Zbigniew Bródka: Nie uwierzę, dopóki nie zobaczę

- Znów pojawiła się gęsia skórka i wzruszenie - w ten sposób panczenista Zbigniew Bródka, mistrz olimpijski na 1500 i brązowy medalista w drużynie, komentował powtórki swoich występów na igrzyskach w Soczi podczas czwartkowej gali w Warszawie.

W Centrum Olimpijskim, zebrali się niemal wszyscy polscy medaliści tegorocznych igrzysk oraz ich trenerzy; zabrakło tylko chorej Justyny Kowalczyk oraz jej szkoleniowca Aleksandra Wierietielnego. Spotkanie uświetnili swoją obecnością prezydent Bronisław Komorowski i premier Donald Tusk.

Reklama

"Nie zliczę wszystkich gratulacji, który otrzymałem w minionych tygodniach. A dziś miało miejsce oficjalne dopełnienie wyróżnień, za co dziękuję. Odświeżone i przypomniane zostały emocje, które towarzyszyły olimpijskim startom. Znów pojawiła się gęsia skórka i wzruszenie. To również dowód na to, jak wiele kosztowały mnie igrzyska, również emocjonalnie" - powiedział Bródka.

Za zwycięstwo w Adler Arenie na dystansie 1500 m oraz trzecie miejsce w zawodach drużynowych otrzymał nagrodę od PKOl w wysokości 157,5 tys. złotych. Dodatkowo sponsor komitetu Jan Kulczyk wręczył triumfatorom igrzysk medale ze szczerego złota, ważące po 525 gramów; oryginalne ważą po 531, ale mają tylko 6 gramów złota.

"Nagrodę finansową za sukcesy w Soczi przeznaczę na budowę domu, a nie na jakieś drobnostki" - przyznał Bródka, któremu w stolicy towarzyszyła żona i córka.

Wielokrotnie podkreślał on, że jego małżonka Agnieszka to osoba wyjątkowo cierpliwa i bez jej pomocy, a także rodziców i teściów, nie byłoby jego osiągnięć.

"Po igrzyskach mogłem troszkę czasu spędzić z rodziną, ale wciąż za mało. A dziś jestem już po... służbie w jednostce straży pożarnej w Łowiczu. Wróciłem do pracy, którą będę dalej łączył z treningami i startami. Czeka mnie jeszcze urlop, skorzystam z zaproszenia Polonii w Stanach Zjednoczonych" - poinformował Bródka.

Zanim panczeniści i skoczek narciarski Kamil Stoch oraz ich trenerzy przyjechali na galę olimpijską, spotkali się z ministrem sportu i turystyki Andrzejem Biernatem.

"Minister zadeklarował, że kryty tor powstanie, przy pomocy samorządu, do 2015 roku. Resort sam nie jest w stanie go wybudować. My, zawodnicy, nie jesteśmy w stanie nic więcej zrobić. Na jednej olimpiadzie wywalczyliśmy aż trzy medale w każdym kolorze. Jeśli nie będzie toru, to za jakiś czas w ogóle nie będziemy mieli polskich panczenów, a jedynie pamięcią będziemy wracać do świetnych wyników" - ocenił łyżwiarz z Domaniewic.

Bródka nie ukrywa, że marzeniem "Biało-czerwonych" jest możliwość treningów na własnym obiekcie, a nie wielomiesięczne przebywanie na zagranicznych obiektach.

"Ale nie uwierzę, dopóki nie zobaczę. Chciałbym też uczestniczyć w zimowej olimpiadzie w Polsce. Piłkarskie Euro pokazało, nie patrząc, czy finansowo było na plus, czy minus, że obiekty pozostają i można z nich korzystać" - dodał.

29-letni panczenista dwukrotnie stał na podium w Soczi, jak złoty Kamil Stoch, ale nie lubi porównań do bohatera narodowego.

"Ja tak siebie nie oceniam, bo sukcesy są wynikiem pracy nie tylko mojej, lecz wielu osób" - podsumował Bródka.

W Rosji polscy sportowcy wywalczyli sześć medali, w tym cztery złote: Stoch wygrał indywidualne konkursy na dużej i mniejszej skoczni, Justyna Kowalczyk bieg na 10 km techniką klasyczną, a Bródka wyścig panczenistów na 1500 m. Srebrny zdobyła drużyna łyżwiarek szybkich, w składzie: Katarzyna Bachleda-Curuś, Luiza Złotkowska, Natalia Czerwonka i Katarzyna Woźniak, a brązowy zespół panczenistów: Bródka, Konrad Niedźwiedzki i Jan Szymański.

Dowiedz się więcej na temat: Zbigniew Bródka | Kamil Stoch

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje