Reklama

Reklama

​Zimowe igrzyska olimpijskie pod patronatem Adolfa Hitlera

Goście byli zachwyceni. Poznali owianego sławą Fuehrera i zamiast potwora, zobaczyli ciepłego gospodarza oraz racjonalnego dyplomatę. Bo Adolf Hitler doskonale znał propagandową siłę sportu, co udowodnił podczas IV Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Garmisch-Partenkirchen w 1936 r. Dokładnie dziś przypada 80. rocznica otwarcia tej imprezy.



Trzy lata przed imprezą, w Wiedniu odbyło się posiedzenie Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl), który wybrał gospodarza. Obok słynnego "Ga-Pa", o organizację zawodów starały się Montreal oraz Sankt-Moritz.

Po objęciu najważniejszego stanowiska w kraju, początkowo niechętny zawodom Fuehrer, postanowił przekuć je w wielki propagandowy sukces III Rzeszy, która była coraz gorzej postrzegana wśród pozostałych państw świata.

Skażony sport

O podejściu NSDAP do igrzysk olimpijskich oraz międzynarodowego sportu najlepiej świadczy wypowiedź Bruno Malitza. Rzecznik ugrupowania Hitlera stwierdził, że "nowoczesny sport jest skażony międzynarodowym charakterem. Skażony Francuzami, Belgami, Polaczkami i Żydoczarnuchami".

Reklama

To właśnie rosnący w Niemczech w siłę antysemityzm był największą obawą MKOl. Stany Zjednoczone dążyły nawet do stworzenia koalicji, która zbojkotowałaby zmagania w Garmisch-Partenkirchen, ale ostatecznie wraz z innymi czołowymi reprezentacjami wzięły udział w IV Zimowych Igrzyskach Olimpijskich. Ze startu zrezygnowali jedynie Sowieci.

Międzynarodowy Komitet Olimpijski otrzymał nawet gwarancję od samego Adolfa Hitlera, że sportowcy pochodzenia żydowskiego nie będą mieli problemów z udziałem w zimowych igrzyskach olimpijskich.

Rok później Fuehrer zmienił zdanie i stwierdził, że jego wcześniejsza deklaracja dotyczyła wyłącznie Żydów w reprezentacjach innych niż niemiecka. Pomogła dopiero interwencja przewodniczącego MKOl - hrabiego Henriego de Baillet-Latoura i również sportowcy żydowskiego pochodzenia z III Rzeszy dostali prawo uczestnictwa w olimpijskich kwalifikacjach. Na przeszkodzie do występu stanęły im jednak inne ograniczenia. Otóż niemieccy Żydzi nie mieli prawa trenować aż do dnia eliminacji.

III Rzeszy nie można było natomiast zarzucić niedociągnięć. W "Ga-Pa" wybudowano nową, imponującą skocznię narciarską, która górowała nad 15-tysięcznym obiektem. Wchodzących na stadion kibiców witały z kolei dwa blisko ośmiometrowe posagi Greków. Jeden z nich trzymał w lewej ręce niemieckiego orła. 

Czytaj dalej

Autor: Kamil Kania


Brak śniegu i swastyki koło olimpijskich kół

Na początku 1936 roku największym problemem organizatorów imprezy w Garmisch-Partenkirchen był brak śniegu. Wówczas nikt jeszcze nie słyszał o sztucznym naśnieżaniu i istniała obawa, że imprezę będzie trzeba odwołać. Powstała nawet teoria, że nad zimowymi igrzyskami olimpijskimi ciąży klątwa. Problemy atmosferyczne występowały bowiem także w Lake Placid (1932) oraz Chamonix (1924), które złośliwi nazwali nawet zawodami pływackimi.

Pogoda nie przeszkadzała natomiast mieszkańcom "Ga-Pa", którzy na kilka tygodni przed ceremonią otwarcie imprezy udekorowali miasteczko kołami olimpijskimi i swastykami. Jak w ukropie uwijali się funkcjonariusze policji, którzy usuwali wszechobecne w Bawarii tabliczki: "Żydom wstęp wzbroniony". Ich szef polecił natomiast, aby komórki NSDAP nie prowadziły w czasie zimowych igrzysk żadnych konfrontacji z ludźmi pochodzenia żydowskiego.

