Alarm w Falubazie. Czasu jest coraz mniej. "To najbardziej boli"
Stelmet Falubaz po pierwszych sparingach niczym nie przypomina drużyny, która ma walczyć o jeden z medali. - Najbardziej boli postawa młodych zawodników - przyznaje Jan Krzystyniak w rozmowie z Interia Sport. Zielonogórzanie największy problem mają na własnym torze, co wyraźnie martwi trenera Grzegorza Walaska. I chodzi zarówno o wyjścia spod taśmy, jak i jazdę na dystansie. Czasu coraz mniej, a Falubaz na taki początek jak przed rokiem nie może sobie pozwolić.

Zawodnicy zielonogórskiej drużyny wyjechali jako jedni z pierwszych na swój tor, a teraz mają już za sobą trzy sparingi. Choć są to dopiero testy, to wnioski Grzegorza Walaska nt. ich postawy na własnym owalu mogą niepokoić.
Zimny prysznic Falubazu. Czasu coraz mniej. "To najbardziej boli"
Jak zauważa szkoleniowiec, największy problem dotyczy właśnie toru w Zielonej Górze, a konkretnie momentu startowego. Z prędkością jednak też nie jest za wesoło, bo zawodnicy Stali Gorzów czuli się właściwie jak u siebie w domu. - Do startu rozgrywek coraz bliżej, a ich jazda nie wygląda lepiej. Jeśli trener znajduje już powody do zmartwień, to coś musi być nie tak. Najbardziej boli postawa młodych zawodników - mówi nam Jan Krzystyniak.
Formacja U21 oraz U24 potrzebuje w tej chwili największej uwagi. Mitchell McDiarmid oraz Michał Curzytek nadal nie zachwycają, a niewiele lepiej od nich spisuje się Damian Ratajczak, który ma przecież łatać dziury na tej pozycji. - O seniorów byłbym spokojny, bo jednak każdy z nich przeplata lepsze wyścigi gorszymi. Wygrywanie nie sprawia im problemu, a te wahania wynikają najpewniej z rotacji i różnych eksperymentów, na które w sezonie nie ma już miejsca - zauważa.
Wróciły niemiłe wspomnienia z zeszłego roku
W Zielonej Górze muszą wziąć się do pracy, bo ich terminarz ponownie wydaje się być niekorzystny. Jeśli drugi rok z rzędu zawalą początek sezonu, to nawet wybitna postawa w dalszej części rozgrywek może nie wystarczyć, by awansować do play-off. Szczególnie, że w drugiej kolejce przyjeżdża do nich bezpośredni rywal z Grudziądza.
- Znamy przyczynę zeszłorocznych problemów. Przede wszystkim zawiódł jeden zawodnik. Nie chciałbym teraz panikować. Poczekałbym jeszcze na kolejne sparingi. Jeśli nadal nie będzie poprawy, to będzie trzeba wziąć się poważnie do pracy. Choć tak naprawdę największym sprawdzianem będą dopiero mecze ligowe. Kibice już lamentują, a ja pragnę ich uspokoić - mówi Krzystyniak, tonując nastroje.
Krzystyniak tłumaczy, jak to wygląda od kuchni
- Kiedy pełniłem rolę trenera, zbytnio nie panikowałem, widząc słabszą postawę podczas sparingów. Doświadczeni zawodnicy najlepsze jednostki mają najczęściej odłożone, sprawdzając głównie te, do których mają największe wątpliwości - tłumaczy.
- Taki rozsądny zawodnik zostawia sobie jeden lub kilka sprawdzonych silników z zeszłego roku, które dawały dobry wynik, żeby nie zaczynać sezonu "na surowo". Największą uwagę przykuwałem zawsze do tych ostatnich test-meczów i treningów. To one dawały najbardziej rzetelny obraz - kwituje.











