Reklama

Reklama

Sezon sportów zimowych coraz bliżej. Pandemia utrudnia przygotowania

Pandemia wybuchła, gdy sezon 2019/20 w sportach zimowych zmierzał ku końcowi. Koronawirus jednak nie odpuszcza i edycje Pucharów Świata 2020/21 stały się wyzwaniem. Pojawienie się kibiców na trybunach jest mało prawdopodobne. Dodatkowo organizatorzy ograniczają podróże zawodników.

Paraliż końcówki poprzedniego sezonu nie przeszkodził wyłonić zdobywców Kryształowych Kul. Potem przez ponad pół roku międzynarodowe federacje bacznie obserwowały sytuację i przygotowywały różne scenariusze. Druga fala pandemii uderzy w dyscypliny zimowe z całą siłą, ale i tak klimat jest znacznie bardziej sprzyjający niż na jej początku.

Przede wszystkim restrykcje w podróżowaniu są znacznie mniejsze niż na początku walki z koronawirusem. Wówczas kraje zamykały granice, a teraz wewnątrz Unii Europejskiej przemieszczanie się wciąż jest możliwe. W niektórych przypadkach wymagany jest jednak negatywny wynik badania na COVID-19.

Dzięki temu wszyscy, którzy potrzebowali treningów na śniegu, mogli je przeprowadzić w Austrii, Włoszech czy Szwajcarii. Sytuacja nie była idealna, ale i tak znacznie lepsza niż wiosną.

Inaugurację PŚ mają już za sobą alpejczycy. Zgodnie z planem 17-18 października odbyły się zawody w austriackim Soelden. Z powodu braku kibiców nie przypominały co prawda narciarskiego święta z ubiegłych lat, ale zawodnicy byli niezwykle szczęśliwi, że mogli przystąpić do rywalizacji.

"Start sezonu to fantastyczna wiadomość dla całego naszego środowiska" - przyznała zwyciężczyni slalomu giganta Włoszka Marta Bassino.

Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) dokonała w alpejskim kalendarzu wielu zmian. Mężczyźni nawet raz nie opuszczą Europy, a kobiety poza Starym Kontynentem mają w planach jedynie dwa lutowe starty w chińskim Yanqing, które będą jednocześnie próbą przedolimpijską. Na kontynencie amerykańskim pucharowych zawodów zabraknie po raz pierwszy od 47 lat.

Następni w kolejności są skoczkowie narciarscy. Ich cykl rozpocznie się 20 listopada w Wiśle. We wtorek poinformowano, że na obiekcie im. Adama Małysza nie pojawią się kibice. Wisła jest piątym spośród 20 gospodarzy pucharowych zawodów w sezonie 2020/21, który ogłosił już, że rywalizacja odbędzie się przy pustych trybunach. Wcześniej na ten krok zdecydowano się w: Ruce/Kuusamo, Engelbergu, Garmisch-Partenkirchen i Titisee-Neustadt.

FIS znalazł sposób, aby ułatwić reprezentacjom bezpieczne przemieszczanie się w dobie pandemii. Do końca roku zaplanowano trzy loty czarterowe. Po zawodach w Wiśle ekipy wylecą z Monachium do Ruki, potem z Finlandii do Rosji, gdzie konkursy odbędą się w Niżnym Tagile, a następnie do Słowenii na mistrzostwa świata w lotach w Planicy.

"Takie rozwiązanie daje nam większe bezpieczeństwo. Dzięki temu grupa pozostanie razem i będzie miała mniej kontaktu z innymi ludźmi. Każdy pasażer wcześniej będzie musiał przejść test na COVID-19" - podkreślił dyrektor Pucharu Świata Sandro Pertile.

Na razie nie wiadomo, czy skorzystają z niego Polacy przyzwyczajeni do podróżowania samochodami i spędzania czasu między konkursami w swoich domach.

"Na tę chwilę nie zapadły żadne ostateczne decyzje. Być może z czarterów skorzystamy, ale nie ze wszystkich. W tym momencie wszystkie opcje są na stole" - przyznał sekretarz generalny PZN Jan Winkiel.

Dowiedz się więcej na temat: skoki narciarskie | narciarstwo alpejskie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama