Co za sceny w Krośnie. 16-latek dał lekcję gwiazdorowi
Było 32:16, kiedy sztab Cellfast Wilków Krosno wycofał Jasona Doyle'a z dalszych startów w meczu sparingowym z Włókniarzem. Drużyna z Częstochowy potwierdziła krążące od miesięcy opinie, że będzie w tym roku "chłopcem do bicia". Nawet 16-latek Oskar Kręglicki, junior numer 4 w drużynie Wilków bił gwiazdy Włókniarza. Odsłaniamy kulisy meczu, który obnażył wszystkie słabości Włókniarza.

- Oni nie mają prawa wygrać meczu. Może u siebie ze Stalą Gorzów, ale i to musiałby stać się jakiś cud - mówi nam osoba powiązana z Wilkami, prosząc o zachowanie anonimowości. - Sezon się nie zaczął, a już znamy spadkowicza z Ekstraligi.
Wilki wycofały Doyle'a. To uchroniło Włókniarza przed blamażem
Włókniarz już po zakończeniu budowy drużyny na 2026, czyli w listopadzie ubiegłego roku, był uważany za głównego kandydata do spadku. Wtedy jednak sądzono, że ten zespół urwie jakieś punkty rywalom. Już pierwszy mecz sparingowy pokazał jednak, że to będzie bardzo trudne. Wilki wygrały 54:36, a gdyby nie wycofały Jasona Doyle'a, to spokojnie złamałyby barierę 60 punktów. I to byłby już prawdziwy blamaż Włókniarza.
I tak jest jednak bardzo źle. W Krośnie liczyli na to, że Włókniarz się postawi, że będzie walka na łokcie. W końcu częstochowianie przyjechali po serii sparingów. Na dokładkę naładowani taką pozytywną energią. Tor szybko ich jednak zweryfikował. Zawodnicy typowani na liderów zaliczali wpadkę jedną za drugą. Rohan Tungate potrafił przegrać z Marcusem Birkemose, który przez tydzień nie wychodził z łóżka, a terapia antybiotykowa osłabiła go na tyle, że jego występ w meczu stał pod znakiem zapytania do ostatniej chwili.
16-latek z Wilków Krosno zlał mistrza świata juniorów
Największym szokiem było jednak to, że 16-latek Oskar Kręglicki pokazał plecy Jakubowi Miśkowiakowi. Z powrotem tego ostatniego Włókniarz wiąże ogromne nadzieje, bo to w końcu mistrz świata juniorów. A jednak junior numer 4 w kadrze Wilków znalazł na niego sposób. Miśkowiak zdobył w meczu raptem 3 punkty, z czego dwa na kolegach z zespołu.
Trener Włókniarza Mariusz Staszewski już po kilku biegach był w potężnym szoku. Jego zawodnicy wyglądali niczym "dzieci we mgle". Włókniarz potwierdził opinię, że jest co najwyżej zespołem na środek tabeli, ale w pierwszej lidze. Bez liderów, ze słabymi juniorami. Szymon Ludwiczak, o którego kilka lat temu Częstochowa biła się z Rybnikiem, przegrał wszystkie biegi. Franciszek Karczewski przywiózł 2 punkty z bonusem (1 na rywalu), ale to też nie był ten zawodnik, co kiedyś Karczewski mocno wyrósł i to jest poważny problem.
To ostatnia deska ratunku dla Włókniarza
I tak jednak najgorzej prezentowali się liderzy. Trio Tungate, Jaimon Lidsey, Mads Hansen zdobyło łącznie 24 punkty w 14 biegach. Lidsey wygrał dwa, Tungate i Hansen po jednym. Każdy z nich wypadł blado i trudno jakkolwiek to tłumaczyć. Wiadomo, że każdy z nich testował nowe silniki, ale Wilki robiły dokładnie to samo. Tobiasz Musielak z Wilków miał nawet tego pecha, że nie zdołał dopasować sprzętu na start. Jakby jeszcze on odpalił, to z Włókniarza nic by nie zostało.
W zasadzie jedyną nadzieją dla Włókniarza byłoby ukaranie Stali Gorzów przez Ekstraligę i brak zgody na potwierdzenie przez Stal Jacka Holdera. Wtedy Włókniarz mógłby go przejąć i miałby lidera zdolnego pociągnąć zespół. Z Holderem Włókniarz mógłby się bić o utrzymanie kosztem Stali.












