Reklama

Reklama

Zuzanna Witych: Trasa jest dziką, najeżoną skałami górą, ja jestem najbardziej "egzotyczną" zawodniczką

Polska narciarka Zuzanna Witych okazała się rewelacją Freeride World Tour. W stosunkowo młodej dyscyplinie sportowej jaką jest freeride, te zawody są dostępne tylko dla zawodników na elitarnym poziomie umiejętności. Polka opowiedziała Interii o trudach sezonu, finansach związanych z startami w freeride, a także o niebezpieczeństwach związanych z tą odmianą narciarstwa.

Freeride to konkurencja polegająca na zjeździe na nartach z niemal pionowych górskich "ścian", często w dziewiczym śniegu. Freeride World Tour to najwyższej rangi zawody w tej dyscyplinie. Od zawodników i zawodniczek wymaga się "szalonych" skoków, odważnych decyzji i unikatowego podejścia do zjazdu - tym właśnie zaimponowała w zakończonym sezonie Polka.

Michał Ruszel, Interia: Dziewczyna pochodząca z Łodzi wschodzącą gwiazdą ekstremalnej odmiany zjazdu narciarskiego. Zacznijmy może od początku, skąd u ciebie, osoby pochodzącej jednak z mało górzystego regionu Polski, wzięło się zamiłowanie do nart. Jaką drogę przeszłaś, zanim znalazłaś się w tak "zwariowanej" odmianie sportów narciarskim, jakim jest Freeride?

Reklama

Zuzanna "Zuza" Witych: - Rzeczywiście, Łódź nie ma niestety bogatych tradycji narciarskich. Na nartach jeździłam od trzeciego roku życia, dzięki moim rodzicom, którzy zabierali nas z bratem na narty podczas ferii lub świąt. Zawsze marzyłam o profesjonalnym uprawianiu narciarstwa, ale ze względu na odległość i brak zaplecza, mieszkając w Łodzi niestety nie miałam takiej możliwości. Trenowałam wiele sportów, ale najdłużej i "najpoważniej" lekką atletykę na łódzkim AZS-ie, co dało mi świetne podstawy ogólnorozwojowe. Poważniejszą przygodę z narciarstwem zaczęłam dopiero pod koniec liceum, to wtedy dzięki znajomym z południa Polski, odkryłam freestyle i była to miłość od pierwszego wejrzenia, od razu postanowiłam spróbować swoich sił. W kolejnym roku wzięłam udział w moich pierwszych Mistrzostwach Polski, które udało mi się wygrać. Przez kilka lat byłam członkinią kadry narodowej, wielokrotnie zdobyłam tytuł Mistrzyni Polski w slopestyle oraz BigAir, udało mi się nawet dwa razy stanąć na podium Pucharu Europy. Ze względu na brak finansowania ze strony PZN, kadra niestety nie przetrwała. Zakochana w nartach postanowiłam wyjechać na studia do francuskiego Grenoble, aby mieszkać bliżej Alp. Moją przygodę z freeridem zaczęłam dopiero, gdy zamieszkałam w Szwajcarii, to tutaj po raz pierwszy odkryłam jazdę poza trasą na szerokich nartach.

Freeride to zjazd z niemal pionowych górskich ścian, często w dziewiczym śniegu. Trasy zjazdowe nie są uczestnikom wcześniej znane, poruszacie się trochę "na czuja", intuicyjnie. Podobnie jest, jeśli chodzi o dobór trików, skoków. Całość właśnie pod względem unikatowości i indywidualizmu oceniają sędziowie. Czy to właśnie ta duża dawka swobody jest w tym wszystkim najbardziej pociągająca, a może jednak zastrzyk adrenaliny?

- Przygotowując się do zawodów, spędzamy dużo czasu na obserwacji ściany z na przeciwka przez lornetkę. W ten sposób planujemy trasę, jaką chcemy pojechać, wybieramy tzw. linię. Podczas oglądania ściany staramy się jej nauczyć na pamięć, wybrać charakterystyczne punkty, które pomogą nam w orientacji podczas jazdy. Trudność polega na tym, że nie mamy na ścianie elementu, który wyznaczyłby skalę wielkości, przez to bardzo trudno z kilkuset metrów ocenić, czy dany klif lub skała ma 3 metry, czy np. 6m. Nie ukrywam, że wybór i realizacja zaplanowanego przejazdu to jedne z najtrudniejszych elementów, wielokrotnie podczas przejazdu natrafiamy na różnorakie niespodzianki czy niebezpieczeństwa, których nie było widać podczas "face check’u", w tych wypadkach trzeba mieć w głowie plan B lub zdać się na intuicję i improwizować. Fakt, że przy wyborze linii mamy niemal zupełną dowolność i to, że każdy zawodnik może w pełni wyrazić swoją kreatywność, jest kwintesencją przedrostka "free" we freeridzie.

