Gwiazda wita się ze Stalą Gorzów, a tu takie wieści. Nie dają im żadnych szans
Gezet Stal Gorzów zaczął ogłaszać skład na 2026. Z kibicami już przywitał się Jack Holder, który na wstępie obiecał walkę o play-off. Nad Stalą zbierają się jednak czarne chmury. Na dniach ma się rozstrzygnąć, kto będzie prezesem i trenerem tej nowej drużyny. Jedna z możliwych opcji grozi poważnymi konsekwencjami. W Gorzowie nie brak głosów, że jeśli ona zwycięży, to skończy się to spadkiem z PGE Ekstraligi.

Stal Gorzów ma za sobą potężne turbulencje. Dzięki kredytowi na 6 milionów złotych spłaciła długi i zaczęła kontraktować zawodników, z którymi wcześniej miała porozumienia odnośnie startów w 2026. Z kibicami już przywitał się Jack Holder, a w ślad za nim pójdą Anders Thomsen czy Paweł Przedpełski.
Stal Gorzów przed ważnym wyborem
Jakby wsłuchać się w słowa Holdera, to Stal ma ambitne plany sięgające walki o pierwszą czwórkę. Sportowo jest to z pewnością lepszy zespół niż w tym roku, ale może być różnie. Może nawet dojść do katastrofy, jeśli udziałowcy nie wybiorą mądrze nowego prezesa klubu. W Stali od pół roku mamy dwuwładzę. Formalnie prezesem jest Dariusz Wróbel, ale wiele ważnych kwestii załatwił wiceprezes Patryk Broszko. To on ściągnął Holdera i pomógł załatwić sponsora, który wszedł do nazwy stadionu. A to nie wszystko.
Oczywiście prezydent miasta Jacek Wójcicki chciałby, żeby Broszko wziął pełnię władzy. Miasto jest udziałowcem, jego wkład do klubu jest wielce istotny, więc to rozwiązanie wydaje się na ten moment idealne. Broszko był bardzo mocno zaangażowany w proces wyciągania Stali z długów i budowę składu na 2026. Zrobił w tej mierze o wiele więcej niż Wróbel, który wraz ze startem ligi w kwietniu w zasadzie zniknął.
Broszko kontra Wróbel, czyli wybór między stabilizacją i trzęsieniem ziemi
Ktoś powie, w takim razie trzeba brać Broszko i zamknąć temat. Tu jednak pojawia się polityka. Prezydent bardzo by go chciał, ale już dwaj główni udziałowcy spółki Stal niekoniecznie. Zbigniew Głuchy, czyli Gezet, namaścił Wróbla i to jego naturalny kandydat. Z kolei Budnex, drugi z udziałowców, spółka kierowana przez braci Nuckowskich, miał rzucić pomysł zatrudnienia Łukasza Gałczyńskiego, który doradzał ministrom w czasie rządów PiS. A jeszcze honorowy prezes Władysław Komarnicki sugerował tu i ówdzie, że prezesem powinna zostać Magdalena Ciszek-Kozłowska, prezes firmy Promet-Cargo i sponsor żużlowców, m.in. Bartosza Zmarzlika.
Jak widać, ile ludzi, tyle pomysłów. Wiele jednak wskazuje na to, że finalnie wszystko rozegra się między Broszko i Wróblem. Wybór każdego z nich niesie za sobą pewne konsekwencje. Broszko to gwarancja tego, że nie będzie trzęsienia ziemi w sztabie szkoleniowym, że z drużyną dalej będzie pracował Piotr Świst. Inaczej będzie, gdy stery pozostaną w rękach Wróbla.
Trener Świst nie chciał prezesa Wróbla z parku maszyn
Pisaliśmy już o scysji, do jakiej doszło w trakcie sezonu między obecnym prezesem i trenerem. Wróbel ostatnie mecze Stali spędził w parku maszyn i raz spróbował wpłynąć na decyzje personalne trenera Śwista, a wtedy dostał ostrą odpowiedź. Potem Świst przeprosił, ale Wróbel chyba dalej ma do niego uraz, bo jego kandydatem na trenera ma być Piotr Paluch.
Już teraz mówi się, że jeśli zwycięży opcja Wróbel, Paluch, to może dojść do katastrofy. Jasne, że Paluch prowadził już zespół, więc ma doświadczenie, ale ten układ mógłby być bardzo niezdrowy. Wróbel to w końcu wieloletni sponsor Oskara Palucha, syna Piotra. Poza tym nowy skład Stali wymaga taktycznego zaangażowania, a z tym Piotr Paluch miewał kłopoty, gdy prowadził zespół. A już poza wszystkim, to wielu kibiców stoi murem za Świstem. Odsunięcie go od prowadzenia drużyny może tylko popsuć tak mozolnie odbudowywane relacje na linii klub - fani. Kluczowe decyzje mogą zapaść nawet w ciągu tygodnia.












