Koniec kłótni w rodzinie. Biznesmen z Częstochowy zamknął temat
Nazwisko trenera Mariusza Staszewskiego jest doskonale znane kibicom żużla. Szkoleniowiec wyrobił sobie świetną markę w Ostrowie, a rok temu uratował przed spadkiem z PGE Ekstraligi Włókniarza Częstochowa. Podpisał nawet z tym klubem nowy kontrakt, ale nie ustawały spekulacje o możliwym transferze do Stali Gorzów. Właściciel Włókniarza zamknął jednak temat. Wiemy, co usłyszał Staszewski. Ta sprawa ma drugie dno, bo w tle jest poważny spór rodzinny.

Gezet Stal Gorzów forsując zmianę trenera (Piotr Paluch za Piotra Śwista) puszczała oko do kibiców, bo w kuluarach dało się słyszeć, że Paluch jest tylko na rok (2026), a potem przyjedzie cieszący się dużym uznaniem i renomą Mariusz Staszewski. Jednak wygląda na to, że nic z tego nie wyjdzie.
Nie będzie transferu trenera Włókniarza do Stali
Jeszcze dwa, trzy miesiące temu ta wymiana wydawała się przesądzona. W rozmowy miał się zaangażować nawet jeden z byłych prezesów Stali. Taką wersję usłyszał Świst na rodzinnym spotkaniu, na którym był też Staszewski. Bo trzeba wiedzieć, że panowie są szwagrami, a spodziewane przyjście Staszewskiego do Stali ewidentnie powodowało rodzinne napięcia.
Nic dziwnego, że Staszewski miał poważne wątpliwości, czy to robić. Z drugiej strony sytuacja kadrowa Włókniarza (eksperci mówią o składzie na środek tabeli pierwszej ligi), gdzie teraz pracuje, jest tak kiepska, że zamiana na Stal wydawała się całkiem sensownym rozwiązaniem. Z dwóch stron (zarówno z Gorzowa, jak i z Częstochowy) dotarły do nas jednak wieści, że nic z tego, że żadnych przenosin nie będzie, a Staszewski wypełni 2-letni kontrakt z Włókniarzem. I raczej nie skorzysta z klauzuli dającej mu możliwość rozwiązania umowy za niewielką opłatą.
Właściciel Włókniarza załatwił sprawę
W tym wszystkim nie ma winy Stali, która była przekonana do tego transferu. Staszewski jednak ewidentnie nie chce kłaść na stole możliwości pogorszenia relacji w rodzinie. To jedno, bo jest też drugi powód odstąpienia od wszelkich negocjacji. Chodzi o zachowanie nowego właściciela Włókniarza Bartłomieja Januszko. Przejął on zespół w sytuacji, gdy rynek zawodniczy był już mocno przebrany. Jeszcze próbował wyciągnąć jednego z zawodników Stali, ale to nie wyszło. Jednak Januszko już pracuje nad składem na 2027.
Staszewski miał dostać jasny sygnał - "zrób wszystko, żeby teraz utrzymać zespół w Ekstralidze, a na 2027 dostaniesz mocny skład". Dla Staszewskiego te słowa to olbrzymia pokusa. W końcu Włókniarz wyszedł na prostą. Januszka spłacił kilka milionów zadłużenia, które dostał w spadku od poprzednika. Jeszcze spłaca zaległości stowarzyszenia, ale już dawno złożył obietnicę, że ten temat też zostanie wyprostowany.
Włókniarzowi zabrakło czasu
Już też, od jakiegoś czasu, docierają informacje o rozmowach Włókniarza z czołowymi zawodnikami. Jeśli na finiszu sezonu 2026 nie wyszło z Jackiem Holderem, Andersem Thomsenem czy Maciejem Janowskim, to tylko, dlatego że zabrakło czasu i nie tylko. Zawodnicy, z którymi rozmawiał Włókniarz, wiedzieli, że w klubie źle się działo i bali się zaryzykować.
Jednak biznesmen Januszka już zrobił sobie dobrą reklamę po spłacie zadłużenia za 2025. Mógł więc powiedzieć Staszewskiemu, że w 2027 dostanie lepszy skład. Ponoć to wszystko wygląda na tyle dobrze, że Staszewskiemu kompletnie nie opłaca się ruszać. A już tym bardziej do Stali. Idąc tam, zburzyłby spokój w rodzinie i wcale nie miałby komfortowej sytuacji. Wystarczy spojrzeń na ostatnie doniesienia ze Stali o tym, że w budżecie na 2026 wciąż brakuje 4,5 miliona złotych. Skład na ten rok też jest taki sobie. Niewykluczone, że Włókniarz pokona Stal na torze.












