Wstydliwa prawda o polskiej lidze wyszła na jaw. Kluby toną, sytuacja jest dramatyczna
Te informacje są szokujące. Proces licencyjny za pasem, a kluby Krajowej Ligi Żużlowej toną w długach. Rekordzista ma blisko 2 miliony zaległości. Rok temu było podobnie, działacze obiecywali, że się poprawią, ale nic z tego nie wyszło. Sytuacja jest dramatyczna, bo aż cztery zespoły są zagrożone brakiem licencji na 2026. To efekt życia ponad stan i kontraktów sięgających pół miliona złotych, co w tej lidze jest szaleństwem.

Już po sezonie 2024 kluby Krajowej Ligi Żużlowej łapały się za głowę i za kieszeń. Kończył się czas rozliczeń, a część z nich wciąż była zadłużona. Była refleksja, miało być opamiętanie, a tymczasem minął rok i jest jeszcze gorzej.
Kluby Krajowej Ligi Żużlowej mają potężne długi
Z naszych informacji wynika, że zaległości klubów KLŻ wynoszą łącznie blisko 5 milionów złotych, a rekordzista ma aż 2 miliony. I mówimy wyłącznie o zaległościach wobec zawodników i osób funkcyjnych, a gdzie reszta?
W najgorszej sytuacji wydaje się być Unia Tarnów, gdzie od jakiegoś czasu jest nowa ekipa, a prezesem jest finansista, ale zaległości poprzedników trzeba płacić, a te wynoszą według naszych rachub około 2 milionów złotych. Na szczęście w Unii przyszło otrzeźwienie, bo przy rozmowach kontraktowych na 2026 klub oferuje umowy na poziomie 80-100 tysięcy złotych, czyli szału nie ma. Jednak lepiej tak, niż gdyby Unia miała zniknąć ze sportowej mapy. Inna sprawa, że przed zespołem licencyjnym te gigantyczne długi nie przejdą. To się może spotkać z odmową. Chyba że Unia rzutem na taśmę spłaci znaczącą część zaległości, a na resztę przedstawi jakiś wiarygodny plan naprawczy.
Przyszła refleksja. Kontrakt gwiazdy Startu Gniezno obcięty o połowę
Rok temu w Starcie Gniezno mieli w listopadzie około pół miliona długu i zaklinali się, że drugi raz, do tego nie dopuszczą. Minęło 12 miesięcy i znów jest dług. Tym razem na około 600 tysięcy złotych. I dopiero teraz Start wyciąga wnioski. To widać choćby po kontrakcie największej gwiazdy Sama Mastersa. Rok temu dostał ponad 200 tysięcy za podpis i od 2 do 2,5 tysiąca złotych za punkt. Teraz kwotę za podpis zmniejszono o 50 procent, a zamiast premii za punkt Masters dostał ryczałt za mecz w wysokości 25 tysięcy złotych. Przy zawodniku robiącym dwucyfrówki, to jest bezpieczna opcja.
Start drugi rok z rzędu płaci wielką cenę za niespełnione ambicje o awansie do Metalkas 2 Ekstraligi. Klub pompował duże pieniądze w zawodników, ale przegrywał decydujące mecze i zostawał z niczym innym poza długami. Teraz w Starcie mówią, że dwa razy zrobili ten sam błąd i już go nie powtórzą. Patrząc na umowę Mastersa, można w to uwierzyć. Nie zmienia to faktu, że na wyzerowanie licznika zadłużenia zostało niewiele czasu.
Połowa KLŻ zagrożona brakiem licencji na 2026
Pogłoski o tym, że w Wybrzeżu Gdańsk nie jest wesoło, krążyły od jakiegoś czasu, bo o swoje pieniądze upomnieli się Niels Kristian Iversen, Benjamin Basso i Marcus Birkemose, a Tim Soerensen jeszcze w trakcie trwania sezonu pytał, co z kasą. Z naszych ustaleń wynika, że zaległości mogą sięgać miliona złotych. Część z nich jest przez klub kwestionowana, zawodnicy dostali kary, ale pytanie, czy zostanie to uwzględnione przez związek.
Zaległości ma też OK Kolejarz Opole i tu też sięgają one miliona złotych. Unia, Start, Wybrzeże i Kolejarz, to już połowa ligi. Na upartego można by jeszcze dołożyć Speedway Kraków, choć akurat tam dramatu nie ma, bo mówimy o kwotach rzędu 20-30 tysięcy, czyli stosunkowo niewielkich. Niestety, ale KLŻ dosięgnął ten sam syndrom, co wyższe ligi. Wszyscy chcą sukcesu i są gotowi położyć na stole każde pieniądze, byle to osiągnąć. Niektórzy, jak Start, czy Unia budzą się i teraz próbują urealnić umowy, ale wcześniej oba te kluby będą musiały zapłacić słony rachunek za 2025, bo zespół licencyjny tego nie przepuści.
Uwaga! W publikacji podaliśmy kwoty zadłużenia, jakie wyszły po audytach. Obecnie to mogą być inne wartości.












