Porażka Polonii Bydgoszcz. Rozpętała się burza, popełnili poważny błąd
Artiom Łaguta przedłużył kontrakt w Betard Sparcie Wrocław do 2028 roku. Uwierzyć własnym oczom nie mógł prezes Abramczyk Polonii Bydgoszcz, który prowadził negocjacje z mistrzem świata. - Zachowanie poniżej pasa. Byliśmy inaczej umówieni - mówi Jerzy Kanclerz w WP. - Należało się zabezpieczyć. Przy takich zawodnikach potrzeba doświadczenia - zauważa Leszek Tillinger dla Interia Sport. Wszystkiemu nie pomagał fakt, że Polonia nadal jest w Metalkas 2. Ekstralidze. - Przecież Artiom widzi, co się dzieje - podkreśla.

Jeszcze kilka dni temu kontrakt Artioma Łaguty we Wrocławiu wygasał wraz z końcem nadchodzącego sezonu. Chrapkę na niego miało kilka klubów, a w tym także Polonia Bydgoszcz. Rosjanin rozwiał wszelkie wątpliwości i finalnie przedłużył umowę ze Spartą aż do 2028 roku.
Poważny błąd Polonii w rozmowach z Łagutą
Jerzy Kanclerz poczuł się rozczarowany i oszukany. Jego zdaniem Łaguta miał mu dać słowo, że na obecną chwilę nie będzie decydować o swojej przyszłości. A jeśli już, to go o tym poinformuje. Tymczasem wygląda na to, że Kanclerz nie dostał informacji, że ich wcześniejsze rozmowy nie mają już znaczenia. - Nie ma co płakać. Przy takich zawodnikach potrzeba doświadczenia. Często potrafią zmieniać zdanie - mówi nam Leszek Tillinger.
- Jak zwykle Andrzej Rusko wyszedł zwycięsko i zrobił to, co wiedział, że zrobi od początku. Wystarczy spojrzeć na budżet Sparty Wrocław. Tam są duże możliwości, żeby polepszyć warunki obowiązującego kontraktu. Kiedy się rozmawia z takimi zawodnikami i dochodzi się do przedstawienia warunków, to należałoby się jakoś zabezpieczyć. Myślę o zabezpieczeniu prawnym, bo to jest w interesie klubu - tłumaczy były prezes Polonii.
Rusko pracuje już nad Zmarzlikiem. "Koniecznie chciał wyciągnąć Golloba"
- Przecież Artiom widzi, co się dzieje. Polonia zapowiada od lat awans, a na razie się to nie ziściło. Trudno mu się dziwić, skoro nadal są na zapleczu, że nie decyduje się na jakieś deklaracje. Andrzej Rusko jest graczem dużej klasy, jeśli chodzi o żużel. Znam go, bo przecież w podobnym czasie pracowaliśmy w swoich klubach i też toczyliśmy boje o zawodników. Koniecznie chciał wyciągnąć Golloba z Polonii, a ja wyciągnąłem mu Protasiewicza. Nie ma co płakać, tylko trzeba dalej działać - wyjaśnia Tillinger.
- To było logiczne, że Rusko go nie puści, że to było "baju, baju, będziesz w raju" - kontynuuje i zaznacza, że to nie musi być wcale ostatni hit Sparty. - Artiom jest liderem Sparty, a znając Andrzeja, coś mi podpowiada, że on już pracuje nad nowym zawodnikiem, żeby później pięć razy z rzędu móc zdobyć mistrza Polski. I najpewniej chodzi o Zmarzlika - twierdzi.
Najtrudniej było z Gollobem, ale "nikt mnie tak w konia nie zrobił"
Wrocławianie ostatnie złoto zdobyli w 2021 roku. - Brakuje mu jednego zawodnika z uwagi na to, że Janowski obniżył loty. Jednocześnie osłabiłby Motor Lublin. Myślę, że ma takie marzenie, żeby przez kilka lat z rzędu we Wrocławiu było mistrzostwo Polski - przyznaje.
- Za swoich czasów miałem różne doświadczenia, ale nikt mnie w taki sposób w konia nie zrobił. Najtrudniej było zawsze z Gollobem. Były też trudne negocjacje z Ermolenko i kiedy byłem w kiepskiej sytuacji, musiałem pilnie załatwić zawodnika i trafiłem na Wiltshire'a, który w dużej mierze nam ogromnie pomógł. Z Andreasem Jonssonem też nie było łatwo - wspomina.
Nie wyszło z Łagutą. Pójdą po Holdera
Polonia to głowny kandydat do awansu, jeśli chodzi o najbliższy sezon. Trudno się dziwić frustracji Kanclerza, skoro beniaminek, chcąc cokolwiek wskórać klasę wyżej, musi znacznie szybciej mieć gotowe transfery. - Teraz celowałbym w Jacka Holdera z dwóch prostych powodów. Po pierwsze sytuacja w Stali Gorzów nadal jest niejasna, a po drugie jest to zawodnik dużego kalibru. Jack to światowa czołówka i przychodząc do Polonii byłby liderem drużyny - kwituje.












