Wąsek wraca do igrzysk. Zastanawiał się, czy może o tym powiedzieć
- Ja o sprawie zondacrypto powiedziałem, co miałem do powiedzenia i już więcej nie zamierzam. Teraz robię wszystko, żeby się od tego odciąć - mówi nam wicemistrz olimpijski Paweł Wąsek, bo są sprawy ważniejsze niż skandal w PKOl. Wąsek właśnie stracił coś cenniejszego. - Nie wiem, czy to oficjalne - zaczyna niepewnie, po czym wyjaśnia, co się stało.

Dariusz Ostafiński, Interia: Ostatnie wieści dotyczące Pawła Wąska są takie, że on tak sprawy zondacrypto nie zostawi, bo remontuje mieszkanie i potrzebuje pieniędzy. Czy pan ma w ogóle głowę do treningu? Tata Kacpra Tomasiaka mówił mi, że z powodu tej sprawy zonda jest mu się trudno skupić na przygotowaniach.
Paweł Wąsek, srebrny medalista igrzysk olimpijskich: - Ja o sprawie zondacrypto powiedziałem, co miałem do powiedzenia i już więcej nie zamierzam. Teraz robię wszystko, żeby się od tego odciąć. Trenuję. Mieliśmy trochę wolnego po zimie, ale już wtedy dużo się ruszałem, bo tak zalecili trenerzy. Grałem w tenisa, squasha, padla, jeździłem na rowerze.
A wszystko pewnie robił pan z myślą, żeby cały następny sezon był tak wyjątkowy, jak ostatnie igrzyska.
- Dużo nad tym myślałem. Zastanawiałem się, dlaczego te igrzyska były takie wyjątkowe. Na pewno pomogło mi to, że trenerzy odsunęli mnie od startów w Pucharze Świata, że przez trzy tygodnie miałem plan ułożony pod siebie, że mogłem się na tym skupić. Dużo mi to dało, podniosłem przez to swój poziom sportowy.
Paweł Wąsek przyznaje: "Pomieszałem sobie w głowie"
Po igrzyskach już tak dobrze nie było.
- Uwierzyłem, że zaczyna to iść w dobrym kierunku, że może być super, ale pojechaliśmy na skocznie mamucie, gdzie to skakanie jest inne. Tam nie poszło i zaczęło się kombinowanie. Pomieszałem sobie w głowie, z weekendu na weekend tylko się pogrążałem.
Tymczasem znalezienie odpowiedzi na pytanie, dlaczego na igrzyskach było tak dobrze, może być kluczem do dobrego skakania w kolejnym sezonie. Rozumiem, że wyłączenie na trzy tygodnie pomogło, ale trudno byłoby jechać na tym patencie.
- To ostateczność. Zresztą życiową zimę w Pucharze Świata miałem zaraz po letnim sezonie, gdzie startowałem we wszystkich zawodach. Wydaje mi się, że klucz do dobrego skakania jest gdzieś indziej.
Trener Maciusiak mówił nam, że w trakcie tej przerwy zmienił pan narty, buty, wkładki i Bóg wie, co jeszcze.
- W sumie testowaliśmy trzy pary butów. Te, które ostatecznie założyłem naprawdę pomagały mi lepiej czuć moje skoki. Założyłem też nowy kombinezon i to również miało wpływ. Oczywiście były też nowe narty. W sumie to tylko wiązania zostały stare. Skaczę na nich od zeszłego roku i nie chciałem tego zmieniać. Na igrzyskach miałem super sprzęt, a olimpijskie narty bardzo mi spasowały. Jak potem wróciłem do starych, to czułem, że już nie pracują tak za progiem, nie były dopasowane.
Cała prawda o szczęśliwych nartach Pawła Wąska
Nie mógł pan dalej skakać w tych, które miał pan na igrzyskach?
- Nie. Narty olimpijskie nie miały reklam, a ja mam kontrakt z firmą produkującą narty, mam na nich cały związany z tym branding.
Może trzeba było to przekleić?
- Też się nad tym zastanawiałem, ale to nie takie proste. To nie jest naklejka, którą tam można odkleić, a tu przykleić. Takie rzeczy robi się na etapie produkcji.
Jednak teraz, przed sezonem, może pan zaplanować powrót do tych szczęśliwych nart.
- Nie mogę. Nie wiem, czy to oficjalne, ale BWT się wycofuje i będę musiał zmienić markę. Trzeba będzie rzucić się w wir testów.
To szkoda.
