Szokujące słowa prezesa związku. Wiadomo, co z jego absurdalną propozycją
To, co się wydarzyło na zimowych igrzyskach olimpijskich w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo i zaraz po nich, to była prawdziwa farsa. Niestety dobry wynik dwójki saneczkowej kobiet został przykryty przez atak na działaczy. Pojawiła się też afera związana ze sprzętem. Po igrzyskach oliwy do ognia dolał Zdzisław Ingielewicz, ustępujący prezes Polskiego Związku Sportów Saneczkowych, który wysłał do członków zarządu pismo z apelem o rozwiązanie seniorskiej kadry. To miała być zemsta za wypowiedzi zawodniczek i zawodników. Interia Sport porozmawiała ze Zbigniewem Czochem, wiceprezesem związku, który zdradził, jaki los czeka propozycja prezesa. Środowisko nazwało ten ruch sternika związku "zasłoną dymną".

W skrócie
- Prezes Polskiego Związku Sportów Saneczkowych Zdzisław Ingielewicz po igrzyskach wysłał do zarządu pismo z apelem o rozwiązanie seniorskiej kadry, co zostało odebrane jako akt zemsty przez sportowców.
- Wiceprezes związku Zbigniew Czoch poinformował, że propozycja rozwiązania kadry nie trafiła pod obrady zarządu i temat jest zamknięty.
- W środowisku saneczkarskim ruch prezesa nazwano "zasłoną dymną", a problem braku torów kompozytowych oraz zapowiedziane inwestycje zostały przedstawione jako kluczowe kwestie dla rozwoju tej dyscypliny.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Polskie saneczkarstwo, które na przełomie lat 60. i 70. ubiegłego wieku, było światową potęgą, od wielu lat dobija się do światowej czołówki. Największą bolączką tego sportu jest brak toru w Polsce. Zawodniczki i zawodnicy trenują w kraju na... lodowiskach i drogach asfaltowych. Za granicą zdarzy się wyjechać na ścieżkę startową w Starym Smokovcu na Słowacji albo tory w Niemczech, czy Łotwie. Ten w Siguldzie stał się nawet trochę takim "polskim" torem, bo tam Biało-Czerwoni spędzają wiele czasu.
Do tego problemem jest brak środków. PZSSan nie stać na zatrudnienie mechaników z Ukrainy, czy Niemiec, którzy sprawiliby, że sanki, którymi dysponują Biało-Czerwoni byłyby konkurencyjne. Chałupniczą metodą niestety trudno jest osiągnąć sukces.
Wiadomo, co z szokującą propozycją prezesa PZSSan. Decyzja zarządu
Tym bardziej zatem należy docenić podium w Pucharze Świata jakiś czas temu Wojciecha Chmielewskiego i Jakuba Kowalewskiego w dwójkach, wysokie miejsca naszych sztafet, a ostatnio szóste miejsce Nikoli Domowicz i Dominiki Piwkowskiej w rywalizacji kobiecych dwójek na igrzyskach.
Nasze panie po swoim bardzo dobrym starcie rozpętały jednak burzę. Zaatakowały działaczy. Poszło o sprzęt, ale też o warunki, w jakich muszą trenować. Potem dołączyli kolejni nasi reprezentanci. W odpowiedzi, ustępujący prezes PZSSan Zdzisław Ingielewicz wysłał list do zarządu związku, z apelem o rozwiązanie seniorskiej kadry saneczkarzy. To wywołało szok, a sportowcy odebrali to jako akt zemsty prezesa.
Władze PZSSan zostały wezwane na dywanik do Ministerstwa Sportu i Turystyki. Tam przeprowadzone zostały rozmowy. O tym, jaki one przyniosły rezultat, poinformował Jakub Pobożniak z TVP Sport. Okazuje się, że po interwencji MSiT, ustępujący prezes PZSSan zrezygnował z pomysłu rozwiązania kadry.
Informację o tym, że sprawa rozwiązania kadry seniorów w ogóle nie trafia pod obrady zarządu, przekazał w rozmowie z Interia Sport wiceprezes związku Zbigniew Czoch.
Sprawa rozwiązania kadry seniorów, to była propozycja prezesa, która nawet nie weszła na zarząd. Tematu zatem nie ma. Nie będę oceniał decyzji pana prezesa. Nawet nie wiem, co spowodowało, że rzucił taki pomysł
- Nie ukrywam, że nie jestem dumny z niektórych wypowiedzi zawodników. Dzięki wynikom dwójki kobiecej mamy swoje pięć minut. Na bazie ich sukcesu można było pokazać bolączki, z jakimi od dawna zmaga się polskie saneczkarstwo. Mam tu na myśli tory kompozytowe, czy ścieżkę startową. Niestety niektórym głowy za bardzo się zagotowały i odskoczyli nieco w bok - dodał.
Burza w środowisku po słowach prezesa. "Zasłona dymna"
W środowisku saneczkarskim zachowanie prezesa wywołało ogromną burzę. Niektórzy uznają to za "zasłonę dymną" ze strony prezesa, żeby odwrócić uwagę od realnych problemów, jakie dręczą ten sport w Polsce.
Podobno sprawa rozbija się też o zmiany w sztabie szkoleniowym. Jakiś czas temu chęć pracy w reprezentacji Polski wyraził Maciej Kurowski, który przez wiele lat startował w jedynkach, a od kilku sezonów pracuje w federacji Korei Południowej.
Od bardzo dawna trenerem kadry jest Marek Skowroński, który jednak pełni w reprezentacji kilka ról. To jest nie do pomyślenia. Do pracy w kadrze przydałby się: asystent, mechanik, fizjoterapeuta i biomechanik odpowiedzialny za przygotowanie motoryczne.
Pierwszym małym krokiem w kierunku poprawy sytuacji ma być budowa torów kompozytowych. Jeden ma powstać w Karpaczu, a kolejny w Piwnicznej. Do tego na Iwonce tuż przy hali lodowej w Krynicy-Zdroju ma powstać ścieżka startowa. Wszystkie te inwestycje są już naprawdę o krok od realizacji.
W saneczkarstwie oczywiście ważny jest trening poza torem, ale jednak w tej dyscyplinie przede wszystkim mamy do czynienia z dużymi prędkościami. Każdemu młodemu zawodnikowi podnosi się próg, by przyzwyczajał się do coraz większego pędu sanek. Bywa zatem, że wozimy na tory "kota w worku". Teoretycznie zawodnicy spełniają wymogi do tego, by być saneczkarzami, ale potem na torach w Niemczech czy na Łotwie okazuje się, że nie radzą sobie z prędkościami. Tego w Polsce nie jesteśmy w stanie sprawdzić













