Znienacka ogłosili ws. transferu Polaka. Dłużej nie mogli tego znieść
Polonia Piła dogadywała kontrakt Tobiasza Jakuba Musielaka, kiedy do akcji wkroczył ROW Rybnik. I gdy wydawało się, że wszystko pomiędzy ROW-em i zawodnikiem jest ustalone, Polonia znienacka ogłosiła transfer Musielaka. Część kibiców już atakuje prezesa ROW-u Rybnik, że pokpił sprawę, że przelicytował. Prawda jest jednak inna, niż wszyscy myśleli.

Polonia Piła zmierzy się z INNPRO ROW-em Rybnik na inaugurację sezonu 2026 w Metalkas 2 Ekstralidze. I tak się składa, że od dłuższego czasu mocno iskrzy między klubami.
2:1, ale dla kogo. ROW Rybnik i Polonia Piła ogłaszają
Kiedy na jaw wyszło, że Polonia chce Williama Drejera, to za chwilę ukazały się informacje, że ten dzwonił do Rybnika, by tam rozmawiać o kontrakcie. Finalnie Drejer trafił do Polonii. W drugą stronę potoczyła się historia Jespera Knudsena, który myślał, że jest na wylocie z Rybnika i podjął negocjacje z Piłą. Został jednak na kolejny sezon w ROW-ie. Transferowy remis teraz zamienił się jednak w 2:1 dla Polonii. Choć oczywiście w Rybniku uważają inaczej. Mówią, że jest 2:1, ale dla nich, bo zaoszczędzili duże pieniądze.
Prawda jest taka, że kiedy Polonia była na finiszu rozmów z Musielakiem, to ROW wkroczył do akcji i szybko przeciągnął zdolnego juniora na swoją stronę. I kiedy wydawało się, że ogłoszenie kontraktu jest kwestią chwili, Polonia znienacka odbiła piłeczkę i pochwaliła się tym, że Musielak będzie ich zawodnikiem.
Pół miliona za rok. Dla ROW-u Rybnik to było za dużo
Kibice ROW-u już piszą, że prezes Krzysztof Mrozek popełnił błąd, że przelicytował. Działacz ma jednak inne odczucia. Po prostu nie chciał transferu za wszelką cenę, bo to nie miało sensu. Za wypożyczenie Musielaka musiałby zapłacić 150 tysięcy złotych, bo Hunters PSŻ Poznań nie chciał zejść z ceny. Drugie tyle miałby dostać Musielak za roczny kontrakt. Do tego 2-3 tysiące złotych za punkt. W sumie wyszłoby tyle, co za Pawła Trześniewskiego, którego Mrozek niedawno skreślił.
W przypadku Musielaka działacz doszedł do wniosku, że nie ma sensu wykładać 500-600 tysięcy złotych za to, żeby mieć dobrego juniora na rok. Bo PSŻ chciał, żeby po rocznym wypożyczeniu Musielak do nich wrócił i startował jako junior w 2026.
Musielak nie potrafił tego zrozumieć. Już mieli dość
Same negocjacje z Musielakiem też stały się w pewnym momencie mocno irytujące. Żużlowiec co chwilę miał dzwonić do prezesa i dopytywać, kiedy będzie jego podpis na kontrakcie. Robił tak, choć działacz prosił o cierpliwość. Chciał się rozmówić z prezesem PSŻ i ustalić, czy jest gotów obniżyć cenę. To był warunek doprowadzenia transferu do końca.
ROW ma różne doświadczenia z wypożyczeniami zawodników. Za Maksyma Borowiaka wykładał dużą kasę i o ile w sezonie 2024 pieniądze się zwróciły (Borowiak przyłożył rękę do awansu), o tyle w 2025 nic to nie dało (Borowiak jeździł słabo i stracił pół sezonu z powodu kontuzji). Uznano więc, że wykładanie na starcie 150 tysięcy na zawodnika, który za rok odejdzie, nie ma większego sensu. Zwłaszcza w sytuacji, gdy ROW nie będzie walczyć o awans do PGE Ekstraligi. W Rybniku najpewniej wypożyczą jednego z juniorów FOGO Unii Leszno, bo ci będą do wzięcia za symboliczne pieniądze.












