Potwierdziły się doniesienia ws. zarobków duńskiej gwiazdy. Znów czeka na okazję
Najpierw chciał 300 tysięcy złotych za podpis, potem zjechał do 250 tysięcy, ale to wciąż było za dużo dla Texom Stali Rzeszów, która dopiero co wypłaciła cały kontrakt Taia Woffindena. 3-krotny mistrz świata mimo kontuzji dostał wynegocjowane 800 tysięcy złotych. Klub nie miał wolnych środków na kolejnego zawodnika. Nicolai Klindt finalnie jednak wyszedł na swoje. Były właściciel zdradził nam ważny szczegół.

Ten kontrakt był majstersztykiem. Texom Stal Rzeszów dzięki angażowi Nicolaia Klindta załatała do pewnego stopnia dziurę po Taiu Woffindenie, wjechała do play-off i nie straciła na tym zbyt wielkich pieniędzy.
Texom Stal Rzeszów zaoferowała mu kosmiczną stawkę za punkt
Klindt zaczął negocjacje od 300 tysięcy złotych za podpis i 4 tysiące za punkt. Potem zjechał do 250 tysięcy za podpis, ale były prezes i właściciel Michał Drymajło nie chciał się na to zgodzić. Nam mówi, że zaproponował mu umowę, gdzie pieniądze leżały na torze. Jak udało się nam ustalić Klindt finalnie dostał wyłącznie atrakcyjną stawkę za punkt w wysokości 7 tysięcy, choć Drymajło tego nie potwierdza. I to było coś, co Duńczyk wziął bez żadnego zastanowienia zapominając o kasie za podpis.
Zdobywając 103 punkty z bonusami Klindt finalnie wyszedł na swoje. Zgarnął 721 tysięcy złotych, czyli tyle ile chciał, żądając 300 tysięcy za podpis i 4 tysięcy za punkt. Jednak Drymajło też wyszedł na swoje. Jemu wtedy zależało bowiem na tym, żeby nie generować dodatkowych stałych kosztów. Nie chciał dać 300 tysięcy za podpis, bo bał się, że w razie kontuzji Duńczyka utopi kolejne pieniądze. A już poszedł przelew na 800 tysięcy na konto leczącego kontuzję Taia Woffindena.
Gigantyczny zysk Texom Stali Rzeszów
Co ciekawe Stal, mimo iż wydała 1,5 miliona złotych na dwóch zawodników, to i tak wypracowała gigantyczny zysk. W tej chwili wszystko jest jeszcze liczone, ale wygląda na to, że po sezonie 2025 na koncie spółki zostanie między 750 a 900 tysięcy złotych.
A wracając do Klindta, to w Rzeszowie mówią, że w tym roku znów może kupić los na loterii. I niewykluczone, że ponownie wskoczy za Woffindena. 3-krotny mistrz świata po kontuzji, jakiej doznał przed startem sezonu 2025, długo dochodził do siebie. Stal jednak nie zdecydowała się na to, by przedłużyć z nim umowę. W klubie bali się wydać kolejne 800 tysięcy złotych nie mając gwarancji, że zawodnik wystartuje. W Stali przekonują, że Moonfin Malesa Ostrów, nowy klub Woffindena, też takiej gwarancji nie ma. Klindt jednak czeka.
Nicolai Klindt został bez pracy, ale znów to zrobi
Duńczyk po zakończeniu sezonu 2025 nawet wstępnie dogadał się ze Stalą na kolejny rok, ale finalnie potęga ze wschodu zakontraktowała innych obcokrajowców: Rasmusa Jensena, Andreasa Lyagera i Andersa Rowe na U24. Klindt został bez pracy. Ma podpisać kontrakt warszawski i czekać na swoją szansę. A ta może przyjść szybko.
W tym roku Klindt tylko przez trzy kolejki był bezrobotny. W sumie odjechał 13 spotkań. Z ligowymi średniakami i słabeuszami radził sobie całkiem dobrze, schody zaczynały się, gdy Stali przyszło się mierzyć z czołówką. Sprawdził się jednak jako uzupełnienie składu, jako taka mocna druga linia. Inna sprawa, że Klindt może mieć w walce o pracę sporą konkurencję, bo klubu nie ma też niezły w tym roku Kenneth Bjerre, czy Matej Zagar, który dał utrzymanie ekipie Orła Łódź.











