Falubaz znalazł winnego. Szymkowiak mówi wprost, co pogrążyło Protasiewicza
Minął już miesiąc odkąd Piotr Protasiewicz rzucił papierami i zakończył swoją pracę w Stelmecie Falubazie Zielona Góra. Jego odejście wywołało poruszenie wśród kibiców. Można powiedzieć, że posypały się gromy, bo fani nie mogli pogodzić się z tą decyzją - Konsekwencje poniósł Piotrek, bo skoro takich ludzi chciał i ich dostał, to gdzie jest ten wynik? - pyta legenda klubu, Jarosław Szymkowiak. Zielonogórzanie dalej poszukują nowego menedżera, ale są już bliżej ostatecznych decyzji.

Spekulacje na temat powodów rozstania Piotra Protasiewicza z Falubazem nie cichną, a opinie kibiców są podzielone. Niektóre plotki mówiły o konflikcie prezesa z dyrektorem sportowym. Wydaje się jednak, że głównym powodem jest brak odpowiedniego wyniku sportowego, bo przecież przed sezonem został postawiony jasny cel, czyli awans do play-off. Tego nie udało się osiągnąć przez fatalny początek sezonu Falubazu. Już wtedy mówiło się, że posada Protasiewicza była na włosku.
Protasiewicz zbudował zespół i poniósł za to odpowiedzialność. Szymkowiak mówi wprost
Jarosław Szymkowiak, legenda zielonogórskiego żużla, nie ma wątpliwości, że brak oczekiwanego wyniku sportowego był głównym powodem rozstania Piotra Protasiewicza z Falubazem. Jak podkreśla, menedżer miał pełną kontrolę nad budową zespołu, a to sprawiło, że w momencie niepowodzenia to właśnie on musiał ponieść konsekwencje - Piotr Protasiewicz przy każdej okazji podkreślał, że ci zawodnicy, którzy przyszli do Falubazu, to są zawodnicy, których chciał mieć. I podejrzewam, że na tej podstawie ktoś może mieć wątpliwości dotyczące wyniku - mówił Szymkowiak w rozmowie z Tygodnikiem Żużlowym.
Ta zależność między ambicjami a rzeczywistością sportową okazała się dla "PePe" brzemienna w skutkach. Jeśli skład zbudowany na życzenie menedżera nie spełnia oczekiwań, jego pozycja automatycznie staje się zagrożona - Konsekwencje poniósł Piotrek, bo skoro takich ludzi chciał i ich dostał, to gdzie jest ten wynik? Opłaciliśmy ci wszystko, a wynik jest poniżej oczekiwań - tłumaczy logiczny ciąg myślenia właścicieli Jarosław Szymkowiak. Brak realizacji celu oznacza konieczność znalezienia winnego, z czym ostatnio boleśnie zetknął się także trener Dariusz Śledź.
Praca menedżera jak praca sapera. Falubaz szuka nowego szkoleniowca
Odejście Protasiewicza to kolejny dowód na to, że w żużlu menedżerowie stąpają po wyjątkowo cienkim lodzie. Jedna zła decyzja, kilka nieudanych spotkań, i wszystko może runąć. Szymkowiak wie o tym doskonale, bo sam przeżył podobny scenariusz - Ja miałem okazję być w Zielonej Górze trenerem, czy jak kto woli menadżerem. Podziękowano mi w bardzo niefajny sposób i mało przyjemny. Dowiedziałem się tuż przed meczem, że się żegnamy, i że Romek Jankowski to dokończy. Rola trenera współcześnie, a zwłaszcza teraz, kiedy tak wielkie pieniądze są w sporcie żużlowym, jest równoważna z pracą sapera - zaznaczył.
Właściciele klubów, którzy inwestują własne środki, koncentrują się wyłącznie na jednym, czyli wyniku - Jeśli celu nie uda się osiągnąć, to trzeba znaleźć winnego. Musi jakaś głowa spaść. Zawodników w trakcie sezonu nikt nie wymieni, to szuka się innego menadżera - dodaje Szymkowiak.
W Zielonej Górze trwa więc gorączkowe poszukiwanie następcy. Według naszych informacji, Falubaz złożył już ofertę Krzysztofowi Kasprzakowi, a w grze pozostaje również duet Grzegorz Walasek - Aleksander Janas. Wszystko wskazuje na to, że kibice wkrótce poznają nazwisko nowego szkoleniowca, który spróbuje odbudować zespół po burzliwym odejściu Piotra Protasiewicza.












