Tajemniczy człowiek napisał ws. Władimira Semirunnija. "Niebawem upublicznimy"
- Sądzę, że autorem jest językoznawca. To kawał opracowania, które przewiduje jego przyszłość. Nawet nie tyle jego, co jego rodziny i przyszłych dzieci, aby było im łatwiej - dowiedziała się Interia na temat frapujących kulisów, które mają doprowadzić do zmiany nazwiska reprezentanta Polski Władimira Semirunnija. Czy tylko nazwiska? W coraz więcej szczegółów dotyczących wicemistrza olimpijskiego wprowadza nas Konrad Niedźwiedzki, dyrektor sportowy w Polskim Związku Łyżwiarstwa Szybkiego.

Artur Gac, Interia: Budowanie formy fizycznej to jedno, ale wraz z zakończeniem igrzysk olimpijskich ze sportowców zeszły też gigantyczne obciążenia mentalne, a przed naszymi reprezentantami rozpoczynające się jutro mistrzostwa świata. W związku z tym forma może być swego rodzaju zagadką i niepewnością?
Konrad Niedźwiedzki, dyrektor sportowy w PZŁS: - Trochę może być zagadką, ponieważ od powrotu z Mediolanu nie mieliśmy idealnych przygotowań. Było sporo spotkań, sporo czasu poświęconego na przejazdy, wydarzenia i wizyty. Z tego punktu widzenia na pewno nie mówimy o optymalnym szlifie formy, ale jestem dobrej myśli, że ci, którzy zajmowali najwyższe miejsca na igrzyskach, będą w dobrej formie. Ręki nie dam sobie uciąć, że każdy dowiezie do Heerenveen formę olimpijską, ale minimum dobra forma będzie na pewno.
Jeśli chodzi o Władimira Semirunnija, który od igrzysk zasłużenie najbardziej spija śmietankę, będzie rywalizował na kilku dystansach?
- Dokładnie na czterech. Chronologicznie pierwszego dnia na 500 metrów, a później 5000 m, 1500 m oraz finałowa "dycha" (10 000 m), do której trzeba będzie się zakwalifikować. A pojedzie w niej tylko najlepsza ósemka. Liczy, że Władek się załapie.
To spore obciążenie.
- Dla każdego z wieloboistów jest to problem, że dochodzą dystanse sprinterskie. Niemniej każdy będzie miał taką samą sytuację, bo rzeczywiście nie jest to ich naturalne środowisko.
Gdy od powrotu do kraju obserwujesz Władimira, na którego w jednej chwili spadła gigantyczna popularność i zainteresowanie, to sobie radzi i potrafi nad tym zapanować?
- Oczywiście to dla niego nowe doświadczenie i coś, z czym do tej pory się nie mierzył. Myślę, że radzi sobie dobrze, ale na pewno to odbywa się jakimś kosztem, bo nie jest do tego ani przyzwyczajony, ani nauczony. Być może nawet nie spodziewał się, że wzbudzi aż takie zainteresowanie. Najważniejsze, że ma poukładane w głowie, to mądry gość. Jedyne, co trzeba zrobić, to otoczyć go opieką, żeby nie zajmował się tylko taką aktywnością. Sądzę, że po mistrzostwach Polski, na które również się nastawia, bo zawsze chce wyników i rekordów, nadejdzie dla niego luźniejszy okres. A dopóki ma sezon, widzę w nim ciągłą chęć walki. On nie składa broni, tylko do Heerenveen ruszył walczyć o wszystko, co możliwe. To zainteresowanie na pewno trochę przeszkadza w przygotowaniu, ale tłumaczę mu, że taka jest cena sukcesu. I jeśli pojawiają się takie spotkania, jak z ministrem sportu, czy prezydentem Polski, to tego typu aktywności trzeba odbyć na cito. Tego się nie odmawia, tylko reaguje z uśmiechem i radością, bo to nie jest codzienność. Natomiast pozostałymi kwestiami musi tak regulować, by znajdować czas na treningi i regenerację. Rzeczywiście widziałem przed wyjazdem do Holandii, że już był trochę zmęczony, ale z tym da sobie radę.
Gdy te wszystkie nowe rzeczy na niego spadają i musi się odnaleźć w nowej rzeczywistości, to w głównej mierze polega na swojej intuicji, czy doradza się na przykład ciebie, szukając wskazówek?
- Zależy w jakich kwestiach. Ma sporo dobrych osób dookoła siebie, przede wszystkim trenera Rolanda Cieślaka, z którym ma bieżący kontakt. A w grubszych kwestiach wspólnie sobie rozmawiamy, czasem podpowiadam lub po prostu dyskutujemy co jest okay, a co warto, żeby poczekało. Staramy się mu podpowiadać i delikatnie prowadzić, a pewnie niedługo ktoś profesjonalny zajmie się nim bardziej medialnie. Podejrzewam, że to w tym kierunku zmierza, co rozwiąże jedną sytuację. Jednak takich ruchów moim zdaniem nie warto robić "na hejnał", tylko się zastanowić, by miał dobrą osobę do opieki. A my, gdy przyjdzie z zapytaniem czy problemem, który będzie możliwy do rozwiązania z naszą pomocą, na pewno mu nie odmówimy.
