Falubaz dostanie gigantyczny bonus? Jest konkretna propozycja, to byłby przełom
W Zielonej Górze doszło do istotnych przetasowań na szczycie władzy. Z akcjonariatu klubu wycofał się Stanisław Bieńkowski, co sprawiło, że struktura właścicielska uległa zmianie - Miasto ma tyle samo akcji, co wcześniej. Na skutek zmian proporcji w akcjonariacie kwota nie jest w żaden sposób wskaźnikowa - mówi dla Interii Sport Jacek Frątczak, przewodniczący komisji sportu i kultury miasta Zielona Góra. Jest jednak pomysł, który może spowodować, że kasa dla Falubazu będzie większa.

Odejście Stanisława Bieńkowskiego to koniec pewnej epoki, ale wbrew plotkom, nie oznacza to przewrotu i załamaniu stabilizacji finansowej. Po zmianach w akcjonariacie, to właśnie samorząd posiada nominalnie najwięcej akcji, choć jak zaznaczają urzędnicy, pakiet ten nie uległ zwiększeniu, a jedynie zmieniły się proporcje u pozostałych graczy.
3 miliony "zabetonowane" w umowie miasta z Falubazem
Najważniejsza wiadomość dla fanów żużla brzmi: pieniądze są bezpieczne. Miasto jest wiarygodnym partnerem i twardo trzyma się ustaleń. Obowiązuje wieloletni kontrakt, który gwarantuje Falubazowi potężny zastrzyk gotówki co sezon.
- Jest trzyletnia umowa, która to reguluje. Niezależnie od tego, jak wygląda formuła właścicielska. Nie było to warunkowe poszczególnymi udziałami, tylko podmiotowością. Umawialiśmy się z klubem żużlowym na coroczną dotację w wysokości 3 milionów złotych - podkreśla z całą stanowczością Jacek Frątczak. Co więcej, ratusz nie szuka pretekstów do cięć. - Miasto nie jest zainteresowane wypowiadaniem takiej umowy - dodaje. Istnieje jednak szansa, że ta kwota w najbliższym czasie może ulec zmianie
Premia za sukces? To szansa dla Falubazu na większe pieniądze
Zamiast straszyć, miasto motywuje. Jacek Frątczak roztacza wizję, w której Falubaz mógłby zarabiać jeszcze więcej, idąc śladem klubów z największych metropolii. Pomysł jest prosty i uczciwy, tzn. sukces sportowy i świetne szkolenie mogą być dodatkowo nagradzane. To szansa, a nie zagrożenie. - Ja będę optował za tym, by kwoty uzależniać i bonusować za wynik oraz efekty szkoleniowe, stricte sportowe. To jednak odrębny temat. Tak działa cały świat. Można w przyszłości umówić się, że za medal, wyniki byłyby jakieś bonusy - proponuje Frątczak.
- To otwarta dyskusja, taki temat był podnoszony na forum zielonogórskiego sportu - twierdzi optymistycznie. Wygląda więc na to, że przed Falubazem czas stabilizacji i jasnych zasad gry. Skład z roku na rok jest coraz silniejszy, a gdyby doszły ewentualne bonusy za wynik, to kondycja finansowa byłaby jeszcze większa. Naturalnie, zwiększyłoby się też zainteresowanie potencjalnych sponsorów.
Koniec absurdu, stadion w dobrych rękach
Zmiany w magistracie po wyborach przyniosły też długo wyczekiwaną normalność w kwestiach infrastruktury. Naprawiono błąd z przeszłości i zarządzanie stadionem przy W69 przekazano w ręce MOSiR-u, co ułatwiło życie wszystkim stronom.
- To wcześniej też nie było oczywiste. Nie wiedzieć czemu, stadion żużlowy znajdował się w strukturach urzędu miasta, a nie miejskiego ośrodka. To było zaprzeczenie sensu stworzenia jednostki budżetowej pt. MOSIR. W związku z tym przywróciliśmy odpowiednie proporcje - kończy Jacek Frątczak, ciesząc się z uporządkowania tej kwestii.












