Głośne odejście z polskiego klubu. Kulisy transferu wyszły na jaw
W Texom Stali Rzeszów wywrócono do góry nogami nie tylko skład zarządu, ale również całą pierwszą drużynę. Z klubu odszedł nawet lider Paweł Przedpełski. - Miało zajść jeszcze więcej zmian, niż finalnie zaszło - przyznaje w podcaście "Mówi się żużel". Aspiracje Stali były bardzo wysokie, ale wszystko zmienił koszmarny wypadek Tai'a Woffindena, po którym do tej pory nie wystąpił w żadnych zawodach. Przedpełski wyjaśnił, dlaczego odszedł z Rzeszowa zaledwie po jednym sezonie.

Texom Stal miała ogromny apetyt na to, żeby pokrzyżować szyki dwóm faworytom z Leszna i Bydgoszczy. O sile drużyny mieli stanowić przede wszystkim Tai Woffinden i Paweł Przedpełski. Życie szybko jednak zweryfikowało ich plany.
Rozmowy Przedpełskiego ze Stalą Rzeszów nie trwały długo
Co prawda Przedpełski pojechał znakomity sezon, będąc 6. zawodnikiem rozgrywek Metalkas 2. Ekstraligi. - Kupili mnie fajnym składem i pierwszą wideorozmową. Spotkaliśmy się z Michałem Drymajło i Pawłem Piskorzem, łapiąc od początku wspólny vibe. Te rozmowy wcale długo nie trwały. To było jedno lub dwa spotkania. Z perspektywy czasu była to bardzo dobra decyzja - mówi.
- Ambicje mieliśmy wysokie, bo skład był mocny. Wiele wskazywało na to, że możemy nieco napsocić w lidze - przyznaje. W zespole zabrakło drugiej takiej postaci jak on, bo Woffinden jeszcze przed startem sezonu nabawił się szeregu poważnych kontuzji. Brytyjczyk zanotował koszmarny wypadek podczas sparingu w Krośnie i od tamtej pory nie wziął udziału nawet w żadnych nieoficjalnych zawodach.
To dlatego odszedł z Rzeszowa, o wszystkim powiedział
Rzeszowianie awansowali do fazy play-off, ale w niej polegli w starciu z FOGO Unią Leszno. Już wtedy mówiło się jednak o możliwym odejściu Przedpełskiego z klubu. Finalnie odszedł on ze Stali, podpisując kontrakt z ekstraligowym Gorzowem. - Miało zajść jeszcze więcej zmian, niż finalnie zaszło, a i tak było ich bardzo dużo. Poza Michałem Drymajło miał odejść także Paweł Piskorz, więc przełożyło się to na nasze rozmowy - tłumaczy.
Przedpełski jest żywym przykładem na to, że rok w niższej klasie rozgrywkowej to nie wyrok. Zrobił krok w tył, żeby za chwilę wykonać dwa do przodu. - Poza tym miałem trochę tęsknotę za Ekstraligą, żeby jeszcze coś zawojować. Czy dostrzegłem jakieś różnice? Na pewno organizacyjne, gdy chodzi o całe zawody. Idzie to wyczuć, będąc w środku - podkreśla.
Przedpełski zasnął na krześle i już więcej na tor nie wyjechał
Zanim podpisał kontrakt w Rzeszowie, jedno z ligowych wspomnień nie było zbyt przyjemne. Chodzi o rok 2015, kiedy był jeszcze młodzieżowcem. - Jeśli mam być szczery, pierwsze moje wspomnienie dotyczyło jelitówki, która mi doskwierała, gdy przyjechaliśmy kiedyś z Toruniem. Chyba nie zdążyłem nawet na prezentację, bo byłem w szpitalu - wspomina w rozmowie z Jackiem Dreczką.
- Wystartowałem w pierwszym biegu i przyjechałem ostatni, ale kolejny wyścig już wygrałem. I to z Gregiem Hancockiem. Ogólnie byłem wycieńczony. Biegałem co chwilę i łagodnie mówiąc oddawałem górą. Później zasnąłem na krześle w parkingu i już więcej na tor nie wyjechałem - kończy wątek.











