Prezes przeciwny hitowi transferowemu. "Nie ma sensu przepłacać"
W środowisku żużlowym głośno o tym, że Unia Leszno po ewentualnym awansie sprowadzi do drużyny gwiazdę. W tym celu w klubie już mają mieć przygotowane ponad 3 miliony złotych na taki kontrakt. Ten scenariusz oznacza brak miejsca dla Josha Pickeringa. - Nie pozbywałbym się go i nie przepłacałbym za pozyskanie gwiazdy. To może być drugi Kurtz - przekonuje nas były prezes Unii Rufin Sokołowski.

Unia Leszno jest niekwestionowanym faworytem do wygrania 2. Metalkas Ekstraligi. Jeśli nie wydarzy się nic nadzwyczajnego, to podopieczni Rafała Okoniewskiego wrócą do elity po rocznej przerwie. Klub nie planuje rewolucji kadrowej. Zgodnie z ostatnimi doniesieniami w drużynie dojdzie do jednej zmiany.
Josh Pickering na wylocie z Unii Leszno
Nie ma wielkiej tajemnicy w tym, że działacze chcą wymienić najsłabsze ogniwo, którym jest Josh Pickering. W kontekście jego zastępstwa wymienia się m.in. Jacka Holdera, a ostatnio Piotra Pawlickiego, który miałby wrócić do Leszna po kilkuletniej przerwie. Przeciwnikiem rezygnacji z Australijczyka jest jednak Rufin Sokołowski. Zdaniem byłego prezesa Unii byłby to błąd.
- Pickeringa bym się nie pozbywał. Uważam, że to może być drugi Brady Kurtz - mówi nam dość zaskakująco. - Coś o tym wiem, bo miałem okazję pracować z Australijczykami. Proszę sobie wyobrazić, że oni zostawiają rodziny na większą część roku i ruszają z dalekiego kontynentu do Polski, aby zarabiać pieniądze. Ci zawodnicy mają inne nastawienie mentalne. Muszą się pokazać i udowodnić swoją wartość. To dla nich szansa. Uważam więc, że Pickering podobnie jak Kurtz może rozwinąć skrzydła - argumentuje.
- Moim zdaniem Unia w tym zestawieniu personalnym i tak nie ma szans na miejsce w pierwszej czwórce. Przyjąłbym więc taką strategię, że niech się wszyscy inni zadłużają, zaciągają kredyty, a w Lesznie mogliby jechać znacznie tańszym składem, który i tak zapewniłby sobie utrzymanie. Nie trzeba byłoby przepłacać za gwiazdę - dodaje.
Transfer gwiazdy może zaburzyć hierarchię w drużynie
Nowo pozyskany zawodnik mógłby z urzędu stać się liderem listy płac w Unii Leszno. Rufin Sokołowski mówi nam, że nigdy nie wiadomo, jak na ten fakt zareagowałby reszta drużyny na czele z jej liderem Januszem Kołodziejem. - Mógłby poczuć się gorzej i nic by dobrego z tego nie wyszło - podkreśla były działacz, który przy okazji podzielił się ciekawym przykładem z czasów swojej prezesury.
- Kiedyś, jako prezes składałem ofertę Sebastianowi Ułamkowi. On zażądał 200 tysięcy za podpis. Ja się go wtedy spytałem, za co aż tyle. On uważał się za zawodnika z czołówki. Dla mnie takim zawodnikiem jest ktoś, kto zdobywa w meczu minimum 10 punktów. Dałem mu wtedy kontrakt motywacyjny na takiej zasadzie, że gdy osiągnął ten poziom, to otrzymał premię 10 tysięcy złotych. Zawołałem wtedy do siebie również Damiana Balińskiego i Jacka Rempałę. Powiedziałem, że ich kontrakt od umowy Ułamka różni się tą premią, którą też im dorzucam. Oni wtedy nie sięgnęli po nią tak często, ale tutaj liczy się atmosfera w drużynie. Dzięki temu nikt nikomu nie mógł nic zarzucić - skwitował Sokołowski.