- Niby tak, ale narty nartom nierówne. Wystarczy, że trochę zmienię technikę skoku, a mamy pewne rzeczy w planach, i te narty, na których tak daleko latałem na igrzyskach, mogą przestać działać. Nie ma jednak co zaprzątać sobie tym głowę. Już to przerabiałem. Dwa lata temu wszystko super u mnie funkcjonowało, ale zmieniła się technika, zmienił się sprzęt i cała ta układanka się posypała i trzeba było szukać ustawień od nowa.
Paweł Wąsek bije się w pierś. "To tylko moja wina"
Skomplikowane są te skoki.
- Wystarczy, że coś się zmieni i od razu są problemy. Ja się pogubiłem już w lecie ubiegłego roku i to się ciągnie. To jednak tylko i wyłącznie moja wina. Cały okres przygotowań minął mi bez problemów, ale przez jeden techniczny niuans wszystko mi się posypało.
Trochę mnie pan zmartwił, bo po igrzyskach, podobnie jak wielu innych, pomyślałem sobie, że polskie skoki można odbudować na Tomasiaku i Wąsku.
- Nie no, ja w to dalej wierzę. W to, że będę w stanie się super przygotować, że będę się rozwijał i stawał coraz lepszym zawodnikiem. Inna sprawa, że to nie można tak mówić, że tylko Tomasiak i Wąsek, bo mamy wielu zawodników z potencjałem.
Może i tak, ale eksperci przestrzegają, że to wciąż nie jest potencjał na dobre skakanie w Pucharze Świata, a co najwyżej w Pucharze Kontynentalnym.
- Jak zawodnik złapie to coś, jak w tym sezonie Kacper, to Puchar Kontynentalny nie jest mu potrzebny. Kacper z zawodów FIS Cup, szybko przeszedł przez Puchar Kontynentalny do Pucharu Świata. A tam od pierwszych konkursów skakał, jakby był emerytowanym i bardzo doświadczonym skoczkiem.
Każdy ma swoją drogę. Tomasiak wystrzelił od razu, a taki Kubacki potrzebował kilku sezonów. Ciekawe, jak będzie z panem?
- Sam chciałbym wiedzieć. Na pewno nabrałem doświadczenia, zdążyłem się z tym wszystkim obyć, wiem, jak to wygląda i co robić, żeby nie odczuwać aż tak wielkiej presji.
Trener Maciusiak dla niego zaryzykował wszystko. Tak o tym mówi
Ucieszył się pan, kiedy pojawiła się wiadomość, że trener Maciusiak zostaje?
- Tak. Z całym sztabem świetnie się współpracuje. My też, mówią o zawodnikach, wierzymy w tych trenerów, którzy byli z nami przez ten ostatni rok. Dobrze, że pójdziemy dalej tym systemem, że nie będzie wielkiej rewolucji. I naprawdę wierzę w to, że zimą będziemy się cieszyli naszymi wynikami.
W sumie to nie dziwię się, że pan się cieszy. Trener Maciusiak położył dla pana na szali cały swój autorytet, bo przecież wszyscy pukali się w czoło, jak ogłosił, że na igrzyska bierze Wąska, a nie Kota, czy Kubackiego.
- Przyznam, że sam nie byłem przekonany do tej decyzji trenera. Jednak, kiedy wspólnie usiedliśmy i kiedy wytłumaczył mi swój plan, to zaufałem mu w stu procentach. Zrobiliśmy wszystko, jak chciał i na końcu faktycznie okazało się, że miał rację.
Jak usiedliście, to powiedział: będziesz Paweł skakał w duetach?
- Nie. Od początku było jasno postawione, że skaczę w obu konkursach, a w duetach wystąpi ci, którzy pokażą się na dużej skoczni. Ciężko byłoby ustalić skład na duety na miesiąc przed. Trener jednak postawił sprawę jasno i powiedział, że zdecyduje to, kto, w jakiej będzie dyspozycji. I dostałem szansę, a potem zjadłem mnóstwo nerwów, bo wszyscy pamiętam, jak wyglądał ten konkurs.
Przywitali pana jednak w Ustroniu niczym króla.
- Tak i jestem wszystkim za to ogromnie wdzięczny. Teraz jednak pracuję już nad tym, żeby kiedyś znów przeżyć coś tak równie wspaniałego. Mam plan rozpisany przez trenera, ćwiczę na siłowni, za chwilę spotykamy się w Krakowie, żeby obgadać plan na lato, sprawy zaczynają nabierać rozpędu.












