Rzucił świat na kolana przy IO. Teraz ujawnia. "Próbowali mnie wykorzystać"
Zimowe igrzyska olimpijskie Milano-Cortina 2026 wykreowały kilku bohaterów. W mediach już przed imprezą było głośno o łyżwiarzu Ilji Malininie, ale opinia publiczna usłyszała o nim szerzej po zachwycającym występie w rywalizacji drużynowej. Nie przełożył jednak tej dyspozycji na zawody solistów. Zajął 8. miejsce. Teraz tłumaczy, z czego mogło to wynikać. Przemawia przez niego żal.

Ilja Malinin zaczął igrzyska olimpijskie z wysokiego "C", zdobył dla Stanów Zjednoczonych złoty medal w rywalizacji drużynowej. Przebił się do głównego nurtu mediów tradycyjnych oraz trendował w tych społecznościowych za sprawą niezwykle efektownego salta w tył. Ten element przez ponad 50 lat był zakazany, nie jest wliczany do wyniku technicznego, ponieważ nie jest uznawany za wymagany. Amerykanin postanowił jednak pokazać ludziom sportowy artyzm, za co dostał globalne docenienie.
Zainteresowanie mediów jego osobą już przed IO było spore, a po zdobyciu mistrzostwa jeszcze znacznie wzrosło. 21-latek nie udźwignął presji w rywalizacji solistów. Po programie krótkim jeszcze prowadził, ale dzień później poległ na tym dowolnym. Aż dwa razy upadł, stało się to w odstępie 36 sekund podczas prób poczwórnego Lutza i podwójnego Salchowa. Ostatecznie zajął 8. miejsce (15. pozycja za sam program dowolny).
Widać było, że jest poruszony, przybity. Takie emocje przekazywały też jego posty w social mediach. "Pozwoliłem, by strach wkroczył w moje życie i zniszczył mnie. Teraz czas się podnieść i spróbować jeszcze raz. Czekają mnie nowe cele i wyzwania. Przyszedłem tu jako jedna osoba, a wyszedłem ze zmienionym nastawieniem. Mimo to przeżyłem niesamowite chwile i mam wspaniałe wspomnienia i nie odszedłem z pustymi rękami. Następnym krokiem jest odkupienie" - pisał.
Ilja Malinin o igrzyskach 2026. Ma pretensje do mediów
Teraz dla "The Minessota Star Tribune" wrócił do lutowych wydarzeń. Ujawnił kulisy, które są dość gorzkie. - Igrzyska zupełnie inne zawody, do których powinienem być lepiej przygotowany. Wszyscy próbowali mnie wykorzystać, żeby zwrócić na siebie uwagę, robiąc ze mnie swoją największą nadzieję na złoto. To było złe - podkreślił. Przeszkadzały mu aktywności medialne.
Musiałem robić rzeczy, na które nie miałem ochoty, było mnóstwo mediów. Naciskano mnie, żebym robił to, co najlepsze dla telewizji. To stwarzało niepotrzebną presję
Nie ocenił zbyt dobrze pracy osób obsługujących produkcję telewizyjnego sygnału na cały świat. - Nawet po tym, co się stało, dalej mnie nagrywali, mimo że mogli pokazać medalistów. Po prostu czekali na moją reakcję. Mówią, że chcą więcej osobowości, ale igrzyska są dla sportowców - powiedział zawodnik z rocznika 2004.
W marcu mógł pocieszyć się trzecim z rzędu mistrzostwem świata z wynikiem 329,40. W programie krótkim w Pradze pobił swój rekord życiowy.














