Władimir Semirunnij odniósł się do Igi Świątek. Reprezentant Polski mówi wprost
- Jestem bardzo zadowolony z tego srebrnego medalu, choć teraz po wyścigu na pewno chciałbym złoto. Jednak, tak jak patrzyłem, to sądziłem, że Tim Prins też mnie pokona - odparł na pytanie Interii Władimir Semirunnij, 23-letni as polskiej kadry w łyżwiarstwie szybkim, komentując swój drugi - po złocie - medal ME w Tomaszowie Mazowieckim na 1500 metrów. Polak skomentował też wyniki Plebiscytu "Przeglądu Sportowego" na najlepszego sportowca 2025 roku.

Władimir Semirunnij do złotego medalu na dystansie 5000 m, dorzucił srebro w drugiej konkurencji (1500 m) trwającego czempionatu Starego Kontynentu w Tomaszowie Mazowieckim. Po wszystkim był bardzo zadowolony, nie tylko z samego "krążka".
- Najważniejsze, że zrobiłem tutaj swój najszybszy czas. Nigdy tu szybciej nie jeździłem tego dystansu. Fajnie zrobiłem pierwsze i drugie koło, ale jednocześnie otwarcie i trzecie koło jest do poprawienia.
Władimir Semirunnij odniósł się do wyników plebiscytu. Bez lania wody
Imponująca w wykonaniu naszego zawodnika była zwłaszcza druga część dystansu.
- Tak, ale myślałem, że trzecie koło będzie w moim wykonaniu trochę szybsze. Odczucie miałem takie, że czas nie powinien mi spadać, ale widać, że lód może być trochę cięższy niż w sobotę. Jednak ja mówię też tak, że jeśli jest dobra noga, to warunki nie stanowią różnicy - stwierdził.
Dodał, że "wszystko robi na odczuciu". - 1500 metrów jadę w takim stylu, że chcę bardzo zrobić trzy równe koła. A później rozmawiam z trenerem, co zrobiłem nie tak, aby poprawić to na kolejnych zawodach - zaznaczył.
As polskiej kadry wyraźnie widzi potencjał, by jako długodystansowiec poprawił właśnie otwarcie. - W Calgary otwierałem dobrze, podobnie jak w Heerenveen, czy także tutaj na mistrzostwach Polski. Teraz pierwszy raz próbowałem pojechać w kasku i "bez rąk". Uważam, że za wcześnie założyłem ręce na otwarciu, dlatego miałem czas 5,1 s., zamiast 4,8 - 3,7 - analizował drobiazgowo.
Nasz gwiazdor nawiązał także do wczorajszych wyników Plebiscytu "Przeglądu Sportowego". Nie wyrażał jednak najmniejszego rozczarowania rezultatami, mimo że będąc w gronie nominowanych nie znalazł się w najlepszej "10".
- Wiedziałem, co się wydarzy, byłem tylko drugi i trzeci na mistrzostwach świata. Z takimi sportowcami, jak Iga Świątek, czy bardziej medialne Kasia Niewiadoma i Natalia Maliszewska, których też zabrakło w "10", nie dziwię się. Spróbuję to poprawić za rok, ale nie wiem, czy pojawiłbym się na balu. Dla mnie najważniejsze są zawody, inne imprezy będą dopiero po karierze. Na razie przez 10-15 lat chciałbym postartować - przedstawił swoje miejsce w szeregu i priorytety.
A odnośnie bycia naszą nadzieją medalową na igrzyska w Mediolanie, Władimir odparł:
- Chciałbym, żeby tak było, ale nadzieją na medal jest też Damian Żurek, a także Kaja Ziomek-Nogal. Sądzę, że nasza trójka, a może i czwórka jest w stanie walczyć o medal. Inna sprawa, że dla wszystkich to są najważniejsze zawody i każdy przygotowuje się na te starty. Nie chcę też, by mówić, że ja jestem najważniejszą gwiazdą. Każdy zawodnik pracuje na to i chcę, byśmy też doceniali pracę innych - podkreślił 23-letni panczenista.
Jeśli zaś chodzi o rosnącą popularność naszego zawodnika, mówi wprost, że jeszcze nie dzieje się nic, to wykraczałoby poza areny sportowe.
- W Tomaszowie ludzie wiedzą, że jestem dobrym zawodnikiem, ale w zwykłym życiu nie wiem... Jeszcze nikogo nie spotkałem w sklepie, kto chciałby sobie ze mną zrobić zdjęcie. Jeszcze za bardzo nie jestem rozpoznawany.
Z Tomaszowa Mazowieckiego - Artur Gac













