Wychowali Kowalczyk i Stocha, grozi im bankructwo

Szkole Mistrzostwa Sportowego z Zakopanego grozi likwidacja. Placówka działa od ponad 35 lat i wychowała takie gwiazdy jak Justyna Kowalczyk czy Kamil Stoch. Teraz jednak nie ma pieniędzy na jej funkcjonowanie. Co ciekawe, szkoła poinformowała o swoich gigantycznych kłopotach finansowych dzień po tym, jak minister Joanna Mucha ogłosiła, że nowa resortowa koncepcja finansowania sportu ma promować związki, które... dbają o szkolenie młodzieży.


Reklama

Ministerstwo sportu z roku na rok przekazuje coraz mniej pieniędzy na działalność sportową szkoły. W 2008 roku było to ponad 1,59 miliona złotych, w ubiegłym - już tylko 988 tysięcy. W przeliczeniu na jednego ucznia subwencja spadła z ponad 11 tysięcy do 6909 złotych. Za te pieniądze szkoła musi opłacić każdemu uczniowi treningi, dojazdy na nie, sprzęt sportowy, obiady i internat. I to przez cały rok, bo szkolenie sportowe trwa także w czasie ferii zimowych i wakacji. Na 2013 rok szkoła nie dostała nawet grosza, mimo że sezon treningowy i startowy jest w pełni. Dyrektor Barbara Sobańska nie wie, kiedy dostanie fundusze z ministerstwa i w jakiej wysokości. "Zdarzało się, że subwencje dostawaliśmy w czerwcu i gdyby nie pomoc starostwa tatrzańskiego, nie moglibyśmy działać "- mówi reporterowi RMF FM Maciejowi Pałahickiemu.

Górale biją na alarm

"Bijemy na alarm, bo chcemy organizować igrzyska olimpijskie, wielkie imprezy, a szkolenie młodych sportowców jest w tragicznej sytuacji "- alarmuje z kolei starosta tatrzański Andrzej Gąsienica Makowski, który zabiera pieniądze innym szkołom w powiecie, by dofinansować tą sportową. Ale - jak mówi - dłużej tego robić nie może. Nie ma po prostu na to pieniędzy. W efekcie szkoła z wielkimi tradycjami i osiągnięciami może przestać istnieć. "Będziemy zmuszeni wygaszać klasy" - ostrzega starosta.

W zakopiańskiej Szkole Mistrzostwa Sportowego uczy się blisko 150 uczniów w wieku od 13 do 18 lat. Normalnie się uczą, zdają egzaminy, ale oprócz tego codziennie trenują w jednej z siedmiu specjalizacji: narciarstwo biegowe, alpejskie, skoki narciarskie, kombinacja norweska, snowboard, łyżwiarstwo szybkie i biathlon. To jedyna szkoła w Polsce, która uczy łyżwiarstwa szybkiego, i najlepsza w biathlonie. O jej poziomie świadczą osiągnięcia uczniów i absolwentów: 5 medali olimpijskich, 10 medali mistrzostw świata seniorów i 31 medali mistrzostw świata juniorów. Ostatnio tytuł wicemistrza świata juniorów w skokach wywalczył Klemens Murańka.

"Każę uczniom biegać po lesie". Żeby było taniej


Mimo takich wyników szkoła nie ma nawet własnej bazy sportowej. Więcej: nie ma własnej sali gimnastycznej! Sala miała być budowana, jest już nawet zezwolenie na budowę, ale właśnie okazało się, że... zabraknie pieniędzy. Ministerstwo sportu miało dofinansować inwestycję w 80 procentach, ale właśnie zmieniło koncepcję finansowania sportu i już wiadomo, że pieniędzy na salę gimnastyczną w Zakopanem nie zobaczą.

Szkoła musi także płacić za wszystkie obiekty, na których trenują uczniowie. Płaci Centralnemu Ośrodkowi Sportu, który także podlega ministerstwu. "Nawet, jak uczniowie robią rozgrzewkę na stadionie, to za każdego muszę zapłacić po 5 złotych. Dlatego każę im biegać po lesie" - skarży się dyrektor Sobańska.

Najgorsza sytuacja jest ze średnią skocznią narciarską, która straciła wszystkie homologacje i jest niebezpieczna. "Ograniczają mi środki finansowe, a ja co tydzień wysyłam grupę skoczków, których mam 25 w szkole, na treningi do Szczyrku. A pani minister mówi, że w najbliższych latach nie będzie modernizacji zakopiańskiej średniej skoczni. Do czego my dążymy?" - pyta Barbara Sobańska.

"Następców mistrzów już nie będzie"

To jednak niejedyne kuriozalne decyzje ministerstwa. Szkole zabroniono na przykład opłacania uczniom zgrupowań i startów zagranicą. Nie mają więc szans porównać swoich umiejętności z konkurentami z innych krajów. Za to resort spodziewa się, że będą takie międzynarodowe zawody wygrywać.

Dyrektor Sobańska obawia się, że jeśli nic się nie zmieni, nie będzie już następców Kamila Stocha czy Justyny Kowalczyk. "Nie będzie Piotrka Żyły i nie będzie Klimka Murańki, Bartka Kłuska, i nie będzie Luizy Złotkowskiej, i Kasi Woźniak" - mówi z żalem, wymieniając nazwiska swoich słynnych wychowanków.

Maciej Pałahicki, RMF FM

Czytaj cały tekst na RMF24.pl


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje