Kontrakt na paragonie. Jest riposta, to miał być prezent
Paweł Przedpełski w rozmowie z Jackiem Dreczką podzielił się informacją ws. kontraktu z Włókniarzem Częstochowa, który miał negocjować na paragonie. Gwiazdor wyznał też, że prezes Włókniarza skreślił podane przez niego stawki, dokładając 5 procent. To była pożywka dla wszystkich tych, którzy od lat mówili o rozrzutności Michała Świącika. Jego samego sprawa zabolała na tyle, że opowiedział nam swoją wersję.

Paweł Przedpełski, mówiąc Jackowi Dreczce o tym, jak negocjował kontrakt z Włókniarzem Częstochowa, chyba nie spodziewał się, że narobi aż takiego zamieszania. Największą sensację wzbudziły słowa o kwotach pisanych na paragonie i o tym, że ówczesny prezes Włókniarza Michał Świącik skreślił stawki podane przez Przedpełskiego i wpisał swoje, o 5 procent wyższe.
Dlatego upadł Włókniarz. Złośliwi szybko połączyli kropki
Ta historia szybko została zestawiona z tym, co działo się wokół Włókniarza jesienią 2025. Wtedy klub był na krawędzi upadku. Nowy właściciel Bartłomiej Januszka musiał wyłożyć kilka milionów, żeby wyprostować sytuację finansową. Złośliwi szybko zauważyli, że nic dziwnego, skoro prezes Świącik szastał pieniędzmi na prawo i lewo.
Prezes Świącik skontaktował się z nami, żeby przedstawić nam swoją wersję historii z Przedpełskim. Nie ma pretensji do zawodnika, którego bardzo lubi, ale mówi, że trochę to wszystko podkoloryzował, a pewne sprawy przemilczał. A już na pewno nie było tak, że Świącik ni stąd, ni zowąd dołożył od siebie 5 procent.
Negocjacje z Przedpełskim. Kwoty w zeszycie i telefony od Chomskiego
Według Świącika nie było negocjacji na paragonie. Wszystkie liczby były zapisywane w zeszycie, który ze sobą przywiózł. Były prezes nie podaje żadnych kwot, ale zdradza, że było ich kilka, bo zaproponował Przedpełskiemu płacową drabinkę. Stawka była uzależniona od tego, ile punktów zrobi w całym meczu. W przypadku dwucyfrowej zdobyczy była ona najwyższa.
W trakcie rozmów telefon Przedpełskiego dzwonił dwa razy. Z zawodnikiem próbował się kontaktować trener Stanisław Chomski, który wtedy prowadził Stal Gorzów i chciał mieć Przedpełskiego u siebie. Kiedy po drugim telefonie żużlowiec powiedział, że on to wszystko przemyśli, to właśnie wtedy prezes Świącik podniósł stawkę o 5 procent. Nam wyjaśnił, dlaczego to zrobił.
To miał być prezent dla trenera Marka Cieślaka
Po pierwsze bał się, że jak Przedpełski wyjdzie, to bezpowrotnie go straci. Tym bardziej że zawodnik napomknął w trakcie rozmów, że ma dwie lepsze finansowo oferty. Jedna z nich miała być ze Stali. Świącik bał się też udziału Chomskiego w rozmowach, bo ten był i jest szanowany przez zawodników. Oni chcą z nim pracować. Prezes miał też w głowie słowa swojego trenera Marka Cieślaka, któremu bardzo zależało na Przedpełskim, bo na rynku nie było już innych sensownych zawodników, a Przedpełski był jego zawodnikiem z kadry.
Dołożył więc Świącik 5 procent do pierwotnej oferty licząc ostrożnie na to, że Przedpełski uzna, że większa kasa plus lepszy dojazd z Torunia do Częstochowy, niż z Torunia do Gorzowa, przyniosą efekt w postaci kontraktu i będzie mógł zadzwonić do Cieślaka i powiedzieć, że ma dla niego prezent. Okazało się, że te 5 procent wystarczyło. Zdaniem Świącika oferta dla Przedpełskiego mieściła się w ramach tego, co nazwalibyśmy rynkową ceną za zawodnika tej klasy.