Kilka dni przed rozpoczęciem zawodów, w Garmisch-Partenkirchen pojawił się hrabia Baillet-Latour. Na nieszczęście dla niemieckich organizatorów tuż po przybyciu natknął się na wspomnianą antysemicką tabliczkę. Zażądał spotkania z Hitlerem, który stwierdził, że "nie zmieni niemieckiej polityki tylko po to, by uczynić zadość protokołowi olimpijskiemu". Belgijski przewodniczący MKOl uparł się jednak i zagroził, że jeżeli napisy nie znikną, III Rzesza może stracić nie tylko zimowe, ale i letnie igrzyska olimpijskie [odbyły się kilka miesięcy później w Berlinie]. Świadom możliwej antyreklamy i kompromitacji Fuehrer ostatecznie przystał na warunki Bailleta-Latoura.

5 lutego, dzień przed ceremonią otwarcia, w "Ga-Pa" zaczął padać śnieg. Impreza odbyła się w śnieżycy, a ponad 50-tysięczny tłum powitał Hitlera z największym szacunkiem. Kibice krzyczeli "Sieg Heil!", a gdy Fuehrer pojawił się na stadionie olimpijskim, zaczęli salutować i pozdrawiać go sławetnym "Heil Hitler!". Obecna tego dnia w Garmisch-Partenkirchen żona narciarza alpejskiego Alberta Washburna, Tahoe opisywała, że od samego słuchania można było dostać "gęsiej skórki".

Nazistowska elita otwiera igrzyska

Adolf Hitler nie przybył sam. Wraz z nim do Garmisch-Partenkirchen przyjechali czołowi politycy NSDAP - minister propagandy Joseph Goebbels, minister lotnictwa Hermann Goering oraz jeden z najbliższych współpracowników Fuehrera - Rudolf Hess. Wszyscy wysłuchali niemieckiego hymnu oraz drugiej najważniejszej pieśni III Rzeszy - "Horst Wessel Lied". Wessel, ku pamięci którego powstała melodia, zginął w niewyjaśnionych okolicznościach w 1930 roku i przez nazistów był uważany za męczennika.

Przed kanclerzem III Rzeszy przemaszerowały reprezentacje 28 państw. Aż 26 pochyliło przed Hitlerem sztandary. Wyjątkami byli przedstawiciele USA i Włoch, którzy zgodnie z tradycją pochylają sztandary jedynie przed głową własnego państwa. Duża część reprezentacji wykonała także salut olimpijski, co wprawiło tłum w ekstazę. Mieszkańcy "Ga-Pa" sądzili bowiem, że sportowcy z innych krajów wykonali salut faszystowski na pozdrowienie ich ukochanego Fuehrera.

Wątpliwości nie było natomiast w przemarszu delegacji austriackiej, która faktycznie wykonała tradycyjne pozdrowienie w kierunku Hitlera, co wyraźnie wzruszyło rodowitego Austriaka.

Po defiladzie kanclerz III Rzeszy otworzył zawody, oznajmiając przez megafony: "Czwarte Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Garsmisch-Partenkirchen uważam za otwarte". Chwilę później, przysięgę w imieniu sportowców złożył niemiecki narciarz Willi Bogner, który w momencie ślubowania trzymał w ręce flagę ze swastyką.


Sportowa rywalizacja trwała dziesięć dni, a najwięcej emocji przyniosły łyżwiarstwo figurowe i hokej na lodzie. Norweżka Sonja Henie okazała się jedynie o włos lepsza od 15-letniej Angielki Cecilii Colledge i zdobyła złoty medal w łyżwiarstwie. Henie wpadła w oko nie tylko kibicom, ale i czołowym politykom NSDAP. Goering wprost nie mógł od niej oderwać oczu, a po zakończonych zawodach z Norweżką sfotografował się sam Fuehrer.

