Reklama

Reklama

PŚ w łyżwiarstwie szybkim. Michalski: Póki co jest dobrze

- Dwie-trzy setne sekundy to mniej więcej połowa dłoni. Tyle zabrakło mi do podium w Heerenven - powiedział PAP panczenista Piotr Michalski, który w sobotę zajął czwarte miejsce w Pucharze Świata na 500 m.

W swoim najlepszym - jeśli chodzi o lokatę - występie w historii pucharowych startów Michalski uzyskał czas 34,68. Zwyciężył Holender Daidai Ntab 34,55, drugi był Kanadyjczyk Laurent Dubreuil 34,65, trzeci Rosjanin Rusłan Muraszow 34,66.

Reklama

- Obrazowo powiem, że dwie-trzy setne sekundy to odległość mniej więcej od czubka płozy do początku buta, czyli połowa dłoni. Ale właśnie taki jest urok sprintu i dlatego tak bardzo lubię ściganie na 500 m. Szybkość i precyzja mają największe znaczenie, a mnie bardzo nakręca taka walka o szczegóły. Coś jak w Formule 1, którą uwielbiam - stwierdził łyżwiarz AZS AWF Katowice.

Zanim Michalski rozpoczął sobotnią rywalizację na torze Thialf w Heerenveen, jego życiowa partnerka Natalia Maliszewska została w Gdańsku wicemistrzynią Europy na tym samym dystansie, ale w short tracku.



- Udało mi się zobaczyć bieg Natalii. Akurat skończyłem rozgrzewkę i zaczynałem się ubierać w strój. Także w dobrym humorze wychodziłem do swojego biegu. Motywacji mi nie brakowało, ale rzeczywiście z takimi pozytywnymi emocjami dużo lepiej rozpoczyna się własne zawody - podkreślił panczenista pochodzący z Sanoka.

26-letni Michalski i 30-letni Artur Nogal to dziś liderzy sprinterskiej reprezentacji. Od kilku lat pracują pod okiem Fina Tuomasa Nieminena, a niedawno do sztabu dołączył Artur Waś. To ostatni z polskich sprinterów, który - kilka lat temu - wygrywały Puchary Świata na 500 m.

- Wracając do pierwszego, sobotniego biegu był bardzo poprawny. Czułem się mocny i wystarczyło nie popełniać błędów. Nie spodziewałem się tak dobrego wyniku, więc nawet miejsce tuż za podium nie popsuło mi humoru. Trener Nieminen też zapewne był miło zaskoczony. A co do Artura, zawsze mogę liczyć na jego cenne uwagi. Jest najbardziej doświadczonym sprinterem i był wiele razy w miejscu, w którym ja znalazłem się po raz pierwszy, więc słucham uważnie co ma do przekazania - zaznaczył Michalski.

Opowiadając o swych relacjach z Wasiem, który zaczyna pracę w roli trenera łyżwiarstwa szybkiego, Michalski nie ukrywał, że zawsze z zachwytem patrzył na jego jazdę.

- Pamiętam emocje, jakie nam dostarczył stając wiele razy na podium. Artur był i jest dla mnie wzorem sprintera i kompletnego sportowca. Bo nie tylko jest silny i szybki, ale ma też bezcenną wiedzę i swojego rodzaju zmysł i intuicję - dodał.

Z uwagi na pandemię COVID-19, sezon łyżwiarski rozpoczął się z dużym opóźnieniem. W holenderskim Heerenveen biało-czerwoni startowali już w wielobojowych mistrzostwach Europy i pierwszej z dwóch edycji PŚ (następna od piątku do niedzieli), zaś w lutym odbędą się tam mistrzostwa świata na dystansach.

- Mistrzostwa Europy były dobrym otwarciem sezonu. Biegi nie były może idealne, ale siódme miejsce uważam za sukces. Jeśli chodzi o życie w bańce - nie jest takie złe. Co prawda wiele tygodni w jednym miejscu nie jest bardzo atrakcyjne, ale możemy na przykład wychodzić na spacer i na rower. Zabronione są zaś kontakty z ludźmi spoza bańki. Za nami dwa tygodnie, a przed nami jeszcze trzy, także nie wiem czy nie zmienię zdania pod koniec wyjazdu... Ale póki co jest dobrze - zakończył Michalski.

Autor: Radosław Gielo

giel/ co/

Dowiedz się więcej na temat: łyżwiarstwo szybkie | Piotr Michalski | Heerenveen

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje