo jesteś za dobry i robisz za dużo punktów - tłumaczy jedna z mecenasów sportu żużlowego.
KSM rodzi kolejne patologie systemu. "Znów będzie zabawa, przepłacanie i kombinowanie"
Zwolennicy powrotu KSM-u powołują się na to, że tym razem byłby on liczony z co najmniej 3-5 ostatnich lat. Mimo wszystko tak czy inaczej nie zapobiegłby licytacji między prezesami. Wciąż podejmuje się temat rosnących zarobków wśród żużlowców. Bardzo dobre pieniądze zarabiają bardzo dobrzy zawodnicy oraz ci, którzy korzystają na konkretnych regulacjach. Teraz korzystaliby przede wszystkim "przeciętniacy", którzy pasowaliby niemal do każdego zespołu.
- Będzie licytowanie się o zawodników, którzy nic wielkiego nie prezentują, nie pasują nawet sportowo, ale mają niski KSM i trzeba takich na siłę brać do zespołu, żeby ten KSM się zgadzał. Znów będzie zabawa, przepłacanie i kombinowanie. Zacznie się "słabsza" postawa, żeby obniżyć KSM, bo za chwilę będzie problem ze znalezieniem klubu na kolejny sezon. Różne kombinacje już przeżywałam i uważam, że im mniej takich regulacji, tym lepiej. Regulacje owszem są potrzebne, ale tylko do pewnego momentu. Nie można przedobrzyć i przekombinować - kwituje.












