Polskie imię i nazwisko. Władimir Semirunnij ogłasza nową pisownię. Przysłał SMS-a
O trwającym zgrupowaniu w Livigno, zmianie pisowni imienia i nazwiska, zaniechanym zakupie nieruchomości, po tajemniczy finał licytacji medalu olimpijskiego i rozliczeniu zaległości przez PKOl. Władimir Semirunnij, jeden z dwóch największych bohaterów polskiej reprezentacji na zimowych igrzyskach, odpowiada Interii na szereg pytań. A jego mentalność zwycięzcy każe wierzyć, że naturalizowany łyżwiarz ani myśli zadowalać się ostatnim sukcesem, już wypatrując złota na kolejnej imprezie czterolecia.

Artur Gac, Interia: Jesteś aktualnie na obozie przygotowawczym?
Władimir Semirunnij: - Tak jest. Przebywamy w Livigno od niedzieli 7 czerwca. Ogólnie jest fajnie, pierwszy raz jestem aż tak wysoko w górach, mieszkamy na 2200 m n.p.m., czasem zjeżdżamy na 1800 m n.p.m. Czuć wysokość.
Czuć, bo jest ciężko, ale to później przynosi wymierny efekt.
- Zapewne tak, ale można powiedzieć, że jest naprawdę bardzo ciężko. Mam taki oddech, że choć w hotelu mieszkam tylko na drugim piętrze, to i tak jeżdżę windą. Gdyby przyszło wchodzić cały czas, pewnie dodatkowo bym to odczuł.
Stacjonujecie całą kadrą główną?
- Owszem, przyjechaliśmy pełną drużyną. Sprinterzy zostali chyba w Tomaszowie Lubelskim, a my przybyliśmy do Włoch.
To pierwsze, tak mocne na starcie sezonu zgrupowanie?
- To już drugie mocniejsze, pierwsze było w Zakopanem i Jakuszycach. W dodatku mamy teraz tak, że zgrupowania są długie, po trzy tygodnie. Mocno trenujemy, naprawdę.
Widzę co jakiś czas, jak wrzucasz filmiki na tym rowerowym bolidzie, który otrzymałeś od Czesława Langa. Wymaga pierwszego serwisu?
- Myślę, że tak, zaraz trzeba będzie wymienić łańcuch czy coś innego i wkrótce będę to ogarniał. Myślę, że już wykręciłem z 4 tysiące kilometrów. Jeżdżę, jeżdżę cały czas (uśmiech).
Masz pod siodełkiem sprzęt z półki największych gwiazd światowego kolarstwa.
- Mogę powiedzieć, że wcześniej też nie miałem słabego roweru, ale ten obecny jest najlepszy. Naprawdę gdy szybko na nim jadę, powyżej 40 km/h, to czuć, że taki rower już ci pomaga, świetnie pracuje. Pod górki także, jak również przy zjazdach, jest to prawdziwy rower aerodynamiczny. Jeżdżę na nim z wielką przyjemnością nawet po 5-7 godzin.
5-7 godzin dziennie?
- Jeśli mamy długi trening, to tak. Dzisiaj, jak rozmawiamy, to akurat rowerem jeździłem 3 godziny ze wstawkami z FTP (Functional Threshold Power, ćwiczenia mające na celu zwiększenie maksymalnej mocy, jaką można utrzymać przez około 40-60 minut jazdy - przyp.). Tak jak dziś, to w sumie wyjdzie z 5-6 godzin, bo po południu robimy imitację na deskach. Generalnie w tygodniu średnio wychodzi mi około 20 godzin na rowerze.
Odczuwasz już duży głód startowy, brakuje ci ścigania na prawdziwym lodzie i wyczekujesz sezonu, czy może jeszcze się cieszysz się, że jesteś w tej fazie przygotowań?
- Powiem szczerze, że ja bardzo lubię sam okres przygotowawczy, ten czas bez lodu. Robimy dużo siłowni, jest wiele godzin na rowerze, co bardzo mi się podoba. Akurat teraz odbywają się jedne z najcięższych treningów, ale fajnie, bo mam z tego przyjemność.
Niedługo po igrzyskach planowaliście się zająć formalnościami z oficjalnym spolszczeniem pisowni twojego imienia i nazwiska. Już wiem, że temat nie stał się specjalnie priorytetowy.
- To na razie leży z boku, bo teraz mam ten intensywny czas obozów, pierwszy trzy tygodnie, teraz kolejny. Do tego dochodzi dużo obowiązków medialnych. Poza tym Konrad Niedźwiedzki został nowym prezesem związku i on także nie ma obecnie za dużo czasu. Na pewno zrobię to, tak jak zapowiadałem, ale potrzebuję nieco więcej czasu, aby u nas obu pojawił się trochę luźniejszy okres. Bo ogarniemy ten temat razem.
A jest to kwestia, która już teraz w czymś wydatnie by ci pomogła?
