Semirunnij wrócił do Polski. Ogłosił, co dalej. Brzmi jak żart
Władimir Semirunnij po powrocie z igrzysk olimpijskich w teorii mógłby pomyśleć o błogim odpoczynku i chwili wytchnienia. Mógłby, ale wcale nie zamierza tego robić. Nasz 23-letni srebrny medalista olimpijski już trenuje bowiem w pocie czoła, spoglądając w stronę kolejnych czekających go wyzwań. - Brzmi trochę jak żart - mówi o jednym z nich, ogłaszając szczegóły dotyczące swoich najbliższych planów.

Władimir Semirunnij po igrzyskach olimpijskich znalazł się na ustach całej Polski. Pochodzący z Rosji reprezentant Polski zgodnie z oczekiwaniami błysnął we Włoszech na dystansie 10 000 m. Jego kapitalny przejazd pozwolił mu wywalczyć srebrny medal. I choć - jak sam przyznał - ten krążek nie spełnia jeszcze jego aspiracji, teraz po powrocie do kraju odbiera za ten laur słuszne gratulacje.
We wtorek nasz wicemistrz olimpijski pojawił się w siedzibie Ministerstwa Sportu i Turystyki, gdzie Jakub Rutnicki przyjął go wraz z dwójką pozostałych medalistów - Kacprem Tomasiakiem i Pawłem Wąskiem. W środę natomiast Władimir Semirunnij zjawił się na czele naszych panczenistów w Arenie Lodowej w Tomaszowie Mazowieckim, gdzie wspólnie przygotowywali się do imprezy czterolecia. - Przede mną mistrzostwa świata, a dziś po południu siłownia - żartował podczas rozmowy z dziennikarzami na lodowisku 23-latek.
Władimir Semirunnij zdradził swoje plany. Znów powalczy o medale
W najbliższym czasie Władimir Semirunnij będzie miał okazję, by powalczyć o kolejne medale do swojej kolekcji. Najpierw na mistrzostwach świata w wielobojach w Heerenveen (5-8 marca), a następnie także na mistrzostwach Polski właśnie w Tomaszowie Mazowieckim (14-15 marca).
O czekających go wyzwaniach nasz srebrny medalista z Półwyspu Apenińskiego opowiedział Polskiej Agencji Prasowej.
- Dalej chcę wygrywać i zawsze chcę być pierwszy. To mnie napędza. Teraz szykuję się do mistrzostw świata. Wystartuję tam w "dużym" wieloboju, czyli na 500, 1500, 5 000 i 10 000 m. To 500 m dla długodystansowców brzmi trochę jak żart, ale wszystko rozstrzygnie się na długich dystansach. Lubię tor w Heerenveen, pobiłem na nim rekord Polski na 10 000 m, wiem jak tam jeździć, więc jestem dobrej myśli - zadeklarował Władimir Semirunnij.
I dodał: - W tej chwili sporo się dzieje, ale ja dzisiaj normalnie trenowałem, bo sezon jeszcze się przecież nie zakończył. Tak samo było w Mediolanie. Po wywalczeniu medalu dalej trenowałem, bo przecież miałem jeszcze starty na 1500 m i w biegu masowym. Po powrocie do Tomaszowa byłem już na długiej jeździe w Arenie Lodowej, chodzę na siłownię. Nie odpuszczam, bo zawsze robię wszystko na sto procent.












