Semirunnij postawił kraj na nogi w środku nocy. Prezes wchodzi do akcji
- Dostałem SMS-a około godziny 1 w nocy, że jest taka akcja. Odpowiedziałem tylko tyle: "działajcie, oby było jak najwięcej" - mówi w rozmowie z Interią Konrad Niedźwiedzki, prezes Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego, odsłaniając kulisy nocnej wizyty Władimira Semirunnija na streamie Łatwoganga. Wicemistrz olimpijski w transmisji na żywo przekazał srebrny medal na rzecz fundacji Cancer Fighters.

Artur Gac, Interia: Wydarzenia ostatnich godzin i dni powodują, że odwracamy gradację tematów. Do objętej przez ciebie funkcji prezesa PZŁS wkrótce wrócimy, a teraz pomówmy o najświeższym geście Władimira Semirunnija. Wicemistrz olimpijski poszedł za głosem serca i wybrał zbiórkę Łatwoganga dla chorych na raka. Jak to przyjąłeś?
Konrad Niedźwiedzki: - Piękny gest i piękna akcja, w której Polacy pokazali, że mogą się zjednoczyć w tak ważnym celu i potrzebnej sprawie. Świetnie, że Władimir znalazł tak odpowiednie miejsce na ten medal. Nie wiemy, gdzie on jeszcze trafi i kto go wylicytuje, ale o 3 w nocy podjechać do chłopaków to kolejna sprawa, która pokazuje jego podejście. To zachowanie jest na miarę właśnie Władka, więc mnie ono nie dziwi. Cieszę się, że mamy takiego zawodnika, który w różnych sytuacjach potrafi się świetnie zachować. Nie tylko doskonale się ściga, ale gdy jest szczytny cel, także potrafi podjąć ważną decyzję. Premierowy medal olimpijski to zawsze ten pierwszy i nigdy nie wiadomo, czy to będzie ten jedyny, a wtedy pewnie fajnie byłoby go mieć w swojej kolekcji... Aczkolwiek życzę mu, żeby ich było wiele. Przede wszystkim jednak tym gestem komuś uratuje życie lub niesamowicie pomoże w trudnej walce.
Do tej pory Władimir miał plan, chciał przekazać medal olimpijski na widok publiczny w Tomaszowie Mazowieckim, a nie wykluczał Muzeum Sportu w Warszawie. W tym sensie jego losem już nie będzie zawiadywał, choć czasem się zdarza, że wylicytowany medal wraca do sportowca-darczyńczy.
- Jeżeli tak by się stało, to mielibyśmy drugi fajny gest. Władimir dalej mógłby tym medalem chwalić się młodzieży i ją inspirować, natomiast znając jego, on w tym kierunku w ogóle nie myślał. Najważniejsze, że podjął kawał wartościowej decyzji. Jak powiedziałeś, losy medalu już nie są w jego rękach, tylko osoby wygranej. Być może wystartuję w tej licytacji, ale patrząc na wpłaty, które tam były, mogę mieć bardzo małą szasnę, żeby go wygrać. Ale cóż, na pewno coś tam podbiję stawkę, choć jeszcze nie wiem, kiedy rozpocznie się licytacja tego medalu.
Czyli mamy deklarację: prezes PZŁS stanie w szranki i podejmie rękawicę?
- Na pewno. Podejrzewam, że będzie to początek rywalizacji, a w grę wejdą wielkie kwoty, niemniej z pewnością dołożę swoją cegiełkę.
Taki gest zawsze pokazuje wielkość człowieka. Nie ukrywajmy, nie ma cenniejszych medali, niż te wywalczone na igrzyskach. Skoro dotąd Władimir jeszcze nigdzie nie zdążył go usytuować, mamy potwierdzenie, że zdecydował się dołączyć do akcji twórcy internetowego, który zdołał postawić na nogi całą Polskę.
- Okazuje się, że nie tylko Polskę, ale i kawałek świata, co widziałem po przykładzie wokalisty Coldplay, który także wsparł zbiórkę. Ponieważ ostatnie dni były dla mnie bardzo napiętym czasem, namiętnie nie śledziłem postępów zbiórki, ale miałem świeże informacje od żony. I za każdym razem pytała: "jak myślisz, ile już tam mają?". Nigdy nie trafiłem, bo hojność wpłacających była większa niż moje najśmielsze wyobrażenia. Wczoraj nawet syn, gdy go usypiałem, zapytał mnie: "tata, ile uzbierali?". To pokazuje, że faktycznie cała Polska żyła tą niesamowitą akcją.
W jakich okolicznościach dowiedziałeś się o geście Władimira? Wiem, że w niektórych sprawach kontaktuje się z tobą i konsultuje. W to cię wtajemniczył, czy obudziłeś się rano i konsternacja?
- Dostałem SMS-a około godziny 1 w nocy, że jest taka akcja. Odpowiedziałem tylko tyle: "działajcie, oby było jak najwięcej".
Twoja odpowiedź stemplowała i zapalała zielone światło?
- To nie była moja decyzja. Bardziej chodziło o to, czy moje zdanie jest tożsame z Władimira. Nie była to prośba o zielone światło, bo Władek jest dorosłym człowiekiem i może o tym decydować. Natomiast byłem poinformowany, że taki ruch będzie. Jak mogłem zareagować? Oczywiście przyklasnąłem i czekałem, ale niestety nie doczekałem do 3 w nocy, nie wiedząc dokładnie, o której wejdzie na transmisję. Rano odtworzyłem sobie z rodzinką i oglądaliśmy, jak to wszystko się odbyło.
Rozmawiał Artur Gac, Interia