Czytaj dalej


Autograf od Hitlera w nagrodę


Mnóstwo emocji przyniósł także turniej hokejowy, w którym jednym z reprezentantów III Rzeszy był Żyd - Rudi Ball. Hokeista został poproszony o powrót do kraju, z którego wcześniej musiał uciec. Nie pomógł on jednak niemieckiej kadrze, która odpadła z rozgrywek po porażce z Kanadą. Niemały skandal wywołali natomiast Brytyjczycy, w której 12-osobowej drużyna było aż dziesięciu Kanadyjczyków z brytyjskim obywatelstwem. To właśnie Kanada stała na czele protestu, jaki złożono w tej sprawie. MKOl pozwolił jednak hokejowej reprezentacji Wielkiej Brytanii na udział i ostatecznie zdobyła złoto. Oprócz medali wyspiarze otrzymali pamiątkę od samego Hitlera, który poza przesłaniem gratulacji, złożył na kartach zawodników autograf.

Dla gospodarzy najbardziej udane były rywalizacje narciarstwa alpejskiego. Reprezentanci III Rzeszy zdobyli złote i srebrne medale w zawodach mężczyzn i kobiet. Najbardziej udanym występem Polaków było natomiast piąte miejsce Stanisława Marusarza w skokach narciarskich.

Klasyfikację medalową wygrali Norwegowie, którzy zdobyli aż piętnaście medali, z czego siedem złotych. Niemcy zajęli drugą lokatę, z trzema złotymi i trzema srebrnymi krążkami.

16 lutego odbyła się ceremonia zamknięcia igrzysk. Po raz pierwszy w historii uświetnił ją pokaz fajerwerków. Tłum żegnający Adolfa Hitlera był tak wielki, że pilnujący porządku esesmani uciekali się do brutalniejszych posunięć, w wyniku których kibice wrócili do domu w zabłoconych, a nawet podartych ubraniach.

Czytaj dalej


Kolejne igrzyska w Garmisch-Partenkirchen?

Zagraniczni goście byli zachwyceni igrzyskami Garmisch-Partenkirchen. Poznali owianego sławą Fuehrera i w znacznej części zamiast potwora, jakim opisywała go prasa na całym świecie, zobaczyli w nim ciepłego gospodarza i racjonalnego dyplomatę. Wyjechali z "Ga-Pa" przekonani o tym, że III Rzesza to państwo czujące olimpijskiego ducha sportu.

Nie zdawali sobie sprawy z faktu, że jeszcze w trakcie trwania imprezy w Bawarii, 12 lutego Hitler udał się na pogrzeb Wilhelma Gustloffa - niemieckiego przywódcy szwajcarskiej partii nazistowskiej zamordowanego przez Żyda Davida Frankfurtera. Kanclerz wygłosił na nim mowę, w której oskarżył "żydowskiego wroga" o wszystkie nieszczęścia narodu niemieckiego, poczynając od roku 1918.

Wysoki poziom zawodów pomógł odnieść Hitlerowi agitacyjny sukces, o czym w swoim dzienniku napisał nawet dziennikarz William Shirer. Amerykanin stwierdził, że "naziści zrobili wspaniałą robotę propagandową". Na tyle dobrą, że MKOl był w lecie 1939 roku skłonny przyznać Garmisch-Partenkirchen organizację kolejnych zimowych igrzysk, w miejsce awaryjnie wycofanego Sapporo. Do kolejnej zimowej imprezy olimpijskiej nie doszło jednak przez kolejnych dwanaście lat, czego powodem był wybuch II wojny światowej, zainicjowany przez... III Rzeszę.

Autor: Kamil Kania

* Artykuł opracowany na podstawie książki Guy'a Waltersa - "Igrzyska w Berlinie. Jak Hitler ukradł olimpijski sen". Wydawnictwo REBIS, Poznań 2008.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL