Derbowa wojna na słowa. Legenda widzi Stal w play-offach, a rywale pękają ze śmiechu
Marek Towalski, legenda Stali Gorzów, rzucił niedawno tezę, która wstrząsnęła środowiskiem żużlowym. Były zawodnik stwierdził, że osłabioną Stal stać na play-offy, a naszpikowany gwiazdami Falubaz Zielona Góra może... spaść z ligi. Patrząc na potencjał obu ekip, brzmi to całkowicie irracjonalnie. Sufit Falubazu jest o kilka pięter wyżej niż możliwości gorzowian. Jan Krzystyniak, słysząc te słowa, nie kryje rozbawienia. Jego diagnoza jest brutalna i prosta.

Zestawienie obecnej Stali z Falubazem przypomina walkę Dawida z Goliatem, przy czym w tym scenariuszu Goliat jest wyjątkowo silny. Teoria Marka Towalskiego w rozmowie z WP Sportowymi Faktami o zawirowaniach w obozie Zielonej Góry i walce o sukces Gorzowa kłóci się z wszelką logiką i analizą składów. Jan Krzystyniak, ekspert i były żużlowiec, uważa, że nie chodzi tu o retorykę, a o... marketing i ratowanie frekwencji.
Gra na emocjach kibiców? "Forma zachęcenia"
Krzystyniak nie wierzy, że tak doświadczona osoba jak Towalski nie widzi różnicy klas. Jego zdaniem, legenda Stali celowo "pompuje balonik", by dać nadzieję fanom, którzy przy nieco słabszym składzie i zawirowaniach w ostatnich latach z finansami mogą odwrócić się od klubu.
- To jest legenda i na pewno zna poszczególne wartości klubów. Może tymi słowami chce utwierdzić kibiców, że Stal to nie jest drużyna do bicia, tylko będą walczyć o medale - analizuje Krzystyniak w rozmowie z nami.
Cel jest prozaiczny, czyli kasa w kasie klubu. - Kibice często wierzą osobom, które miały do czynienia ze sportem żużlowym (...). To pewnie forma zachęcenia do pójścia na stadion, do kupienia biletów. Tym sobie to tłumaczę - dodaje.
"Innego wytłumaczenia nie ma". Stal będzie miała problemy z Falubazem
Dla postronnego obserwatora słowa o spadku Falubazu mogą brzmieć zabawnie, ale Krzystyniak widzi w tym przejaw bezgranicznej lojalności wobec barw klubowych.
- On zna realia sportu żużlowego. Widać, że jest na dobre i na złe ze Stalą, ciągle wierząc w zespół. Tak powinni postępować pasjonaci - mówi w rozmowie z Interią Jan Krzystyniak.
Mimo szacunku dla pasji, ekspert nie pozostawia złudzeń co do samej tezy. - Innego wytłumaczenia znaleźć nie mogę - kończy rozbawiony, sugerując, że rzeczywistość ligowa szybko zweryfikuje te pobożne życzenia. Taka forma może zachęcić kibiców do kupna biletów, czy karnetów, ale o punkty na torze będzie znacznie trudniej.