W ostatnich dniach pojawiła się już taka gorąca potrzeba chwili, by znaleźć optymalne rozwiązanie?
- Teraz się śmieję, bo to akurat coś nie do publicznej wiadomości. Natomiast rzeczywiście była potrzeba wsparcia czy doradctwa, ale w takim obszarze, o którym niekoniecznie wszyscy powinni wiedzieć.
Tuż po powrocie z Mediolanu wicemistrz olimpijski ogłosił, chcąc wyjść naprzeciw Polsce i Polakom, że chce spolszczyć pisownię nazwiska. Wiedziałeś o tym, czy też cię zaskoczył?
- Cóż, trzeba teraz nieco odsłonić kulisy (śmiech). Generalnie ode mnie usłyszał o pewnym opracowaniu, które otrzymałem. Zostało ono wykonane bardzo profesjonalnie. Przesłałem do niego i lekko podpowiedziałem, że warto się nad tym zastanowić. Jest to kawał opracowania, które przewiduje jego przyszłość. Nawet nie tyle jego, co jego rodziny i przyszłych dzieci, aby było im łatwiej. Wiadomo, język polski jest trudny, mamy w nim przypadki i odmiany, co widać także po jego nazwisku, które jest różnie odmieniane. A jeśli będzie miał polską wersję, później będzie łatwiej żonie czy dzieciom.
- To kwestie, o których nie myśleliśmy przy ubieganiu się o obywatelstwo, bo wtedy nie były one pierwszą potrzebą. Najważniejsze było to, aby jak najszybciej uzyskać dokumenty, a nie potknąć się na kwestii może drugorzędnej, bo tak postrzegam tę sprawę. Dlatego robiliśmy wszystko zgodnie z transkrypcją, by na żadnym etapie nie było wątpliwości. Natomiast już teraz zmierzamy krok dalej.
Jaki przyjęliście zapis w transkrypcji? My piszemy w spolszczonej wersji: Władimir Semirunnij.
- Vladimir Semirunnii. Ale nie przywiązujcie się do tego. Piszcie tak, jak pisaliście. Gdy to ustalimy, wówczas wszyscy będziemy posługiwać się oficjalną wersją.
Generalnie, temat jest na rzeczy?
- Tak. Wprawdzie chcieliśmy to zatrzymać na chwilę później, ale skoro już słowo się rzekło i to się rozeszło, to potwierdzam. Władek bez większego oporu przyjął to opracowanie, ale pozostawię w jego gestii, jak finalnie jego nazwisko zostanie zmienione. Ja to już wiem, bo sam widziałem to w opracowaniu, ale niech to będzie w jego dyspozycji. Chodzi o jego nazwisko i jego życie, więc nie chcę uprzedzać pewnych kroków. Niniejszym potwierdzam, że jest taka historia i zmierzamy w takim kierunku, aby w przyszłości ułatwić mu życie.
Kto to autorem tego opracowania? Ten dokument wysłał ci urzędnik czy językoznawca? Opowiedz trochę o kulisach.
- Patrząc na zaawansowanie tego opracowania, sądzę że autorem jest językoznawca. Przyszło ono na moją oraz kolegów z biura skrzynkę mailową. Odpisałem temu panu, dziękując mu za włożoną pracę i informując, że rzucę temat Władimirowi. W międzyczasie on otrzymał informację z mediów, ale to nie była ta zmiana, o której myśmy rozmawiali. A następnie pojawiło się jeszcze bardziej szczegółowe opracowanie. To wszystko działo się bodaj 23 lub 24 lutego, więc ja jeszcze nie miałem okazji szczegółowo porozmawiać z tym panem. Jednak na pewno, zanim zaczniemy działać konkretnie, zostanie przez nas w jakiś sposób doceniony. Wtedy podamy jego imię i nazwisko oraz dokładnie opowiemy całą historię. Sam będę musiał się do tego też przygotować, bo myślę, że nikt sam z siebie takich rzeczy nie wysyła. Już szukałem tego autora w internecie, ale na szybko nie bardzo mogłem go namierzyć. Wyskakiwało mi bardzo wiele osób o jego godności, ale brakowało potwierdzenia, że to jest na przykład rusycysta. Mnie samego frapuje, jaka jest historia jego zainteresowania. Myślę, że wszystkie ustalenia, które poczynię, przekażę Władimirowi, by to najlepiej on opowiedział o wszystkim w szczegółach. Sądzę, że pewnie niebawem to upublicznimy i ujawnimy.
Czy to opracowanie dotyczy ingerencji nie tylko w nazwisko, ale także w spolszczenie jego imienia?
- To jest bardzo kompleksowe opracowanie (uśmiech). I tyle na razie powiem, by nie zdradzić więcej. Gdy już będziemy wiedzieć wszystko, na pewno zapoznamy ciebie z wszystkim od A do Z.
Rozmawiał Artur Gac












