Kluczowy sezon dla mistrza świata. Opowiedział o swojej obsesji
Przed Mateuszem Cierniakiem jeden z najważniejszych sezonów w karierze. Po pierwsze to dla niego ostatni rok w gronie zawodników U-24, więc musi walczyć o swoją przyszłość w PGE Ekstralidze. Po drugie wzrośnie jego pozycja w Motorze Lublin, w którym doszło do dużych zmian w składzie. Zawodnik szykuje się jak na wojnę.

Mateusz Cierniak to jeden z najzdolniejszych zawodników młodego pokolenia. Na swoim koncie ma dwa tytuły Indywidualnego Mistrza Świata Juniorów. Ostatnio podpisał intratny kontrakt reklamowy z firmą Red Bull. Przed nim jednak bardzo trudny sezon, który da odpowiedź na wiele pytań.
Cierniak musi zawalczyć o miejsce w Motorze Lublin
Od kilku lat pozycja żużlowa w Motorze jest niepodważalna. Najpierw jako młodzieżowca, a ostatnio zawodnika U-24. W tej roli po raz ostatni startować będzie w sezonie 2026. Później będzie już pełnoprawnym seniorem.
To dlatego właśnie zbliżające się rozgrywki będą dla niego tak ważne. Cierniak musi udowodnić, że jako senior jest w stanie regularnie zdobywać dwucyfrowe liczby punktów i pretendować do miana lidera drużyny. Takie zresztą są jego aspiracje.
Jeśli mu się to uda, to najpewniej utrzyma miejsce w drużynie Motoru. W Lublinie czuje się świetnie, dlatego mimo intratnych propozycji z innych klubów w ostatnim czasie nie decydował się na zmianę klubu. Działacze klubu z pewnością będą obserwować dyspozycję tego zawodnika w pierwszych tygodniach sezonu. Jeśli będą chcieli utrzymać Cierniak w zespole, to któryś z pozostałych seniorów pójdzie do "odstrzału".
Opowiedział o obsesji wygrywania
Były mistrz świata juniorów w rozmowie z Red Bullem zdradził swoje podejście do sportu. Wyjawił swoją potrzebę nieustannego wygrywania i rywalizowania z najlepszymi. Nawet w tych najbardziej pozornych sytuacjach. - Na zgrupowaniach chcę zjeść obiad szybciej, niż koledzy, szybciej się wykąpać itd. - mówi.
- Chcę wygrać wszystko i ze wszystkimi. Nawet wtedy, kiedy tej rywalizacji nie ma (śmiech). Serio. Jak idę na łyżwy, snowboard, czy rower, to podświadomie rywalizuję z każdym w zasięgu wzroku. Patrzę, kto najlepiej sobie radzi i ścigam się z nim, porównuję. Kiedy drużyna trenuje na siłowni i mamy przez 30 sekund wykonywać jakieś ćwiczenie, to liczę powtórzenia swoje i najlepszych kolegów. Liczę, porównuję, dokładam sobie wyzwań. Nie potrafię jeździć w grupie rowerem dla funu - u mnie zawsze jest wyścig. Kiedy startuję w zawodach biegowych, to idę piecem, jakbym walczył o najcenniejszą nagrodę świata - zdradził swoją receptę na sukces.











