Reklama

Reklama

Szturc: Małysz odchodzi w odpowiednim momencie

- Adam Małysz wybrał odpowiedni moment na zakończenie kariery - uważa pierwszy trener i wujek najlepszego polskiego skoczka narciarskiego w historii Jan Szturc.

Podziękuj Adamowi za wszystkie wspaniałe chwile, które z nim przeżyliśmy!

Reklama

"Ze sceny należy schodzić w glorii chwały. Małysza wszyscy zapamiętają jako bohatera, zawodnika, który skocznię opuścił, będąc w wysokiej formie. Nie jest łatwo właśnie w takiej chwili powiedzieć "koniec", dlatego zasługuje to na jeszcze większy szacunek" - powiedział.

W wieku 33 lat Małysz ogłosił w czwartek w Oslo zakończenie sportowej kariery. Oficjalne pożegnanie odbędzie się 26 marca w Zakopanem.

"O decyzji, jaką Adam podjął, dowiedziałem się jesienią. Nie jestem, więc zaskoczony, ale na pewno nie przypuszczałem, że ogłosi to już teraz" - przyznał Szturc, który podkreślił, że Małysz wyróżniał się zawsze pracowitością, talentem i pogodą ducha.

"Zdarzały się różne sytuacje. Czasami Adam miał inne zajęcia, np. szkołę czy praktyki, i nie mógł przyjść na trening. Wtedy brał plecak wypełniony cegłami i chodził po górach. Nie wyobrażał sobie, że mógłby zaniedbać ćwiczenia. Jak coś robił, to w pełni profesjonalnie i z pełnym zaangażowaniem" - wspomniał jego pierwszy trener.

To właśnie dzięki takim cechom stał się wzorem dla wielu późniejszych skoczków narciarskich. Sam podziwiał Jensa Weissfloga. "I naśladował go na każdym kroku. Zauważali to nawet jego koledzy, bo od najmłodszych lat nazywali go "polskim Weissflogiem"" - dodał Szturc.

Przez rywali był lubiany i podziwiany. "Rzadko narzekał. Oczywiście zdarzał mu się grymas na twarzy, gdy warunki na skoczni były nierówne, czy wiatr za mocno wiał, ale nigdy nie wprowadzał nerwowej atmosfery. Zawsze pogodny, uśmiechnięty i dlatego też lubiany przez zawodników na całym świecie" - uważa jego wujek.

Szturc współpracę z Małyszem wspomina wyłącznie pozytywnie. "On cenił każdego trenera. To ideał sportowca. Nie kłócił się, poddawał się wszystkim zaleceniom, szanował szkoleniowca w każdym elemencie. Największym autorytetem był dla niego oczywiście jego ostatni trener Fin Hannu Lepistoe. Rozumieli się praktycznie bez słów i była między nimi niezwykła harmonia" - ocenił.

Czy Małysz sam byłby dobrym szkoleniowcem? "Widzę go w tej roli, ale on chyba ma inne plany. Sam musi zdecydować, co chce robić w przyszłości, bo najważniejsze jest, by się w tym spełnił i dobrze czuł w nowej dla siebie roli" - powiedział Szturc.

Adam Małysz w obiektywie kibiców

Dowiedz się więcej na temat: Adam Małysz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje