Reklama

Reklama

Saneczkarstwo - Waniczek: Czeka nas trudne zadanie

- Czeka nas trudne zadanie, ale znów chcemy stanąć na podium mistrzostw świata. Nie powiedzieliśmy ostatniego słowa - mówi Damian Waniczek, nasz saneczkarz na torach naturalnych.

Z opóźnieniem przygotowania do nowego sezonu, zresztą jak niemal każdego roku, rozpoczną specjalizujący się w rywalizacji na torach naturalnych saneczkarze Damian Waniczek i Andrzej Laszczak. Zapowiadają jednak, że powalczą o medal mistrzostw świata w Austrii.

- Będziemy mieli mało czasu na przygotowania sprzętu i doszlifowanie formy na lodzie, bowiem po raz kolejny zaczynamy później od rywali przygotowania do sezonu. Czeka nas trudne zadanie, ale znów chcemy stanąć na podium mistrzostw świata. Nie powiedzieliśmy ostatniego słowa - podkreślił 33-letni Waniczek.

Reklama

Od kilkunastu sezonów wraz z 38-letnim Laszczakiem (obaj Jastrząb Szczyrk) odnoszą sukcesy, chociaż na co dzień pracują zawodowo. Waniczek jest zatrudniony jako menedżer w firmie motoryzacyjnej na Wyspach Brytyjskich, zaś jego partner z saneczkowej dwójki jest kamieniarzem i wykonuje m.in. pomniki nagrobne, schody i parapety.

- Trudno na razie powiedzieć, czy wystartujemy w inauguracyjnych zawodach Pucharu Świata, które odbędą się w połowie grudnia w austriackim Hochfuegen. Zaplanowana jest tam widowiskowa rywalizacja parami. Praca zawodowa sprawia, że trudno wziąć na razie nawet dwa-trzy dni urlopu. Dlatego nie ma mowy póki co o treningach na lodzie, zostają zajęcia fizyczne, m.in. na siłowni - dodał młodszy z zawodników.

W przeszłości Waniczek i Laszczak regularnie stawali na podium największych imprez na obiektach naturalnych. W dorobku mają m.in. medale MŚ i ME (brakuje im tylko złota) oraz zwycięstwa w PŚ - pojedyncze i w klasyfikacji generalnej cyklu. W ostatnich latach najczęściej plasowali się jednak poza czołową trójką.

- Organizatorem mistrzostw globu będzie w dniach 15-18 stycznia 2015 roku austriackie St. Sebastian. Kilka lat temu wywalczyliśmy tam z Andrzejem srebro mistrzostw kontynentu, więc mamy dobre wspomnienia. Tor jest szybki i specyficzny, momentami wąski, a zaczyna się od zwrotnych zakrętów. Jest kilka ważnych miejsc, gdzie można zyskać bądź stracić cenne setne sekundy. Pod koniec trasy, na dużej prędkości, wjeżdża się w kombinację zakrętów - przyznał Waniczek.

Prawdopodobnie niewiele zmieni się w światowej czołówce i znów przeciwnikami Polaków w walce o medale będą m.in. Włosi Patrick Pigneter i Florian Clara oraz rosyjskie duety: Paweł Porszniew - Iwan Łazariew i Aleksander Jegorow - Piotr Popow.

- Kariery pokończyli m.in. Włoszka Melanie Schwartz i Niemiec Marcus Grausam, ale oni startowali tylko w jedynkach - powiedział polski saneczkarz.

Z grona "Biało-czerwonych" w tej konkurencji w poprzednich sezonach najlepiej spisywał się Adam Jędrzejko (Beskidy Bielsko-Biała). Rok temu do sezonu przygotowywał się w... Nowej Zelandii, gdzie pracował jednocześnie jako trener miejscowej kadry.

- Niestety, tym razem międzynarodowa federacja nie zdecydowała się wysłać nikogo w roli szkoleniowca do Nowej Zelandii. Słyszałem, że jakaś niemiecka zawodniczka z tzw. sanek turystycznych była tam na wczasach i przy okazji podjęła się pomocy w trenowaniu - poinformował Jędrzejko, syn szkoleniowca kadry - Pawła.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje