Unia Tarnów się pochwaliła, ale co stało się potem. Polski związek trzasnął pięścią w stół
Zadłużona po uszy Unia Tarnów od połowy grudnia czekała na decyzję ws. odwołania złożonego od decyzji Zespołu ds. Licencji. Ten odmówił Unii prawa jazdy w sezonie 2026 ze względu na sięgającego 2 milionów złotych długi. Ostatnie tygodnie w tarnowskim klubie były nerwowe, a trzymający wszystkie stery w klubie Artur Lewandowski zapadł się pod ziemię. Związek w końcu zareagował, a podjęta decyzja będzie wstrząsem dla 3-krotnego mistrza Polski. Zegar zaczyna tykać.

W południe w Tarnowie wystrzeliły korki od szampana. Po prawie dwóch miesiącach oczekiwania Polski Związek Motorowy przekazał, że Unia jednak otrzyma licencję na 2026. Na tym jednak dobre informacje się kończą.
Unia Tarnów ogłasza, a PZM dodaje
- Mamy to - napisał klub w krótkim komunikacie na swojej stronie internetowej, w którym pochwalił się, że Zarząd Główny PZM pozytywnie rozpatrzył odwołanie Unii od decyzji Zespołu ds. Licencji, który w grudniu odrzucił wniosek "Jaskółek" z powodu 2-milionowego zadłużenia i nie tylko. W papierach dołączonych przez Unię do wniosku było szereg nieprawidłowości.
Unia, chwaląc się pozytywną decyzją, sama jednak zwraca uwagę, że przed nią jeszcze sporo pracy. Zresztą we wtorek wieczorem napłynęły wieści ze związku, który potwierdził informację o licencji dla Unii, po czym dodał, że jest to jednak licencja nadzorowana. A to nie koniec. - Licencja została obwarowana spełnieniem aż 15 warunków. Na realizację trzynastu z nich Unia ma czas do 20 marca. Pierwszym i najważniejszym z nich jest spłata zobowiązań względem zawodników i osób funkcyjnych. Unia 27 stycznia przesłała całą listę swoich wierzytelności i to właśnie z niej będzie rozliczana - czytamy na stronie polskizuzel.
W styczniu Unia Tarnów nie przelała choćby złotówki
Jednym słowem z tego jeszcze mogą być kłopoty, bo Unia z jednej strony w grudniu spłaciła pół miliona zaległości, ale w styczniu nie poszła dalej, a jedynie wysłała do związku listę wierzycieli, podając konkretne kwoty do spłacenia. Klub co rusz zmieniał też terminy wywiązania się z płatności. Najpierw była to połowa stycznia, a potem 31 stycznia. Ostatecznie w styczniu na konta wierzycieli nie przelano choćby złotówki.
Warunkiem utrzymania licencji nadzorowanej po 20 marca jest jednak spłata wszystkich należności. Do 20 marca Unia musi też przedstawić szereg innych finansowych dokumentów. Do tego musi dołożyć umowę na stadion i zaprezentować osoby funkcyjne, bo tych też na razie nie ma. Całkiem niedawno trener Stanisław Burza przyznał, że w klubie zostały góra dwie osoby, a on sam w zasadzie nie wie, na czym stoi, bo też od dawna nie widział wypłaty na oczy.
Słuszna decyzja PZM, ale co z tym zrobi Unia
Związek postąpił jednak słusznie. Widząc, co dzieje się w Tarnowie, dał klubowi trochę więcej czasu. Żużel, to nie piłka, gdzie klubów jest multum, i skreślenie jednego za długi nie powoduje żadnych poważniejszych konsekwencji. W trzech naszych ligach jadą w sumie 24 zespoły, z czego 22 polskie, zatem PZM musi ostrożnie podejmować decyzje. Najwyraźniej uznano, że Unia swoimi działaniami dostarczyła powodów, by dać jej szanse.
Otwarte pozostaje pytanie, kto uratuje klub. Formalnie działa mniejszościowy udziałowiec Artur Lewandowski. Głos ws. problemów Unii zabiera też jednak coraz odważniej Waldemar Jasiński, lokalny społecznik i kibic żużla. Jakiś czas temu ogłosił, że załatwi umowę na stadion i rozwiąże najpilniejsze problemy. W kuluarach mówi się też, że jest chętny na wykup akcji. Czas na decyzje i odważne działania, bo zegar tyka.












