Wstydliwy i niewygodny temat wraca. Działacz PZN był "mózgiem" tej haniebnej akcji
Przez wiele lat na Podhalu to był temat, którego w ogóle rozmowach się nie podejmowało. Wszystko dlatego, że był on trudny i niewygodny. Teraz jednak wróci za sprawą filmu. W piątek, 8 marca, do kin wchodzi długo wyczekiwana "Biała odwaga" w reżyserii Marcina Koszałki. To pierwszy film fabularny, który porusza wstydliwy dla górali temat Goralenvolk, czyli kolaboracji części górali z niemieckim okupantem w czasie drugiej wojny światowej.

Niemcy doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że najlepszym sposobem nad zapanowaniem nad ludem, jest jego podzielenie. To im się w części udało, bo po stworzeniu idei Goralenvolk podziały były nawet w rodzinach.
Ideologia Goralenvolk głosiła, że podtatrzańscy górale nie są Polakami, a bliżej im do rasy panów.
Był cenionym działaczem Polskiego Związku Narciarskiego i komentatorem Polskiego Radia. Nazywano go "mózgiem akcji góralskiej"
Przygotowania do niemieckiej akcji, związanej z Gorlanevolk, mającej na celu wyodrębnienie górali z narodu polskiego, rozpoczęły się już w połowie lat 30. ubiegłego wieku.
Wiąże się ona z ówczesnym działaczem narciarskim Henrykiem Szatkowskim i Witalisem Wiederem, kapitanem rezerwy Wojska Polskiego i agentem Abwehry. Jednym z najważniejszych źródeł, dotyczących historii Goralenvolk, jest książka "Gorlanevolk. Historia Zdrady" autorstwa Wojciecha Szatkowskiego. To pracownik Muzeum Tatrzańskiego, dla którego napisanie tej książki było podwójnie trudne, bo dotykało jego dziadka Henryka Szatkowskiego, który był nazywany "mózgiem akcji góralskiej".
Pierwsze działania związane z Gorlanevolk zaczęły się zatem już w połowie lat 30., a nasiliły się po 1938 roku.
- Wieder był już mocno osadzony na Podhalu, znał prawie wszystkich, a podczas narciarskich mistrzostw świata FIS, które odbyły się w Zakopanem w lutym 1939 r., gościł u siebie wyjątkowo liczną delegację niemiecką. Trwały jakieś rozmowy, dochodziło do spotkań, zapewne już wtedy skaptowano Wacława Krzeptowskiego, prawdopodobnie też Henryka Szatkowskiego. Wieder był zręcznym kaperownikiem, szybko na przykład zorientował się, że Wacław Krzeptowski, zwany potem księciem góralskim, może być wykorzystany jako lider Goralenvolk, jako hruby gazda, człowiek znany i popularny, a przy tym niezwykle ambitny i nieustannie popadający w kłopoty materialne - opowiadał Wojciech Szatkowski przed laty w rozmowie z "Polityką".
- Wieder swoją sieć budował w sposób planowy i przemyślany, pozyskiwał Polaków pochodzenia niemieckiego, penetrował też środowiska narciarskie i turystyczne, kaptował wybitnych sportowców, jak choćby Andrzeja Krzeptowskiego, słynnego narciarza z filmu "Biały ślad". Pracował na dwóch frontach: inteligenckim i elitarnym oraz ludowym, góralskim. Jak grunt był przygotowany, okazało się, gdy już w listopadzie 1939 r. Wacław Krzeptowski w towarzystwie czwórki innych górali składał hołd generalnemu gubernatorowi Hansowi Frankowi na Wawelu. Potem były kolejne działania kolaboracyjne, które propaganda niemiecka starała się jak najmocniej nagłośnić. Oto górale, tak kochani przez całą Polskę, cieszący się olbrzymią popularnością, oto Zakopane, ta zimowa stolica Polski, wypisują się z polskości. To był oczywiście plan rozbicia jedności narodu polskiego, w końcu zamierzano wyprowadzić z niego w podobny sposób Ślązaków czy Kaszubów - dodawał.
Jego dziadek - Henryk Szatkowski - nie był zakopiańczykiem z urodzenia. Na świat przyszedł w Krakowie. Walczył w legionach Piłsudskiego i nawet został ranny. Po wojnie zrodziła się zaś jego fascynacja sportem narciarskim, trwająca aż do września 1939 roku. Został działaczem najpierw krakowskiego Tatrzańskiego Towarzystwa Narciarzy (TTN), a następnie Polskiego Związku Narciarskiego (PZN). Jako delegat Polskiego Związku Narciarskiego wziął udział w kongresie narciarskim w Chamonix w roku 1924, gdzie uroczyście proklamowano powstanie Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS).
"W tym okresie zakochał się w wyjątkowej góralce. Maria Szatkowska z domu Stopka-Olesiak urodziła się w 1906 roku. Pochodziła z wielodzietnej rodziny Marianny z Krzeptowskich i Wojciecha Stopki-Olesiaka. To, że nasza rodzina zachowała czyste sumienie (mimo działalności kolaboracyjnej Henryka), było wynikiem niezwykle przyzwoitego zachowania się mojej babci w czasie wojny. To prawdziwa góralka, która dała sobie doskonale radę i w okresie okupacji niemieckiej, i potem - po 1945 roku - w trudnych czasach stalinizmu. Była twarda. Jak ziemia, która ją wychowała" - pisał Szatkowski na łamach "Uważam Rze Historia".
