Unia Leszno wyciągnęła rękę do Josha Pickeringa, uzupełniając tym samym skład na tegoroczny sezon. I choć nie do końca sprostał postawionym przed nim oczekiwaniom, to zespół wykonał zadanie, awansując do PGE Ekstraligi.
Pickering otoczony opieką Unii Leszno, "nie miałem przed nim tajemnic"
Pickering skończył sezon ze średnią 1,53. W klubie stawano na rzęsach, żeby pomóc mu w ustabilizowaniu dyspozycji. W pewnym momencie Piotr Rusiecki zakupił mu nawet silnik od Petera Johnsa. Te w Lesznie w ostatnich latach spisują się bardzo dobrze. 28-latek wcześniej zaczynał sezon na jednostkach Ashley'a Holloway'a, więc liczono, że w końcu coś drgnie. Pickering miewał przebłyski, ale w dłuższej perspektywie nie był w stanie wskoczyć na wyższy poziom.
- To kawał dobrego zawodnika. Na pewno stać go na więcej. Wspieraliśmy go cały sezon. Nie miałem przed nim żadnych tajemnic, kiedy w drugiej połowie rozgrywek zaczął korzystać z silników Petera Johnsa. Wielka szkoda, bo zżyliśmy się z nim. Być może nasze drogi się jeszcze przetną - mówi nam Grzegorz Zengota.
Australijczyk zostanie na zapleczu, jest już po słowie z jednym klubem
Australijczyk przede wszystkim nie sprostał zadaniu w fazie play-off. W 17 biegach zdobył tylko 15 punktów z bonusem. Przez długie tygodnie robiono wszystko, by właśnie na tę część rozgrywek jego forma wystrzeliła. Pomimo problemów zespół z Leszna poradził sobie zarówno ze Stalą Rzeszów, jak i Polonią Bydgoszcz.
Chociaż Pickering nie powalał na kolana i pozostawił po sobie nieco gorsze wrażenie, niż było to podczas kilku spotkań w barwach Wybrzeża Gdańsk w 2024 roku, to nadal ma pozostać w Metalkas 2. Ekstralidze. Klub, z którym jest po słowie, nie jest jednak w stu procentach pewny, czy w przyszłym roku wystartuje na drugim szczeblu rozgrywkowym.
Zengota mówi wprost, w Lesznie zrobiło się gorąco
Jeśli chodzi natomiast o Unię, po remisie w Bydgoszczy wydawało się, że kwestia awansu jest pod względną kontrolą leszczynian. Tak też w pewny sposób rozpoczęli mecz rewanżowy. W drugiej fazie starcia z Polonią goście zaczęli jednak odrabiać straty. W obozie gospodarzy zrobiło się nieciekawie.
- Spodziewaliśmy się trudnego spotkania, tym bardziej że Polonia nie miała nic do stracenia. Mieliśmy dobry początek, zbudowaliśmy przewagę, ale w tej końcówce przez chwilę było gorąco. Uświadomiliśmy sobie, że skoro my odrobiliśmy 14 punktów w Bydgoszczy, to czemu Polonia nie ma zrobić tego samego. Szanowaliśmy każdy punkt i finalnie udźwignęliśmy tę presję - kończy.












