Wielki powrót Adama Małysza. Jest o tym coraz głośniej
Adam Małysz ogłosił, że nie będzie kandydował na drugą kadencję na stanowisko prezesa PZN. Wyznał, że trochę go przytłoczyła papierkowa robota, że miał mało czasu dla rodziny, że nie zawsze dogadywał się z członkami zarządu. Tymczasem od jednej osoby w związku słyszymy, że szykuje się wielki powrót Małysza. Nie wszyscy są jednak z tego zadowoleni.

Adam Małysz nie stanie 13 czerwca do wyborów na nowego prezesa PZN. Świetny skoczek nie jest zainteresowany drugą kadencją. Bo choć wszyscy wokół chwalą prezesa Małysza, to on sam komunikuje, że to wszystko go przerosło.
Małysz nie chce być przywiązany do biurka
Niewykluczone jednak, że po wyborze nowego prezesa dojdzie też do powrotu Małysza. Tyle że w innej roli. Sam Małysz wielokrotnie podkreślał, że świetnie czuł się wtedy, gdy pracował, jako dyrektor sportowy ds. skoków i kombinacji norweskiej. Wtedy nie był przywiązany do biurka, nie był przytłoczony papierkową robotą, która kompletnie mu nie odpowiada. Od jednej z osób w związku słyszymy, że w przypadku Małysza może dojść do zamiany miejsc. I to nawet wtedy, gdy uda się ściągnąć do pracy Stefana Hornghachera.
- Po ostatniej deklaracji Małysza rozmawialiśmy sobie z kolegami, którzy w tym, siedzą, że to nie będzie wyglądać tak, że on całkowicie zniknie ze związku - mówi nam trener skoków Kazimierz Długopolski. - Jak Apoloniusz Tajner zostanie prezesem, to na pewno da Małyszowi jakiś etat. Już raz to przerabialiśmy i teraz będzie podobnie.
To zła wiadomość dla PZN. Małysz nie był w tym dobry
Zdaniem Długopolskiego nie jest to jednak dobra wiadomość. - W moim odczuciu Małysz jest lepszym prezesem, niż był dyrektorem. Pamiętam, że jak był odpowiedzialny za skoki i kombinację, to jeździł tylko na zawody Pucharu Świata, a my go nie widzieliśmy. Jak już mieliśmy z nim jakieś spotkanie, to on nawet nie bardzo wiedział, co dzieje się w kombinacji. Szału nie było.
O nowej roli Małysza w PZN na razie mówi się tylko nieoficjalnie. - Kiedy ogłaszał rezygnację z ubiegania się o drugą kadencję, to mówił nam, że ma pomysł na siebie, ale na tym się skończyło - mówi nam wiceprezes PZN Jarosław Konior. - Więcej nie chcę mówić. Przyjdzie nowy prezes, on to wszystko ogłosi. Ja mogę tylko zaapelować o cierpliwość. Powiem tylko, że taka persona, jak Adam Małysz zawsze może się przydać.
Małysz jest potrzebny. "W tym się sprawdził"
Długopolski zgadza się ze słowami Koniora. Jego zdaniem Małysz jest potrzebny PZN, ale nie w tej roli, w której występował, zanim został prezesem. - Z tej roli dyrektora nic nie wynikało. Z kolei jako prezes Małysz potrafił zadbać o środki na działalności i o sponsorów. W tym się sprawdził - zauważa Długopolski, wyrażając przy tym nadzieję, że nowy prezes znajdzie Małyszowi takie zajęcie, że będzie z tego pożytek dla związku i dla skoków.
A już tak na marginesie, to cały ten szum wokół Małysza pokazuje, jak ważną jest postacią i jak bardzo jego decyzja zaskoczyła działaczy. Gdy tylko sprawa rezygnacji ujrzała światło dzienne, od razu pojawiły się głosy, że nikt Adama do tego nie zmuszał, że to jego decyzja. Od razu też zaczęło się szukanie rozwiązania, które sprawi, że Małysz zostanie w związku, bo jest mu potrzebny. W końcu jest to postać, która otwiera wszystkie drzwi.