Henryk Szatkowski, znany w środowisku zakopiańskich narciarzy i taterników, był przyjacielem Józefa Oppenheima i Stanisława Faechera. Jednocześnie przyjaźnił się z Aleksandrem Bobkowskim, prezesem PZN, zięciem prezydenta Ignacego Mościckiego i zapalonym działaczem narciarskim. Komentował dla Polskiego Radia wielkie zawody narciarskie w Zakopanem (1927). Odegrał także ważną rolę podczas ich organizacji i zrobił wiele dobrego dla rozwoju polskiego narciarstwa oraz Zakopanego jako "zimowej stolicy Polski". W dniach od 5 do 10 lutego 1929 roku rozegrano w Zakopanem wielkie zawody FIS, uznane później za mistrzostwa świata FIS. Szatkowski należał do tzw. prezydium komitetu organizacyjnego i do kierownictwa zawodów. Komentował w trzech językach dla Polskiego Radia wielki konkurs skoków narciarskich na Krokwi (1929). Za swoją pracę otrzymał specjalne podziękowanie. Dzięki swym wpływom i znajomościom przeforsował wraz z Bobkowskim kilka inicjatyw na terenie Zakopanego i Tatr, które w sposób znaczący wpłynęły na dalszy rozwój turystyki oraz sportów zimowych. Były nimi: budowa kolei linowej na Kasprowy Wierch (1936), linowo-terenowej na Gubałówkę (1938), a także organizacja mistrzostw świata FIS w Zakopanem w lutym 1939 roku
"Z racji pełnionej w PZN funkcji Szatkowski wielokrotnie wyjeżdżał w latach 1938-1939 na zawody narciarskie do Austrii i Niemiec. Według relacji dyrektora Muzeum Tatrzańskiego Juliusza Zborowskiego do kraju wracał zawsze zachwycony Niemcami. Zwłaszcza ich organizacją, porządkiem i dobrobytem. Otwarcie manifestował swoje germanofilskie poglądy. Wywoływało to niemałe zdziwienie w Zakopanem. Mimo narastającej atmosfery zbliżającego się nieuchronnie konfliktu zbrojnego z III Rzeszą nikt się jednak poważnie tą kwestią nie zajął. W czasie kampanii wrześniowej znalazł się poza Zakopanem. Według relacji kilku świadków z tzw. procesu góralskiego pod Tatry miał powrócić w październiku 1939 roku. I niemalże od razu zaczął wtedy namawiać grupę górali, w tym Wacława Krzeptowskiego, do współpracy z Niemcami" - to kolejny fragment z artykułu Szatkowskiego w "Uważam Rze Historia".
Niemcy chcieli stworzyć własny klub sportowy. Większość wybrała walkę z okupantem
W 1940 roku Niemcy stworzyli klub sportowy Goralische Sportverein.
"Ten klub przyciągał sportowców górali, którzy nie zdawali sobie sprawy z celów i istoty tej organizacji. Rozegrano kilka meczów z drużynami niemieckimi - Żandarmerią, Zollgrenzschutzem, Gestapo, a także Wehrmachtem. Ze strony Gestapo opiekunami byli Victorini i Koenig, zaś ze strony "góralskiej" Jerzy Gałek, Stanisław Bachleda Wijas, Stanisław Kochański i Z. Cholewa. Rozgrywano mecze tak piłki nożnej, jak i siatkówki. Nie cieszyły się one większym zainteresowaniem i frekwencją kibiców. Publiczność stanowili przeważnie Niemcy" - pisał Henryk Jost w książce "Zakopane czasu okupacji".
Okazało się, że jeśli chodzi o przeciągnięcie sportowców na swoją stronę, to akcja Niemców zakończyła się klapą. Poza nielicznymi wyjątkami większość ludzi związanych ze sportem zdecydowała się jednak działać w ruchu oporu. Jedni poszli walczyć w jednostkach polskiego wojska na Zachodzie albo na Bliskim Wschodzie. Inni wcielili się w rolę kurierów.
Do tych ostatnich należeli m.in. Stanisław Marusarz i jego siostra Helena. Jan Kula czy Bronisław Czech. Czech i Helena Marusarzówna za swoją odwagę i oddanie krajowi zapłacili najwyższą cenę. Stracili życie.
Niemcy mieli od dawna swoich agentów w Polsce. W książce "Skoczkowie. Przerwany lot" autorstwa Dariusz Jaronia można przeczytać o Seppie Roehrlu, który był trenerem naszych narciarzy i instruktorem na Kasprowym Wierchu. Jesienią 1939 roku widywany był w Zakopanem w gestapowskim mundurze. On był jednym z tych, którzy tłumaczyli zeznania więźniów w dawnym hotelu Palace, w którym Niemcy urządzili sobie katownię.
Znał on też doskonale środowisko narciarskie. I choćby z tego względu w cywilnym ubraniu widywany był na Kasprowym Wierchu, gdzie przyglądał się ludziom, szukając śladów przemykających na Węgry kurierów. Kiedy spotkał jakiegoś znajomego narciarza, to Austriak od razu pytał, dlaczego nie przychodzi na treningi. Był zły, bo niewielu chciało ćwiczyć w niemieckim klubie.
Wracając do Henryka Szatkowskiego, to zniknął on bez śladu. Jego wnuk i autor historii Goralenvolk nie znalazł miejsce, gdzie jest pochowany.
"I chociaż wiem, że nie był zbrodniarzem wojennym, jego historia bardzo boli" - przyznał Szatkowski w publikacji w "Uważam rze Historia".