- Bardziej chodzi o to, żeby ludziom w Polsce przyszło łatwiej wymawiać oraz zapisywać moje imię i nazwisko. Wszyscy mi tutaj mówią Władek, więc tak już zostanie, a dla swoich bliskich i rodziców w Rosji zostanę Władimirem. Sądzę, że jak to wszystko będzie gotowe, to może już w ogóle nie będę się spotykał z pytaniami, jak dobrze zaprezentować moje imię i nazwisko.
Dobrze, to doprecyzujmy, bo dotąd ustaliłem jak ma wyglądać nazwisko, czyli po zmianach Semirunny. A w całości? Może napisz SMS-a, byśmy uniknęli literówki.
- Oczywiście, już wysyłam... Władymir Semirunny.
Głośno było o przekazanym przez ciebie medalu na licytację na rzecz fundacji Cancer Fighters, gdy w środku nocy pojechałeś do kawalerki Łatwoganga. Licytacja dobiegła końca, ale czy fizycznie już wręczyłeś zwycięzcy licytacji swój skarb?
- Nie wiem, czy mogę to już oficjalnie powiedzieć… Chyba jeszcze nie, bo jest to element większej całości, ale lada moment szczegóły ujrzą światło dzienne.
I tak jak wtedy, w szczytnym celu, zdecydowałeś się zgolić na łyso, tak teraz na odrastające włosy zaszalałeś z kolorem.
- Tak, chciałem spróbować. Przyjechałem tutaj na trzy tygodnie, gdzie nikt mnie nie zna, więc można poeksperymentować. Śmiesznie, bo dzieci cały czas się za mną obracają i słyszę, jak później podchodzą do swoich rodziców i mówią, że chcą mieć takie same włosy (uśmiech). Zrobiłem to też po to, by podnieść humor w grupie. Zresztą wydaje mi się, że zaraz znowu się zgolę.
Niebieski kolor w jasne ciapki. Coś to znaczy?
- Ogólnie chmurki (śmiech). Może trochę wyszło za niebiesko, ale mnie się podoba.
Grupa ma też z kogo pożartować.
- Trochę tak to rzeczywiście wygląda.
Przymierzałeś się też wstępnie do zakupu mieszkania. A jak tutaj ewoluowało twoje podejście?
- Powiem ci szczerze, że pomyślałem sobie, iż teraz może to być pozbawione sensu. Jestem młody, cały czas trenuję, przebywam na obozach, zaraz dojdą zawody. Podoba mi się taki styl życia, że wyjeżdżam w różne miejsca, więc na razie chciałbym skupić się po prostu na tym, by zostać dobrym sportowcem, a nie brać sobie na głowę inne tematy. Chcę się skoncentrować na swojej karierze, a taki ruch na pewno odciągałby moją uwagę. Ale, wiesz co, jestem zaskoczony.
Czym?
- Myślałem, że od razu zapytasz mnie o pieniądze po "zondzie" (śmiech).
Powiedzmy, że zostawiłem sobie na deser. A jest to temat, który w ostatnim czasie powracał jak bumerang.
- Więc mogę powiedzieć, że już mam pieniądze na koncie, Polski Komitet Olimpijski wypłacił obiecane nagrody. Naprawdę też dziękuję, bo widziałem trochę złych komentarzy, że trwało to cztery miesiące. Jednak fajnie, że taki jest finał. Tak jak ja obiecałem, że zdobędę medal, tak samo ostatecznie PKOl i Radosław Piesiewicz dotrzymali słowa. Dziękuję im, bo jestem już w posiadaniu wszystkich nagród.
"Wylewano pomyje, tyle nieszczęść i cierpienia". Doktor o Chwalińskiej
Z tego, co mówisz, widzę po twojej stronie dużą wyrozumiałość. Inni sportowcy już tracili cierpliwość i zaczynali wątpić, czy obietnice znajdą pokrycie.
- Nie mogę powiedzieć, że mnie to też nie martwiło, ale po prostu bardzo skupiłem się na treningach i już kolejnym sezonie. Po spotkaniu w PKOl podszedłem z pewnym zrozumieniem, wszystkiego o czym rozmawialiśmy nie mogę powtórzyć, ale miałem na uwadze, że znaleźli się w trudnej sytuacji. Powiedzieli, że nas nie zostawią i spróbują znaleźć rozwiązanie, a ja w sumie nie miałem innego wyjścia, jak zaufać tym zapewnieniom. Dziękuję za to, że wszystko jest załatwione. Super, że temat z wynagrodzeniem za igrzyska jest już zakończony, a ja teraz myślę już tylko o złotym medalu na kolejnych.
Rozmawiał Artur Gac, Interia
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl







![Liga Narodów siatkarek: Zobacz najlepsze wymiany i obrony dnia [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N1D9NLGH3XFFS-C401.webp)



![Turczynki lepsze od Japonek w Lidze Narodów. Zwycięstwo 3:1 w Osace [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N1D8E1280BL2G-C401.webp)