Co jest najmocniejszą stroną Zuzanny Witych, trzeciej zawodniczki klasyfikacji generalnej ostatniej edycji Freeride World Tour, najbardziej prestiżowego turnieju w tej stosunkowo młodej dyscyplinie? Skoki, triki, dobór trasy? Nad czym uważasz, że jeszcze musisz popracować, a w czym upatrujesz swojej przewagi nad rywalkami?

- Mimo ostatecznego wyniku, z którego ogromnie się cieszę, pozostaje we mnie po sezonie sporo frustracji. Ta frustracja wynika z faktu, że nie do końca mogłam pokazać, na co mnie stać, w wielu przypadkach warunki na to nie pozwalały, poza tym, aby poczuć się swobodnie w zawodach tej rangi potrzebne jest doświadczenie i obycie, którego mi jeszcze mocno brakuje. Mam w zanadrzu triki, które bardzo chciałabym zaprezentować w przyszłym sezonie, myślę, że to może być moja najmocniejsza karta. Chociaż nie jest to proste zadanie, wykonanie ewolucji podczas skoku z naturalnej przeszkody, z której skaczemy po raz pierwszy nie znając do końca jej rozmiaru, wybicia i długości lotu, jest bardzo trudnym zadaniem, ale jest to mój cel w przyszłorocznym FWT. Słabszych punktów mam jeszcze bardzo wiele, świetnie zdaję sobie z tego sprawę i to właśnie najbardziej motywuje mnie do dalszej pracy. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem to może być tylko lepiej.

Specjalistyczny sprzęt narciarski, ale także w miarę wąskich możliwości, zabezpieczenie zawodników. Wszyscy w FWT zjeżdżają z zabezpieczeniem zestawu lawinowego. Na ile realne jest wystąpienie lawiny w takich zawodach? Jakiego rodzaju niebezpieczeństwa mogą jeszcze spotkać was na trasie? Czy często zdarzają się wypadki, zagrażające waszemu zdrowiu lub życiu?

- Dla organizatorów bezpieczeństwo jest absolutnym priorytetem. Daty zawodów są ruchome, a to dlatego, aby móc wybrać możliwie najlepszy dzień pod względem pogody i w przypadku dużego zagrożenia lawinowego, przesunąć datę zawodów. Prawdopodobieństwo, że lawina zejdzie podczas zawodów, jest bardzo niskie, ściany są zabezpieczane w możliwie najlepszy sposób, ale nie można zapominać, że jesteśmy w górach i to natura dyktuje warunki, dlatego ryzyko zero nie istnieje. Trasa jest "dziką" górą, najeżoną skałami i klifami i to tutaj drzemie niebezpieczeństwo. W przypadku pomyłki w linii, błędu w ocenie wielkości lub prędkości najazdu, ryzyko polega na tym, że możemy wylądować na kamieniach lub uderzyć w skały. W wielu momentach osiągamy podczas jazdy bardzo duże prędkości, utrata kontroli i upadek w takim momencie też może skończyć się poważną kontuzją.

W uchodzącej za światową elitę serii FWT startowałaś pierwszy sezon, udało Ci się wygrać pojedyncze zawody i na koniec cyklu być w samej czołówce. Byłaś jednak w niektórych momentach rozgrywek bardzo surowa, w ocenie swoich pierwszych startów. Czujesz się już gotowa odnosić regularne triumfy? O jakim stopniu trudności rywalizacji mówimy? Czy w Freeride są prawdziwe legendy i dominatorzy, czy ktoś ma tu pozycję nie do ruszenia, jeśli chodzi o jego osiągnięcia? Może jest ktoś, kogo Zuzanna Witych ma za "wzór", lub posiada do kogoś wyjątkowy respekt?

