Reklama

Reklama

Wiesław Kmiecik przed ME: Nasza reprezentacja jest mocno osłabiona

W sobotę i niedzielę w Czelabińsku w Rosji odbywać się będą wielobojowe mistrzostwa Europy w łyżwiarstwie szybkim. Wystartuje w nich czworo reprezentantów Polski: Jan Szymański, Piotr Puszkarski, Katarzyna Woźniak i Aleksandra Goss. Zabraknie m.in. Zbigniewa Bródki, Konrada Niedźwiedzkiego i Luizy Złotkowskiej, a także kontuzjowanych od dłuższego czasu - Katarzyny Bachledy-Curuś i Natalii Czerwonki. "Na pewno nasza reprezentacja jest mocno osłabiona" - powiedział trener kadry mężczyzn Wiesław Kmiecik.

2014 rok był najlepszym w pana trenerskiej karierze?

Wiesław Kmiecik (trener kadry mężczyzn): Na pewno. Już 30 lat jestem szkoleniowcem, od 1988 roku byłem trenerem kadry. Miałem sporo osiągnięć. Przede wszystkim Jaromir Radke na mistrzostwach Europy w 1994 roku wywalczył srebrny medal na 5 i brązowy na 10 kilometrów. W tym samym roku był także piąty w igrzyskach. Byli inni zawodnicy, którzy znajdowali się w czołówce światowej - Paweł Abratkiewicz, Paweł Zygmunt, Paweł Jaroszek, Artur Szafrański. Ale takich osiągnięć jak w 2014 roku nigdy wcześniej nie notowałem, polskie łyżwiarstwo też. Był to rzeczywiście najlepszy rok w historii nie tylko dla mnie jako trenera, ale i dla naszego związku.

Podkreślony tytułem trenera roku Polskiego Komitetu Olimpijskiego...

- Byłem zaskoczony jak usłyszałem tę wiadomość, ale czuję się bardzo zaszczycony tym wyróżnieniem, tym bardziej jest ono dla mnie istotne dlatego, że głosują fachowcy. No i wiadomo - Polski Komitet Olimpijski, czyli ludzie, którzy nam pomagają częściowo w przygotowaniach, a przede wszystkim już w samym starcie olimpijskim. Bardzo się cieszę, bo jest to wielkie wyróżnienie.

Gdyby miał pan wybrać jedną klatkę z 2014 roku, co by to było?

- Na pewno 1500 metrów Zbyszka Bródki w Soczi. Nie ulega wątpliwości, że właśnie to wydarzenie, moment jego przejazdu, oczekiwania na pozostałe pary. No i sama chwila, kiedy okazało się, że Zbyszek zwyciężył, okres tuż po tym oraz dekoracja. I oczywiście drużyna chłopaków, czyli oprócz Bródki, jeszcze Konrad Niedźwiedzki i Janek Szymański.

Gdyby miał pan wspomnieć ten dzień, w którym Zbigniew Bródka zdobył złoto na igrzyskach. Był jakiś stres związany z tym dniem, z tym startem?

- Raczej nie. Myślę, że to takie doświadczenie trenerskie. Mimo, iż wiadomo było, że ta szansa jest największa w historii i zupełnie realna, to jednak muszę powiedzieć, że już w wiosce olimpijskiej panował duży spokój. Wcześniej były różne przygody podczas przygotowań, perypetie z zaginięciem bagażu, z niepewnością czy drużyna wystartuje w igrzyskach. Ale już tam na miejscu był duży spokój i myślę, że ten stres był bardzo opanowany. Widziałem, że Zbyszek szczególnie, ale że i chłopaki są w dobrej dyspozycji.

2015 rok zaczyna się od kolejnej dużej imprezy - wielobojowych mistrzostw Europy w Rosji, na których nasza kadra wystartuje w okrojonym składzie.

- Akurat tak się zdarzyło. Tak jest w sporcie, że jest super i są takie momenty, których się nie przewidzi. Akurat są to raczej drobne dolegliwości, bo one już ustępują i u Zbyszka Bródki, i u Konrada Niedźwiedzkiego także. Rozmawiałem z doktorem Krzysztofiakiem i to nie są jakieś poważne kontuzje, ale start w tym momencie nie jest zalecany. Szkoda, bo na pewno nasza reprezentacja jest mocno osłabiona - gdyby byli we trójkę, to myślę, że mogliby zająć miejsca medalowe na 1500 metrów; w wieloboju trudno powiedzieć. Największe szanse ma Janek Szymański, który na ME akurat jedzie i jest w dobrej dyspozycji, prowadzi w Pucharze Świata.

Przed rokiem Jan Szymański na ME w wieloboju był ósmy. Na co możemy liczyć teraz?

- Myślę, że stać go na wyższe miejsce. Wszystko zależy od tego jak pojedzie 5000 metrów, to jest taka niewiadoma. Miał dużo startów, bo po Pucharach Świata dodatkowo pojawił się jeszcze występ na akademickich mistrzostwach świata w Ałmatach. Także jest jakaś obawa, że może zabraknąć tego przygotowania wytrzymałościowego. Ale zobaczymy, ja jestem dobrej myśli. Liczymy na jego dobry występ.

Na mistrzostwa jedzie też Piotr Puszkarski. Mała niespodzianka czy planował pan już wcześniej, że ten zawodnik wybierze się na tę imprezę? Jakie pan stawia przed nim cele?


- Piotrek prezentuje trochę niższy poziom niż ta nasza eksportowa trójka, ale w tamtym roku startował w wielobojowych mistrzostwach świata, także nie jest debiutantem. Jeśli pojedzie na poziomie rekordów życiowych, to myślę, że stać go na miejsce w drugiej dziesiątce. Jest to też pewna niewiadoma, bo te jego ostatnie przygotowania odbywały się w grudniu już na warszawskim torze "Stegny", także nie było jakiegoś dużego komfortu.

Pomówmy o tym, co w tym momencie robią Konrad Niedźwiedzki i Zbigniew Bródka.

- Oni akurat teraz mają różny cykl przygotowań. Zbyszek jest na Teneryfie z trenerem Mazurem. Osiem dni przede wszystkim przygotowania ogólnego - środkiem treningowym jest jazda na rowerze (na ten obóz udała się także Luiza Złotkowska - przyp. red.). W tym czasie Konrad spokojnie trenuje w Zakopanem i później - już od 19 stycznia spotykamy się wszyscy właśnie tam, także już cała trójka będzie przygotowywać się razem. Spędzimy tam 12 dni, potem jedziemy na Puchar Świata do Hamar, gdzie będziemy przez tydzień. Prosto stamtąd lecimy już do Heerenveen na 10 dni przed startem mistrzostw świata. Po powrocie z mistrzostw Europy już te warunki przygotowań będą dobre, cały czas na dobrym lodzie, także na MŚ będziemy przygotowani.

Reklama


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje