To nie były plotki. Biznesmen chciał ratować polski klub
Unia Tarnów do 21 marca ma czas na spłatę zadłużenia (w innym razie zostanie skreślona z ligi), które według naszych najnowszych informacji jest zdecydowanie wyższe, niż podawano wcześniej. Nasz informator donosi nie o 2, lecz nawet o 5 milionach długu 3-krotnego mistrza Polski. Kontakt z przewodniczącym rady nadzorczej Unii się urwał, a zawodnicy łapią się za głowę, bo porozumienia, które z nim podpisali, okazały się niewiele warte. Prawda wyszła na jaw po kilku minutach scrollowania w sieci.

Źle się dzieje w Unii Tarnów i nic nie wskazuje na to, by klub zdołał do 21 marca spłacić wszystkie długi i spełnić podstawowy warunek postawiony przez PZM i GKSŻ. A jeśli tego nie zrobi, to nie zostanie dopuszczony do rozgrywek Krajowej Ligi Żużlowej w 2026.
Długi Unii Tarnów. Jest gorzej niż sądzono
Zacznijmy od tego, że według naszych najnowszych informacji długi są zdecydowanie wyższe. niż podawano wcześniej. Nasz informator mówi nie o 2, lecz nawet o 5 milionach zadłużenia. 2 miliony klub zalega zawodnikom, ale na liście wierzycieli są też inne podmioty.
Przewodniczący rady nadzorczej Artur Lewandowski, który de facto zarządza teraz klubem. jeszcze do końca grudnia 2025 był bardzo aktywny. Rozmawiał z zawodnikami, podpisał szereg porozumień, umówił się na spłatę zadłużenia, ale teraz kontakt z nim się urwał. My też próbowaliśmy się z nim skontaktować, ale bezskutecznie. A byli żużlowcy Unii, są wściekli, bo bardzo szybko zorientowali się, że porozumienia podpisane z Lewandowskim są niewiele warte. Gwarantem spłaty zadłużenia jest bowiem firma Lewandowskiego, która już dawno temu przestała przynosić przychody.
Timo Lahti miał czym straszyć Unię
Zawodnicy zdecydowali się na porozumienia, bo Timo Lahti zrobił to w trakcie sezonu i zdołał odzyskać znaczną część pieniędzy. Szwed miał jednak to szczęście, że trwały rozgrywki, więc przewodniczący Lewandowski musiał reagować na każdy jego szantaż. Wystarczyło, że Lahti oświadczył, że nie przyjedzie na mecz i od razu znajdowały się pieniądze. Był potrzebny.
Ci, którzy podpisali porozumienia po sezonie, nie mają czym straszyć. Radosław Kowalski wciąż czeka na wypłatę około 200 tysięcy, Marko Lewiszyn dotąd nie dostał blisko 300 tysięcy, a Mateusz Szczepaniak jest najbardziej stratny, bo zaległości wobec niego wynoszą nawet pół miliona złotych. Byli żużlowcy Unii, mogą się pocieszać, tym, że bez uregulowania długu Unia nie dostanie zgody na start. Minus jest taki, że w ciągu ostatnich dwóch miesięcy nie wydarzyło się nic, co by mogło wskazywać na to, że Unia po 21 marca siądzie do stołu z władzami polskiego żużla.
Pomóc próbował jeden z tarnowskich biznesmenów
Pomóc próbował społecznik i kibic Waldemar Jasiński. Poszedł nawet z synem (miał działać w klubie) do prezydenta miasta, żeby podpisać umowę na korzystanie przez Unię ze stadionu, ale dostał odpowiedź: niczego nie podpiszemy, bo nie ma cię we władzach klubu. Jakiś czas temu mówiło się, że Jasiński mógłby odkupić udziały Lewandowskiego i Jacka Pocięgiela, ale ostatnio zapadła w tym temacie cisza.
Unię chciał też odkupić jeden z tarnowskich biznesmenów, który jednak szybko zmienił zdanie. Wystarczyło, że zapoznał się z sytuacją finansową klubu i przejrzał listę warunków, jakie musi spełnić Unia, by dostać zielone światło na jazdę w lidze. Trzy z piętnastu warunków były zdaniem biznesmena nie do spełnienia. Swoją drogą, to tarnowski biznes dostał mocno po głowie w związku z niedawną akcją CBA, która miała związek z nieprawidłowościami w Unii. Funkcjonariusze odwiedzili bowiem firmy, które od lat pomagały Unii w różny sposób, także pożyczając pieniądze. Teraz dostali za to taką zapłatę. Jeszcze w środowisku krąży plotka, że Unia kupi spółkę Speedway Kraków i przeniesie ją do Tarnowa, ale w Krakowie nie są tym zainteresowani. A czas leci.












