Ten telefon przesądził. Poczuł się, jakby mu napluli w twarz
Pół żużlowej Polski chwali Stal Rzeszów za to, że udało jej się zatrudnić Krzysztofa Kasprzaka na stanowisko dyrektora sportowego klubu. Były wicemistrz świata rok temu zrobił furorę telewizyjnymi występami, a teraz ma pomóc Stali w powrocie do PGE Ekstraligi. Pojawił się potężny problem. Wystarczył jeden telefon, by w szatni zawrzało. Zawodnicy żądają wyjaśnień, a dotychczasowy menedżer rzucił papierami. A to nie wszystko.

Wszyscy pamiętamy potężne problemy Stali Rzeszów ze zbudowaniem składu na 2026. Początkowo nowa pani prezes Katarzyna Marszałek korzystała z pomocy Kingi Hepel. Menedżerka Martina Vaculika dzwoniła do zawodników, przedstawiała się jako przyjaciel Stali i chciała rozmawiać o kontraktach. To jednak nie wypaliło, a sytuację musiał ratować menedżer Paweł Piskorz.
Sukcesy menedżera Stali Rzeszów na transferowej giełdzie
Piskorz zadziałał szybko. W kilka dni dogadał umowy Rasmusa Jensena, Andreasa Lyagera, Oskara Fajfera i Mateusza Szczepaniaka. Potem dorzucił jeszcze juniora Maksyma Borowiaka. Największym sukcesem było oczywiście sprowadzenie Jensena i Fajfera, który w 2025 jeździli w PGE Ekstralidze. Wydawało się, że po takiej akcji na transferowym rynku pozycja Piskorza w Stali będzie niepodważalna.
Jednak trzy tygodnie temu Stal zaprosiła na rozmowy Krzysztofa Kasprzaka, który dwa lata temu zakończył bogatą karierę, a w minionym sezonie robił furorę jako telewizyjny ekspert i pomagał w karierze Szweda Phillipa Hellstroema-Baengsa. Piskorz o zaproszeniu dla Kasprzaka nie wiedział. Doszło to do niego pocztą pantoflową. Od razu pobiegł do pani prezes z pytaniem: co jest grane?
Kasprzak zadzwonił do zawodników i wtedy się zaczęło
Pytanie było o tyle zasadne, że Kasprzak krótko po spotkaniu z władzami klubu zaczął dzwonić do zawodników Stali, by poinformować ich, że będzie nie tylko dyrektorem sportowym, ale i też będzie prowadził drużynę w trakcie meczów. Żużlowcy nawet nie kryli oburzenia. Zaczęli dzwonić do Piskorza z pytaniem, o co chodzi. Szczepaniak kilka dni temu udzielił wywiadu, w którym wyznał wprost, że do Stali przyszedł wyłącznie z powodu Piskorza. Inni nie mówią tego głośno, ale jasne jest, że czują się związani z Piskorzem.
A Piskorza nie będzie, bo trzy dni temu złożył wypowiedzenie. Telefoniczne rozmowy Kasprzaka z zawodnikami przesądziły. Co prawda pani prezes próbowała tłumaczyć menedżerowi, że będzie prowadził zespół wspólnie z Kasprzakiem, ale ten nie dał się nakłonić. Czuł się tak, jakby ktoś napluł mu w twarz. Uznał, że to będzie niezdrowy układ. Bał się, że w razie porażek, to on zostanie obarczony winą.
Tego bał się Piskorz. Transfer Zagara na horyzoncie
Poza tym Piskorz bał się tego, że za chwilę Stal ściągnie Mateja Zagara, który żyje w dobrych relacjach z Kasprzakiem, a nie jest tajemnicą, że szuka klubu. Stal zapewnia, że nie zatrudni Zagara, ale z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że to kwestia kilku tygodni. Szatnia już teraz jest rozbita, a szósty senior może jeszcze bardziej popsuć relacje w drużynie, bo to oznacza rywalizację o skład, a ta w żużlu się nie sprawdza.
Od osób, które są blisko Piskorza, słyszymy, że nie ma szans na to, żeby wrócił. Pani prezes jeszcze chce go przekonać, ale Piskorz złożył wypowiedzenie i wyłączył telefon. Cała ta akcja z Kasprzakiem, sposób jej przeprowadzenia, bardzo go poruszyły. Wiemy, że nie miał nic przeciwko Kasprzakowi, ale chciał jasnego podziału kompetencji. I dalej chciał prowadzić drużynę, którą zbudował. Chciał to jednak robić w pojedynkę.