- Tak, jestem w stosunku do siebie wymagająca i chcę za każdym razem pokazać się z jak najlepszej strony. Początek sezonu nie był dla mnie wymarzony. W pierwszych zawodach, wylosowałam numer jeden, jadąc jako pierwsza w moich pierwszych zawodach w życiu na tak wysokim szczeblu, nie ukrywam, że poziom stresu był kosmiczny i to mnie mocno sterroryzowało. Dodatkowo ruszając na samym początku, wcześnie rano, śnieg na ścianie był jeszcze bardzo mocno zmrożony po nocy, warunki były bardzo wymagajcie. To wszystko spowodowało, że popełniłam spory błąd w linii i nie byłam zadowolona ze swojego przejazdu. Właściwie po każdych zawodach mam sama do siebie jakieś pretensje, nie mam jeszcze na koncie "idealnego" przejazdu, oczywiście nie można przesadzać z samokrytyką, ale uważam, że takie podejście daje bardzo dużo motywacji do progresu i ciągłego podnoszenia swoich umiejętności. We freeridzie niesłychanie ważne jest doświadczenie i obycie z terenem, różnymi rodzajami śniegu, presją, itd. W tym sezonie nauczyłam się ogromnie dużo, ten bagaż doświadczeń na pewno pomoże mi w przyszłym sezonie. Rywalizacja jest na prawdę na bardzo wysokim poziomie.

- Niestety czasem spotykamy się z krytyką osób oglądających zawody "z kanapy", że niektóre przejazdy nie są wybitne i że "wiele osób mogłoby tak zjechać". Trzeba natomiast sobie uświadomić, że podczas zawodów jedziemy "na żywca" warunki zazwyczaj nie są wymarzone i po długim podejściu i dwóch godzinach oczekiwania na szczycie góry, słyszysz "3, 2, 1..." i musisz pokazać swoje 100% w kilkadziesiąt sekund, towarzyszy temu ogromny stres, presja, helikopter krążący nad głową i myśl, że wszyscy oglądają. Bardzo wiele elementów musi w takim przejeździe zagrać, aby był on udany. Podczas relacji live, widać każdy błąd. Niektóre osoby porównują nasze przejazdy do przejazdów z filmów freeride’owych, natomiast zapominają, że podczas kręcenia filmu, wybiera się najlepsze momenty, najładniejsze przejazdy, można zrobić kilka prób, my podczas zawodów jesteśmy oceniani "na żywca". Oczywiście, są w zawodach freeride’owych dominatorzy w każdej kategorii, zawodnicy, którzy od kilku sezonów utrzymują się w ścisłej czołówce lub regularnie zdobywają tytuły. W przypadku kobiet na nartach jedną z takich dominatorek jest włoszka Arianna Tricomi, która jest trzykrotną Mistrzynią Świata. Arianna jest dla mnie ogromną inspiracją, jako jedna w pierwszych kobiet wprowadziła elementy freestylu do swoich przejazdów, ma też bardzo ciekawe podejście do sportu i niepowtarzalny styl.

W trakcie zawodów, po nich, można zaobserwować wśród uczestników Freeride dużo wzajemnej serdeczności. Czy towarzyszy wam cały czas? Pomagacie sobie wzajemnie, doradzacie i wspieracie się, czy jednak w tym stosunkowo wąskim gronie jest spora konkurencja i parcie na wyniki?

- Atmosfera między zawodnikami FWT jest wyjątkowa, każdy w tym sporcie to pasjonat narciarstwa. Zawodnicy wzajemnie darzą się bardzo dużym szacunkiem. Nie ma tutaj takiej klasycznej rywalizacji, oczywiście każdy stara się dać z siebie wszystko, aby osiągnąć jak najlepszy wynik, ale jednocześnie dopinguje swoich rywali. Często wspólnie omawiamy plan przejazdu, możemy liczyć na rady bardziej doświadczonych zawodników. Sukces kolegi/koleżanki cieszy prawie tak samo jak nasz własny. Wspólnie kreujemy ten sport i każdy nowy trik, mocny przejazd, oryginalna linia, pcha wszystkich do przodu, dzięki temu poziom tego sportu bez przerwy wzrasta.

Damy i dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach, ale spróbujmy uchylić rąbka tajemnicy. Jakie koszty ponosisz uczestnicząc w rywalizacji na tak wysokim poziomie? Na ile drogie jest rozpoczęcie przygody z Freeride? Nie wydaje się to być dostępne dla przeciętnego "Kowalskiego"...

- Ten rok był dość specyficzny, zazwyczaj zawody mają miejsce w Japonii, Kanadzie i Europie. W tym roku ze względu na restrykcje związane z pandemią, cały Tour miał miejsce jedynie w Europie w okrojonej wersji. W związku z tym koszty sezonu były znacznie niższe, wszędzie mogliśmy dostać się samochodem. Mimo to, przyznaję, nie jest to sport należący do najtańszych. Lista kosztów jest dość długa: transport, zakwaterowanie, wyżywienie, skipassy. Nie wspominając o kosztach fizjoterapeuty. Ale to jedynie szczyt góry lodowej, sam okres startowy. Żeby być gotowym do rywalizacji na najwyższym poziomie, trzeba poważnie podejść do tematu przygotowania fizycznego i treningów przed sezonem, w związku z tym dochodzą koszty trenera lub trenerów "na sucho", natomiast w okresie jesiennym zaczynamy treningi na śniegu także znów trzeba pomyśleć o dojeździe, zakwaterowaniu, wyżywieniu i karnetach na lodowcach.

