Reklama

Reklama

Tajner: Adam Małysz zostanie przy skokach

Co najmniej cztery konkursy Adam Małysz przegrał, bo skakał za... daleko - powiedział nam prezes PZN, Apoloniusz Tajner.

INTERIA.PL: Nie uważa pan, że Adam odszedł za wcześnie? Przecież w rok-dwa mógłby wyprzedzić w klasyfikacji wygranych zawodów Pucharu Świata Mattiego Nykaenena, do osiągnięć którego brakowało mu tylko siedmiu zwycięstw, i mielibyśmy rekord wszech czasów! Z nowymi w kalendarzu PŚ zawodami w Wiśle będziemy mieli w Polsce trzy konkursy w sezonie, więc szanse wygranej Adama by wzrosły.

Apoloniusz Tajner, prezes PZN: - Adam kiedyś i tak musiał skończyć karierę, a według mnie wybrał najlepszy moment. A co do liczby wygranych konkursów, to moim zdaniem nasz skoczek był niejednokrotnie krzywdzony przez los i organizatorów zawodów. Przynajmniej ze cztery razy w swojej karierze Adam przegrywał przez to, że.... skakał za daleko, bo rozbiegi były źle dobrane.

Reklama

Przegrywał, bo skakał za daleko?

- Teoretycznie brzmi to jak absurd, ale przez dalekie, niebezpieczne loty Adam źle lądował, więc karano go odejmując punkty za styl. Dla mnie Adam i tak jest mistrzem nad mistrzami. Liczba wygranych w Pucharze Świata niczego nie zmienia. Żeby skolekcjonować tyle zwycięstw, ile jest potrzebnych do zrównania się z Nykaenenen, musiałby skakać bardzo długo, a i tak nie wiadomo, jak długo ten jego ewentualny rekord by przetrwał. Przecież na horyzoncie pojawił się taki zawodnik, jak Gregor Schlierenzauer, który w wieku 21 lat ma 35 zwycięstw pucharowych, więc niedługo pewnie prześcignie i Adama i Nykaena. Niezależnie od tego Małysz i tak na zawsze pozostanie w czołówce światowych skoków.

Kamil Stoch wygrał w sezonie 2010/2011 trzy konkursy PŚ i ma świetną pozycję startową przed następnym. Czy poradzi sobie z presją, która do tej pory ciążyła na Adamie, a teraz spadnie na barki nowego lidera naszej kadry?

- Jeśli będzie miał jakiekolwiek kłopoty, to tylko ze względu na ciśnienie, bo Kamil nie będzie robił nic innego niż to, co wykonywał do tej pory. Przez ostatnie lata Adam przygotowywał się oddzielnie, a Kamil był liderem grupy pościgowej - przy bardzo dobrej współpracy obu ekip. Adama nie chcemy stracić. Uważam, że nadal będzie nam bardzo przydatny.

Czy to znaczy, że Małysz zostanie w kadrze w roli trenera, mentora, menedżera?

- Wszystko na to wskazuje, że będzie z nami. Do rozmów na ten temat musimy wrócić, bo musieliśmy poczekać, aż Małysz skończy karierę. Ewentualne przedwczesne układanie mu "życia po karierze" mogłoby źle wpłynąć na jego formę, Adam mógłby stracić rytm dobrego skakania, a to z kolei mogłoby się skończyć nawet jakimś upadkiem. Dalszą współpracę z Adamem już dawno ustaliliśmy i zgodnie z tym postępujemy.

Lepszego końca sezonu i piękniejszych okoliczności zakończenia kariery przez Małysza nie mógł pan sobie chyba wyobrazić?

- Ciężko o to było, ale ja sobie tak marzyłem i coś nie coś z tego wyszło - po raz pierwszy w historii dwóch Polaków na podium zawodów Pucharu Świata! Trzeba przyznać, że w spektakularny sposób chłopcy zakończyli sezon.

Wyznaje pan zasadę: "Umarł król, niech żyje król!"?

- To może nie tak. Ujmę to inaczej: w Planicy nastąpiło symboliczne przekazanie pałeczki. Adam odszedł w wielkim stylu, zajmując miejsce na podium, w ostatnim konkursie zdobywając trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej, a przy wsparciu Kamila zespół awansował na trzecie miejsce Pucharu Narodów.

Czy pan, jako szef całego biznesu o nazwie Polski Związek Narciarski, dbający o zabezpieczenie budżetu na wszystkie dyscypliny narciarskie, nie obawia się, że teraz, po odejściu Orła z Wisły, będzie znacznie trudniej pozyskiwać sponsorów?

- Nie obawiam się o to. Przeciwnie, uważam, że z Adamem, z Justyną Kowalczyk i rozwijającym karierę Kamilem Stochem to umowy, które mieliśmy, były niedowartościowane. Odejście Adama spowoduje efekt odwrotny i umowy, które podpiszemy, wreszcie będą miały swoją wartość. Jestem o tym głęboko przekonany i myślę, że do takiego podejścia do narciarstwa uda się przekonać też sponsorów.

Słoweńcy na skoki przeznaczali rocznie 650 tys. euro i przez to, że nie osiągali sukcesów na miarę oczekiwań, doprowadzili do odejścia trenera Matjaża Zupana. Jaki budżet PZN przeznacza na skoki?

- My takiego budżetu jak Słoweńcy nie mamy, ale też nie potrzebujemy większego. Wydajemy rocznie około 1,8 - 2 mln złotych na wszystkie grupy i za te pieniądze mamy wszystko, czego potrzebujemy.

Czy pojawi się ktoś na miejsce Hannu Lepistoe? Czy taka funkcja - oddzielnego trenera dla lidera polskich skoków - zniknie i za całość szkolenia będzie odpowiadał Łukasz Kruczek?

- W najbliższym posiedzeniu Komisji Skoków PZN będzie to analizowane. Zgodnie z moją wizją Łukasz Kruczek powinien być pierwszym trenerem. Natomiast zastanowimy się nad tym, jak poukładać cały sztab - musimy przecież zagospodarować Mateję i Maciusiaka. Ja nie chcę niczego narzucać. Jestem zdania, że model pracy kadry powinny wypracować komisja i środowisko, a dopiero wtedy powinien on trafić do nas, do zarządu. Narzucanie czegokolwiek od góry może tylko wywołać niepotrzebny zamęt.

Czy jest szansa na to, że Adam wróci do skakania, jak zrobił to Ahonen?

- Nie, Adam jest stanowczym człowiekiem. Skoro już przemyślał decyzję, to będzie się niej trzymał. Przecież od roku czekał z jej ogłoszeniem, nikomu nic nie mówił, więc widać, że dokładnie wszystko przeanalizował. Dlatego nie widzę szans na powrót Adama. Ale do końca nie ma nic pewnego...

Rozmawiał w Planicy: Michał Białoński

Podziękuj Adamowi Małyszowi!

Czym teraz powinien zająć się Adam Małysz?

Kamil Stoch następcą Adama Małysza? Dołącz do dyskusji na forum

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje