Reklama

Reklama

Poznaj 10 najbardziej stromych tras narciarskich w Polsce

Tak rzetelnego kompendium, prezentującego zestawienie najbardziej stromych tras narciarskich w Polsce, nie znajdziecie nigdzie indziej. Dlaczego?

Odpowiedź jest prosta: prezentowana lista powstała w oparciu o wiedzę prawdziwego fachowca. Mowa o Krzysztofie Horeckim, który zawodowo zajmuje się homologacją tras narciarskich w Polsce, zarówno zjazdowych, jak i biegowych. Jest członkiem Komisji FIS (Międzynarodowa Federacja Narciarska) z ramienia Polskiego Związku Narciarskiego. Jest również autorem  prezentowanych poniżej wyliczeń (w postaci stopnia pochylenia tras).

Na wstępie warto zaznaczyć, że nazywanie tras narciarskich o największym stopniu nachylenia mianem "najbardziej niebezpiecznych" (czyli stawianie znaku równości) jest zbyt dużym uproszczeniem.

Reklama

- Nie do końca jest tak, że trasa czarna, czyli bardzo trudna, jest akurat najbardziej niebezpieczna. Na przykład na Harendzie zdarza się znacznie mniej wypadków, niż w Białce Tatrzańskiej, gdzie trasy są łatwe, ale przez to bardzo tłoczne, bo jeździ tam ogromna liczba narciarzy. To powoduje, że w Białce łatwiej o wypadek, niż na stoku trudnym, gdzie początkująca lub słabo jeżdżąca osoba nawet nie odważy się wyjechać. Niebezpieczne dla narciarzy są również trasy średnio trudne, ale źle oznakowane i słabo zorganizowane, czyli takie, na których krzyżuje się kilka kierunków jazdy. Wówczas dochodzi do zderzeń - wyjaśnia Krzysztof Horecki.

Pierwsza trójka najbardziej stromych tras, jak akcentuje nasz ekspert, jest dość równorzędna względem siebie. 


Oto lista budzących największy respekt stoków, z przewagą tych homologowanych (posiadają certyfikat, który umożliwia rozgrywanie zawodów ogólnopolskich oraz międzynarodowych), z wartościami wyrażonymi w procentach:

1. Kasprowy Wierch - Trasa Gąsienicowa (pierwszy górny odcinek do Kotła): średni stopień nachylenia 36 procent, maksymalny 50 procent.

2. Kasprowy Wierch - Trasa Goryczkowa: średnio 36 proc., max 60 proc.

3. Zakopane - Harenda: średnio 36 proc., max 48 proc.

4. Krynica - Trasa 5 na Jaworzynie: średnio 36 proc., max 44 proc.

5. Ustroń - Czantoria: średnio 33 proc., max 42 proc.

6. Szczyrk - trasa FIS na Skrzycznem: średnio 28-32 proc. (homologacja dla szybkich konkurencji i slalomu giganta), max 50 proc.

7. Myślenice - Chełm - dwie trasy, jedna bardziej gigantowa, a druga bardziej slalomowa: średnio 32 proc., max 45 proc.

8. Koninki - Tobołów: średnio 32-33 proc., max 45 proc.

9. Jurgów: niehomologowana trasa czarna: średnio 31 proc., max 50 proc.; homologowana trasa czerwona: średnio 27 proc., max 40 proc.

10. Ustrzyki Dolne - Laworta: średnio 29 proc., max 50 proc.

Jeżeli zestawienie "Top 10" niektórym nie wystarcza, dodatkowo prezentujemy mniej znanych pięć tras:

11. Przyłęków (koło Żywca):  średnio 30 proc., max 48 proc.

12. Zawoja - Mosorny Groń: średnio 28 proc., max 39 proc.

13. Pilsko na Hali Miziowej: średnio 27 proc., max 46 proc.

14. Rytro: średnio 27 proc., max 38 proc.

15. Wisła - Stożek: średnio ok. 30 proc., max ok. 40 proc.

Z wymienionych powyżej tras mogą korzystać wszyscy, ale nie da się ukryć, że cechują się wysokim stopniem trudności, jak przystało na trasy oznaczone kolorem czarnym. Właśnie dlatego powinni z nich korzystać doświadczeni narciarze ( wszystkie stoki o stopniu nachylenia ponad 30 procent, winny być uczęszczane przez bardzo dobrze jeżdżących narciarzy lub nawet wyczynowców). Należy pamiętać, że na  nierozwagę nie wolno sobie pozwolić w żadnym miejscu. Nawet na płaskiej nartostradzie, gdzie przez brawurę można wyrządzić krzywdę komuś innemu.

Największa trudność podczas szusowania po najbardziej stromych stokach wcale nie tkwi w rozwijaniu dużych prędkości.

- Poprzez fakt stromizny trasy łatwo się degradują, czyli robią się na nich "muldy". Trudno je utrzymać, a uprawa sztucznego śniegu na stromym stoku często kończy się tym, że trasa staje się zlodowaciała. Takie warunki, a więc lód plus "muldy", są po prostu bardzo trudne nawet dla najlepszych narciarzy, a co dopiero dla tych słabo jeżdżących - podkreśla specjalista FIS.

Mało uczęszczane są stacje narciarskie w Koninkach i Ustrzykach Dolnych. Powody są prozaiczne:  dotyczą gorszego dojazdu z racji odległości i standardu bazy noclegowej.

Dużego obłożenia nie ma także w Myślenicach. Niewątpliwe atuty, w postaci bliskości Krakowa i bardzo dobrego dojazdu, przegrywają ze stopniem trudności stoku Chełm. Na niedostatek tzw. podaży narciarzy z tego samego powodu cierpi też Harenda, a trasa nr 5 w Krynicy prawie w ogóle nie cieszy się zainteresowaniem. Narciarze wybierają wokół inne, dużo łatwiejsze trasy, na których skupia się cały ruch turystyczny. A "piątka"? Na niej odbywają się praktycznie tylko treningi, ewentualnie zawody. Tam nigdy nie ma tłoku!

 - Niektórzy igrają z losem, inni nie, ale nawet dobry narciarz na takim stoku zjedzie parę razy i ma dość. Woli sobie pojeździć tam, gdzie ma więcej przyjemności, a mniej sił traci na utrzymaniu się na stoku - wyjaśnia Horecki.

Wielu narciarzy za punkt honoru stawia sobie zjazd ze "świętej góry", czyli Kasprowego. Z Tras Gąsienicowej i Goryczkowej jakoś "zwożą" się nawet średniej klasy narciarze, ale to dla nich męka. Sytuację jeszcze bardziej komplikują niedogodne warunki pogodowe, czyli duże zachmurzenie, mgła, wiatr lub zawieja śnieżna. Wtedy ubywa chętnych, czyli kurczy się grono odważnych.

Dlatego na koniec należy raz jeszcze powtórzyć, że wszystkie wyszczególnione w tekście trasy są dedykowane narciarzom o zaawansowanym stopniu umiejętności.

Artur Gac

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje