Co za gest nowego właściciela Włókniarza. Poszły na to wszystkie oszczędności
Jakub Miśkowiak od dwóch lat walczy o to, żeby Włókniarz oddał mu 630 tysięcy złotych. Umowa, którą podpisał, ma pewien feler. Dlatego zawodnik zdecydował się na desperacki ruch i wrócił do klubu. Zrobił to, bo nowy właściciel Bartłomiej Januszka obiecał mu, że zrobi przelew. Dotąd sprawa nie została jednak rozwiązana. Znamy powód. Ma to związek z listopadową akcją CBA, które weszło do klubu i zabezpieczyło część dokumentów.

Przełom ws. wypłaty zaległych pieniędzy dla Jakuba Miśkowiaka. Zawodnik po sezonie 2023 odszedł z Włókniarza Częstochowa, ale dotąd nie dostał 630 tysięcy złotych, które należały mu się za podpisanie dodatkowej umowy ze stowarzyszeniem CKM Włókniarz.
Zamieszanie po wejściu CBA do Włókniarza. To wszystko opóźniło
Nowy właściciel Włókniarza Bartłomiej Januszka obiecał Miśkowiakowi, że jeśli wróci do klubu, to otrzyma zaległe pieniądze. Miśkowiak podpisał kontrakt na 2026, ale dotąd niczego nie dostał. Wiemy jednak, że Januszka zdania nie zmienił. Po prostu pojawiły się okoliczności, które opóźniają załatwienie sprawy.
Sporo zamieszania narobiło listopadowe wejście CBA do klubu. Miało to związek z aferą korupcyjną dotyczącą Łukasza B., byłego przewodniczącego rady miejskiej w Częstochowie, który był mocno związany z Włókniarzem. Służby postawiły mu pięć zarzutów. Przeszukania w klubie opóźniły pewne procedury. Januszka dopiero 3 tygodnie temu został formalnie właścicielem spółki, a stowarzyszenia wciąż nie przejął. I właśnie to stoi na przeszkodzie do wypłaty zaległości Miśkowiakowi.
Nowy właściciel Włókniarza wydał wszystkie oszczędności
Januszka zapewnia, że jak tylko zostanie prezesem stowarzyszenia, to licznik z długami zostanie błyskawicznie wyzerowany. I chyba można mu wierzyć, bo przecież w spółce dość szybko uporał się ze spłatą zadłużenia, a tam chodziło o kilka milionów złotych. Minimum 6. Tu do zapłaty jest tylko 630 tysięcy.
Dla nowego właściciela załatwienie sprawy Miśkowiaka jest bardzo ważne. Biznesmen nie chce, żeby Włókniarz źle się kojarzył w środowisku. Chce, żeby do zawodników poszedł sygnał, że klub jest wiarygodnym i wypłacalnym partnerem. Mówi się, że Januszka wydał wszystkie swoje oszczędności, żeby ratować Włókniarza przed upadłością. Teraz kiedy na liście wierzycieli został jeden zawodnik, powinien łatwo uporać się z tematem.
Feler w umowie Miśkowiaka ze stowarzyszeniem Włókniarz
A już tak na marginesie, to można mówić o pięknym geście nowego właściciela. On wcale nie musiał zobowiązywać się do tego, że spłaci dług wobec Miśkowiaka. Umowa zawodnika ze stowarzyszeniem ma bowiem pewien feler. Brakuje na niej jednego podpisu. Jest autograf zawodnika i prezesa stowarzyszenia Michała Świącika, ale aby umowa była ważna, muszą być dwa podpisy po stronie stowarzyszenia. Tego nie ma.
Miśkowiak już pokazywał pismo w PZM, ale tam odrzucono jego roszczenia właśnie z powodu tego formalnego braku. Żużlowiec mógłby iść do sądu i tam wykłócać się o swoje pieniądze, ale nie ma gwarancji, że jego racje zostałyby wysłuchane. Ma szczęście, że doszło do zmiany warty w klubie, a wkrótce także w stowarzyszeniu, bo nowy właściciel nie chce, żeby Włókniarz był kojarzony z takimi akcjami, jak ta z jednym podpisem na umowie.