Jeszcze trochę o finansach. Da się zauważyć, że imprezy tego typu coraz częściej ściągają całkiem potężnych sponsorów. Technologia transmitowania zawodów Freeride to najwyższa światowa półka. Czy na freeride da się dobrze zarobić i jakiego rzędu są to kwoty?

- Niestety w moim przypadku nie było zbyt różowo. Zakwalifikowałam się do Freeride World Tour’u w roku, w którym wybuchła pandemia. W związku z tym zdecydowana większość marek lub firm ucinała wszelkie koszty, jako jedne z pierwszych ucinane były budżety marketingowe. Bardzo trudno było mi zdobyć środki na realizację sezonu. Dzięki pomocy moich stałych sponsorów (Majesty, Dakine, Planks Clothing) udało mi się pokryć część kosztów związanych ze startami, ale o dużych zarobkach na razie niestety nie ma mowy. Utrudnieniem w poszukiwaniu sponsorów był też fakt, że tak naprawdę w Polsce mało kto jeszcze wiedział, o co chodzi w zawodach freeride’owych i co to w ogóle jest Freeride World Tour. Jako pierwsza w historii osoba z Polski w tych zawodach, mam okazję promować freeride na naszym rynku, oraz Polskę na arenie międzynarodowej, z czego ogromnie się cieszę. Wiem, że bardzo wiele osób odkryło taki typ rywalizacji dzięki mojemu uczestnictwu. Otrzymałam ogromną ilość wiadomości od osób, które po raz pierwszy oglądały zawody FWT, bo usłyszeli, że startuje w nich Polka i od razu stali się ogromnymi fanami tego sportu, to strasznie miłe. Mam nadzieję, że dzięki coraz większej popularności tej dyscypliny narciarstwa i dzięki jej widowiskowości, uda mi się zainteresować potencjalnych sponsorów, którzy będą chętni pomóc mi w profesjonalnym przygotowaniu do startów i mojej drodze do możliwie jak najlepszych wyników. Nie chcę "krakać", ale moim największym marzeniem jest tytuł Mistrzyni Świata i to jest właśnie mój cel w przyszłorocznej rywalizacji.

O jak międzynarodowym gronie mówimy? Freeride jest wypełnione, jak inne sporty typowo zimowe, zawodnikami z krajów alpejskich, Skandynawii, USA i Kanady? Czy ktoś w FWT zdziwił się, gdy dowiedział się, że ta dziewczyna jest z Polski? A może są ludzie z jeszcze bardziej "egzotycznych" lokalizacji?

- Rzeczywiście, jestem chyba najbardziej "egzotyczną" zawodniczką we FWT, jeśli chodzi o narodowość. Jako pierwsza Polka, wzbudziłam dość spore zainteresowanie, wiele osób odpytuje się czy mamy góry. Tak jak wspomniałeś, zdecydowana większość zawodników jest z krajów alpejskich, najwięcej z Francji oraz USA, Kanady i Skandynawii, ale zdarzają się też bardziej oryginalne destynacje jak Hiszpania, Nowa Zelandia czy Rosja.

Organizatorzy igrzysk olimpijskich coraz częściej sięgają po nowoczesne odmiany klasycznych sportów, by przyciągnąć uwagę młodych. BMX Freestyle, koszykówka w odmianie street, dyscypliny snowboardowe... Myślisz, że jest szansa, by kiedyś przyszedł czas na Freeride na zimowych igrzyskach?

- Taki temat już kiedyś się pojawił, ale nie mówi się o tym dużo we freeride’owym światku. Myślę, że istnieje prawdopodobieństwo, że nasz sport stanie się kiedyś dyscypliną olimpijską, ale na ten moment to jeszcze odległy temat. Myślę, że kwestie organizacyjne w tym przypadku byłyby ekstremalnie trudne. Nie da się bowiem sztucznie przygotować terenu pod tego typu zawody, musi to być naturalny obiekt o danej charakterystyce, nachyleniu. Niestety nie wszędzie można znaleźć teren pozwalający na rozegranie zawodów freeride’owych na najwyższym poziomie.


Dowiedz się więcej na temat: Zuzanna Witych | freeride | Freeride World Tour

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje