Zbigniew Bródka: Medal w Soczi jest w zasięgu, ale nie mogę go obiecać

Najlepszy polski panczenista Zbigniew Bródka uważa, że medal igrzysk w Soczi jest w jego zasięgu, ale różnice w czołówce są tak niewielkie, że nikt nie może być pewny podium. W poprzednim sezonie triumfował w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata na 1500 m.

Zawodnik UKS Błyskawica Domaniewice, który we wtorek skończył 29 lat, największe szanse na igrzyskach ma na koronnym dystansie oraz na 1000 m.

Reklama

Zapowiadają się nieprzespane noce, bowiem wkrótce po raz drugi zostanie pan ojcem...

Zbigniew Bródka: - Jestem przyzwyczajony do nocnego wstawania, przecież pracuję w straży pożarnej (w Łowiczu - red.). Ale wiem też, że z pomocą żony udźwignę ciężar i będę w stanie pogodzić obowiązki sportowe, zawodowe i rodzinne. Dawaliśmy radę w tamtym sezonie, poradzimy sobie i teraz. Starsza córka Gabrysia ma rok i cztery miesiące, a niebawem na świat przyjdzie jej siostra Zuzia. Jesteśmy bardzo szczęśliwi.

Niektórzy z kadrowiczów, jak Konrad Niedźwiedzki oraz Artur Waś i Maciej Biega, trenują na co dzień w Holandii bądź Niemczech. Pan ma utrudnione zadanie z racji wykonywanego zawodu strażaka?

- Mam możliwość łączenia pracy z treningami, bowiem czasem korzystam z urlopu bądź specjalnej delegacji. Obecnie jestem na szkoleniu w Częstochowie.

Za kilka dni polskich łyżwiarzy szybkich czeka ważny sprawdzian - wewnętrzne kwalifikacje w Inzell.

- Dla mnie to start kontrolny, bowiem już mam kwalifikację uprawniającą do występów w Pucharach Świata. Będę w ciężkim treningu, dlatego nie spodziewam się super wyników. Tak zaplanowaliśmy z trenerami przygotowania, abym miał spokój i najwyższą dyspozycję trzymał na najważniejsze starty, a nie na eliminacje do PŚ.

Ile kilometrów w "nogach" ma pan na cztery miesiące przed igrzyskami?

- W okresie od kwietnia do października przejeżdżamy w granicach 5-6 tysięcy kilometrów na rowerze, dziennie przejeżdżamy 20-30 kilometrów na rolkach lub na torze na łyżwach. Jednak kiedy zbliża się sezon, objętość maleje, a trening jest bardziej intensywny. Jeździmy mniej, ale z dużo większą szybkością.

W ramach kwalifikacji do igrzysk odbędą się cztery zawody PŚ. Czy najważniejsze będą dwa pierwsze - w Calgary i Salt Lake City?

- Tak, bo za oceanem są najszybsze tory. Uważam, że po tych imprezach, a więc na półmetku kwalifikacji, będzie już znanych nawet 80-90 proc. nazwisk tych, którzy pojadą do Soczi.

W ostatnich latach medale IO i MŚ zdobywały polskie łyżwiarki szybkie. Jeśli chodzi o męską reprezentację, oczy kibiców i ekspertów zwrócone są przede wszystkim na pana.

- Z jednej strony to motywujące, ale z drugiej też dodatkowa presja. Jej nie da się uniknąć. Jednak wiem, że jestem na coraz wyższym poziomie sportowym i chciałbym, aby ten sezon nie był gorszy, niż ostatni. Ważne żebym na stałe zagościł wśród najlepszych łyżwiarzy na świecie.

Medal w rosyjskich igrzyskach jest realny?

- Jak najbardziej, ale nie mogę go obiecać. Optymizmem napawają rezultaty w mistrzostwach świata w Soczi, czyli na olimpijskim obiekcie. Na 1000 metrów zająłem piąte miejsce, a na 1500 - szóste, ale straty do najlepszych były niewielkie. W lutym, podczas igrzysk, o kolejności na podium decydować będzie wiele czynników, również takie jak układ toru i dyspozycja dnia. Jestem jednak dobrej myśli.

Jaka jest specyfika toru w Soczi?

- Wszystko zależy od tego, jak zostanie przygotowany przez organizatorów. Doświadczyłem tego podczas MŚ, kiedy zupełnie inny był na 1500 m i następnego dnia na 1000 m.

Rozmawiał Radosław Gielo

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje