Reklama

Reklama

Soczi - w Sejmie o przygotowaniach polskich olimpijczyków

W czwartek przedstawiciele Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz Polskiego Komitetu Olimpijskiego poinformowali posłów sejmowej komisji sportu o stanie przygotowań polskich sportowców do zbliżających się zimowych igrzysk olimpijskich w Soczi.

Igrzyska rozpoczną się 7 lutego, a w wielu dyscyplinach trwają jeszcze kwalifikacje. Podsekretarz stanu MSiT Tomasz Półgrabski przedstawił prognozowaną liczebność polskiej reprezentacji oraz szanse medalowe.

Reklama

Według ministerstwa "Biało-czerwoni" mogą stanąć na podium w 11 konkurencjach. Kolejnych 10 sportowców powinno zostać sklasyfikowanych na miejscach punktowanych 4-8. Natomiast prawo startu w Soczi prawdopodobnie uzyska 51 osób. Nadzieje medalowe pokładane są w Justynie Kowalczyk (trzy szanse), biathlonistkach (trzy szanse), łyżwiarstwie szybkim (trzy szanse) oraz skokach narciarskich (dwie szanse).

Półgrabski podkreślił, że analiza oparta jest m.in. na wynikach Polaków w mistrzostwach świata w 2013 roku. W zawodach tej rangi wywalczyli siedem medali, a dziewięcioro zawodników zajęło lokaty 4-8. 50-procentową realizację tych prognoz uznałby za wielki sukces.

Dodał, że ministerstwo było za tym, aby zaostrzyć zasady zdobywania przez "Biało-czerwonych" olimpijskich kwalifikacji. PKOl postanowił jednak pozostawić je na tym samym poziomie co kwalifikacje międzynarodowe.

"Chcemy, aby na igrzyska jechali ci, którzy będą walczyć o medale, którzy będą punktować, a nie ci, którzy jadą tylko zaznaczyć swój udział" - przyznał.

"Przypominam, że ministerstwo nie jest odpowiedzialne za proces szkolenia, nie trenuje zawodników. To leży w gestii związków sportowych. My dołożyliśmy wszelkich starań, by stworzyć im jak najlepsze warunki przygotowań" - dodał.

21 stycznia na posiedzeniu zarządu PKOl zatwierdzi skład reprezentacji. Prezes Andrzej Kraśnicki przyznał, że zachowaniu zasad kwalifikacji na poziomie międzynarodowym przede wszystkim przyświecała możliwość wysłania większej liczby osób towarzyszących. Zgodnie z przepisami MKOl na jednego sportowca może przypadać jedna osoba wspierająca.

"Sztab samej Justyny Kowalczyk liczy siedem osób. Dlatego nie jest nam obojętna liczba sportowców, których wyślemy do Soczi" - podkreślił Kraśnicki.

O samym miejscu rozgrywaniu igrzysk oraz logistyce opowiadał sekretarz generalny PKOl Adam Krzesiński. Większość polskich sportowców do Soczi dotrze rejsowymi samolotami. Zdecydowano się tylko na jeden czarter. Pierwsi do wioski olimpijskiej dotrą łyżwiarze szybcy - 1 lutego.

Z tego co przedstawiono nie był zadowolony poseł Prawa i Sprawiedliwości Jan Tomaszewski.

"Bardzo dziękuję za wyczerpujące informacje, szczególnie Polskiego Komitetu Olimpijskiego, ale to można przeczytać w każdej gazecie. Nie wiem po co to było mówione. Myślałem, że przyszliśmy tu po to, aby weryfikować sportowców, dyskutować, czy warto jechać, czy nie. Ja tylko przypomnę, że ten sam kabaret mieliśmy przed Londynem, kiedy mówiło się o 30 medalach, a okazało się, że medale zdobyli nie ci co trzeba. Od dawien dawna wygląda to tak, że my mamy nadzieje, które potem weryfikuje rzeczywistość olimpijska i wstydzimy się" - powiedział Tomaszewski.

Byłemu piłkarzowi bardzo podobał się pomysł ministerstwa, by zaostrzyć kryteria kwalifikacji.

"Kryteria muszą być takie, abym się nie musiał wstydzić, że nasi bobsleiści przegrali z Jamajką. Nie możemy produkować olimpijczyków" - dodał.

W znacznie łagodniejszym tonie wypowiadali się przedstawiciel Sojuszu Lewicy Demokratycznej Tadeusz Tomaszewski oraz przewodniczący komisji Ireneusz Raś (Platforma Obywatelska).

"Nawet w największych potęgach jedenaście szans medalowych nie wynikałoby z zaledwie jedenastu zawodników. Zdaję się na Polski Komitet Olimpijski, który ma stosowne doświadczenie. Jestem pełen uznania dla sportowców, którzy przygotowując się do igrzysk są 300 dni poza domem. Olimpijczyk znaczy olimpijczyk, już do końca życia. To są ikony w środowisku, a my nie mamy ich nadmiaru w zimowych dyscyplinach. To pewna wartość dodana tej inwestycji, którą przy okazji przygotowań już i tak poniesiono. To co związane jest z wysłaniem kogoś na igrzyska, to tylko promil całych kosztów" - uważa Tomaszewski.

"Reprezentacja prawdopodobnie będzie nieco większa niż przy okazji igrzysk w Vancouver. Do Soczi pojedzie bronić historycznego wyniku z Kanady, gdzie wywalczono sześć medali. Według mnie mamy realne szanse na pięć krążków w Rosji. To byłby wielki sukces i potwierdzenie, że nikt tam nie pojechał na kredyt. To ten globalny wynik będzie świadczył o reprezentacji" - dodał Raś.


Dowiedz się więcej na temat: Igrzyska Olimpijskie w Soczi | Justyna Kowalczyk | PKOl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje