Głośne rozstanie, a teraz takie wieści. Poważne kłopoty 16-latka, poszukiwania trwają
Najpierw był ligowy debiut marzenie, potem ratował honor reprezentacji Polski. 16-letni Maksymilian Pawełczak w tydzień zebrał wiele zasłużonych pochwał. Problem w tym, że po ostatnich zawodach odszedł jeden z architektów sukcesu młodego zawodnika Abramczyk Polonii Bydgoszcz. Trwają poszukiwania zastępcy, ale to nie jest łatwa sprawa.

Na jego ligowy debiut czekała cała żużlowa Bydgoszcz. Rozczarowania nie było, bo 16-letni Maksymilian Pawełczak w pierwszym meczu zdobył 10 punktów z bonusem. Wygrał dwa biegi, rozstawiał po kątach wielkie gwiazdy. Okazał się bohaterem Polonii w barażu o PGE Ekstraligę z Gezet Stalą Gorzów.
Pawełczak miał "wejście smoka". Pomógł mu mechanik Maxa Fricke
Kilka dni później było jeszcze lepiej, bo Pawełczak dostał powołanie do reprezentacji Polski i wystąpił w niej w związku z kontuzją Wiktora Przyjemskiego. Mało tego, pojechał jak z nut, zdobywając 24 punkty na 28 możliwych do zdobycia. Lepszy od niego okazał się tylko Adam Bednar, którego nazywają czeskim Zmarzlikiem.
Pawełczak zdecydowanie zaliczył "wejście smoka". I nie zmienia tego faktu to, że w rewanżu ze Stalą już tak dobrze nie było (4+1 w 5 biegach). W dwumeczu Pawełczak zrobił swoje, pokazał drzemiący w nim potencjał. Taki wynik był możliwy nie tylko z uwagi na nieprzeciętny talent, ale i też na otoczenie się właściwymi osobami. Jedną z nich był Mirosław Duda, mechanik pracujący z najlepszymi na świecie.
Zaczynał u Gollobów. Taki mechanik, to prawdziwy skarb
Duda zaczynał u Gollobów. Tam dostał szkołę życia. Zaczynał od mycia motocykli. Czasem nawet pięć razy wracał na myjnię, bo Jan Borzyszkowski, główny majster Golloba był perfekcjonistą. Z teamu najlepszego polskiego zawodnika przeniósł się do Andreasa Jonssona, dla którego pracował ponad dekadę. Na początku panowie nawet ze sobą nie rozmawiali, bo Duda nie znał żadnego słowa po angielsku. Gdy się nauczył, złapali świetny kontakt.
W ostatnim czasie Duda pracuje dla Maxa Fricke. I to właśnie za zgodą Australijczyka pomagał gościnnie Pawełczakowi. Jednak od początku było jasne, że wraz z zakończeniem sezonu dojdzie do rozstania. Tak też się stało i Pawełczak stracił na dobre doświadczonego mechanika, który współpracował z najlepszymi żużlowcami na świecie. I jak dotąd nie znalazł nikogo na jego miejsce. A musi to zrobić, bo dobry team z doświadczonym szefem ma ogromne znaczenie. Rok temu Oskar Paluch stanął na głowie, żeby namówić do współpracy doświadczonego żużlowca Marka Hućko. I to się przełożyło na wyniki.
Trener Woźniak o przyszłości Pawełczaka
Tak swoją drogą, to w Bydgoszczy Pawełczak pewnie poradziłby sobie bez mechanika. To jest tor, który zna. Tam jeździ z zamkniętymi oczami. Gorzej z wyjazdami, a Gorzów był tego potwierdzeniem. - U siebie jest wjeżdżony, ale toru w Gorzowie nie zna zbyt dobrze. Do tego bardzo chciał i pewnie dlatego nie wyszło tak, jakby sobie tego życzył. Doświadczonego mechanika potrzebuje na pewno, bo za rok to już będzie liga na całego. To już trzeba mieć profesjonalny team - mówi nam Jacek Woźniak, trener Polonii, który na dokładkę jest mocno zaangażowany w szkolenie Pawełczaka.
- Jak wszystko się ułoży, to będziemy mieli z niego pociechę. Nie tylko Polonia, bo reprezentacja też. Ten chłopak jest świadomy swojego miejsca w żużlu i chce się rozwijać. On jest nauczony tego, że nie będzie łatwo, że do wszystkiego musi dojść ciężką pracą. Na finiszu sezonu 2025 wysoko zawiesił sobie poprzeczkę, ale wierzę, że podoła - kwituje Woźniak, co nie zmienia faktu, że znalezienie następcy Dudy jest potrzebą chwili.












