Rekord Polaka za oceanem. Walczył o złoto, decydowały dziesiąte sekundy
W świetnym stylu dla reprezentacji Polski rozpoczął się Puchar Świata w łyżwiarstwie szybkim. Już pierwszego dnia zmagań w Salt Lake City bohaterem kadry został Damian Żurek. 26-latek pobił rekord kraju na dystansie 1000 metrów, obejmując zarazem prowadzenie w klasyfikacji zawodów. Później przyszła informacja o pewnym medalu, była szansa nawet na zwycięstwo. Złota chciał też jednak przedstawiciel gospodarzy, Jordan Stolz. Decydowały dziesiąte części sekundy.

Kto jak kto, ale Damian Żurek uwielbia rywalizować za oceanem. Jego jedyny pochodzący z mistrzostw świata został wywalczony w Calgary. W 2024 roku lepsi od niego na 500 metrów okazali się jedynie Jordan Stolz oraz Laurent Dubreuil. Pierwszy z wymienionych panów w Salt Lake City znów toczył dziś z nim zacięty pojedynek. Tym razem na dwa razy dłuższym dystansie. To, że może być dobrze pokazał już zakończony kilka tygodni temu krajowy czempionat. Gwiazdy naszej kadry błysnęły wtedy formą, wobec czego kibice liczyli na dobre wyniki na inaugurację elitarnych zimowych zmagań.
I już pierwszego dnia dużo radości dał im wspomniany Damian Żurek. Spotkał się on w bratobójczym pojedynku z Markiem Kanią. 26-latek reprezentacyjnemu koledze nie dał absolutnie żadnych szans, wykręcając rekordowy na skalę krajową czas 1:06.02. Tak dobrego rezultatu nie uzyskał wcześniej żaden Polak. Następnie zaczęło się nerwowe wyczekiwanie, bo taki wynik dał mu zasłużony fotel lidera. W kolejnych wyścigach nie doszło do przewrotu w klasyfikacji, aż przyszła kolej na Jordana Stolza. Amerykanin, podwójnie zmotywowany przed własną publicznością, okazał się niegościnny i o prawie cztery dziesiąte sekundy prześcignął tomaszowianina (1:05.66).
Damian Żurek ze srebrem Pucharu Świata. Wymarzony początek Polaka
Srebrny medal na start sezonu i tak jest ogromnym powodem do dumy. "Jestem bardzo zaskoczony tym czasem, nie dowierzam, że było tak szybko. Z trenerem ustalaliśmy, że wynik 1:06.80 czy 1:07.00 to będzie bardzo dobry bieg, a okazało się, że poza rekordem Polski prawie złamałem granicę 1:06.00. Praca, jaką wykonywałem nie tylko przez ostatni sezon, ale przez całe swoje życie, oddaje w sezonie olimpijskim i zaczynam go w dobrej formie" - przyznał główny bohater w informacji prasowej PZŁS.
Co można było dziś zrobić lepiej? Może gdyby Marek pomógł mi na prostej krzyżówkowej, to mógłbym zejść poniżej 1:06.00, ale i tak jestem przeszczęśliwy. W najśmielszych snach nie sądziłem, że będzie aż tak dobrze
To nie koniec rywalizacji w Stanach Zjednoczonych. Kolejne medalowe szanse w sobotę.













