Reklama

Reklama

Zbigniew Bródka: Nie przypuszczałem, że będzie tyle zamieszania

Zbigniew Bródka wraz z kadrą przygotowuje się do trzecich w sezonie zawodów Pucharu Świata w łyżwiarstwie szybkim, które od piątku do niedzieli będą odbywać się w Berlinie. Dotychczas w swojej koronnej konkurencji - biegu na 1500 metrów - był czternasty i dziewiąty.

Pierwsze starty w tym sezonie na 1500 m - czternaste i dziewiąte miejsce. Troszeczkę gorzej niż w ubiegłym roku. Jak pan się zapatruje na ten początek?

Zbigniew Bródka: To jest rok poolimpijski i na pewno nie będę miał takiej dyspozycji jak w sezonie olimpijskim. Była masa zawirowań po zdobyciu złotego medalu na igrzyskach. Nawet nie przypuszczałem, że spadnie na mnie tyle obowiązków i będzie tyle zamieszania. Dlatego jestem spokojny, że do mistrzostw świata (odbędą się w dniach 12-15 lutego 2015 w Heerenven - przyp. red.) będę w stanie poprawić się i przygotować. Ten sezon traktuje jednak nieco bardziej ulgowo. Jest to sezon poolimpijski, kiedy trzeba po prostu wszystko zorganizować jakby na nowo.

Bardzo cierpliwie znosi pan popularność, która spadła po wywalczeniu mistrzostwa olimpijskiego.

- Staram się robić, co się da. Zdaję sobie sprawę, że każdy chce dostać autograf i zrobić zdjęcie, ponieważ sam kiedyś tak działałem. Też chciałem mieć zdjęcia i autografy znanych sportowców, dlatego wiem jaka to jest frajda, szczególnie dla dzieciaków.

Pomiędzy zawodami w Seulu i Berlinie są trzy tygodnie przerwy. Jeśli chodzi o trening, jak pan spędza ten czas?

- Dopiero niedawno został zmrożony tor na warszawskich Stegnach i jest możliwość treningu. Niestety, nie jest to lód najwyższych lotów. Może być to trening zastępczy, uzupełniający. Musimy go pozytywnie wykorzystać i przygotować się do drugiej części zawodów Pucharu Świata, które czekają nas w Berlinie i Holandii.

Ktoś z rywali zaskoczył pana czy to formą czy jakąś nowinką techniczną?

- Pojawił się rosyjski zawodnik Paweł Kulisznikow, który właściwie deklasuje rywali na dystansach 500 i 1000 metrów. Jest niesamowity i myślę, że ma duży potencjał. Ale ja do tego też podchodzę z dużym spokojem, ponieważ jest to początek sezonu i tak naprawdę liczy się dyspozycja na koniec, podczas mistrzostw świata.

A propos dystansu 1000 metrów - ma pan jakieś nadzieje z nim związane?

- Jest to dystans niejako zbliżony do 1500 metrów, który możemy trenować przygotowując się do obu tych konkurencji i w żaden sposób to nie koliduje. Dlatego przygotowuję się i startuję na obu tych dystansach. Oczywiście, chciałbym na 1000 metrów wypadać jak najlepiej. Rekordy Polski na 1000 i 1500 metrów należą do mnie. Widać, że predyspozycje do tych dystansów są.

Teraz start w Berlinie. Rok temu był pan tam drugi. Parę tygodni temu Jan Szymański na 3000 metrów pobił rekord tego toru. Lubi pan ten obiekt? Jak pan go ocenia?

- Często tam trenujemy i w jakiś sposób znamy go. Jakoś specjalnie nie darzę wielką sympatią tego obiektu. Są miejsca w Niemczech typu tor w Inzell, który jest o wiele przyjaźniejszy dla mnie. Mimo wszystko dużym plusem jest to, że arenę w Berlinie znamy lepiej niż inne. Wydaje mi się, że jeśli będzie forma, to można osiągnąć dobry wynik.

Nastawia się pan jakoś na mistrzostwa Europy w Czelabińsku (10-11 stycznia 2015), czy tylko i wyłącznie liczą się mistrzostwa świata?

- Zawody wielobojowe traktuję drugoplanowo ze względu na to, że nie jestem rewelacyjny w tej dziedzinie. Mogę się sprawdzić i rywalizować na krótszych dystansach - od 500 do 1500 metrów, ale jeszcze dużo mi brakuje na pięć i dziesięć tysięcy metrów. Do tej pory startowałem tam z jak największym zapałem, ale traktowałem to jako dobry trening.

Troszeczkę odejdźmy od sportu. Pana 2,5-letnia córka w piątek na torze Stegny po raz pierwszy stanęła na łyżwach. Nadchodzi nowa mistrzyni?

- Myślę, że długa droga przed nią. Mogę tak powiedzieć, bo wiemy jaką ja przeszedłem. Po prostu nie będę jej do niczego zmuszał. Kupiłem łyżwy i kiedy na sucho w nich chodziła, to stwierdziłem, że warto skorzystać i jak najwcześniej postawić ją na lodzie, by zobaczyć, jaki będzie miała zapał do tej dyscypliny. Jeżeli będzie się rozwijała i będzie chciała jeździć na łyżwach, będę starał się jej pomóc jak tylko to możliwe.

A pana druga córka?

- Ma rok. Jeszcze wszystko przed nią. Dopiero uczy się chodzić. Myślę, że wszystko po kolei.

Dowiedz się więcej na temat: Zbigniew Bródka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje