Polski związek zatrudnił trenera z innej dyscypliny. Zawodnicy są skołowani
Trzeba przyznać, że Polski Związek Sportów Saneczkowych przekracza kolejne granice śmieszności. Zarząd zdecydował bowiem, że nowym trenerem kadry seniorskiej zostanie Dawid Kupczyk. To świetny fachowiec, który pięciokrotnie reprezentował nasz kraj w zimowych igrzyskach olimpijskich, ale w... bobslejach. To trochę tak, jakby na selekcjonera piłkarskiej kadry mianować Nikolę Grbicia, albo na trenera kadry skoczków narciarskich specjalistę od skoku w dal. - Wygląda na to, że trenera kadry będziemy uczyć saneczkarstwa, a to chyba nie o to chodzi - powiedział Wojciech Chmielewski z naszej dwójki saneczkowej.

Zdzisław Ingielewicz, który do niedawna zarządzał Polskim Związkiem Sportów Saneczkowych (PZSSan), po zimowych igrzyskach olimpijskich wysłał do członków zarządu pismo z apelem o rozwiązanie seniorskiej kadry. I to mimo najlepszego wyniku od dawna. Sportowcy jednak jasno wypowiedzieli się, co myślą o prezesie.
Ingielewicz przestał pełnić funkcję prezesa, ale jednak jego ludzie, którzy zostali w związku, skutecznie chcą zniechęcić saneczkarzy do tego, by ci zostali w tym sporcie i tym samym sprawa kadry seniorskiej sama się rozwiąże.
Szokujące słowa prezesa związku. Wiadomo, co z jego absurdalną propozycją
Bobsleista Dawid Kupczyk nowym trenerem... kadry saneczkarzy
PZSSan jakiś czas temu rozpisał konkurs na trenera kadry seniorów. Nie wziął w nim udziału Marek Skowroński, bo formalnie nie został on zwolniony z tej funkcji, więc jak miałby brać udział w konkursie, skoro nadal był trenerem.
Do konkursu zgłosił się Maciej Kurowski, którego już dawno trener Skowroński chciał na swojego asystenta. To były olimpijczyk, który ostatni pracował w reprezentacji Korei Południowej. Kurowski jasno mówił przed ogłoszeniem wyników konkursu, że chciałby nadal pracować ze Skowrońskim, gdyby został wybrany na trenera kadry. Ten wypowiedzenie otrzymał dokładnie w dniu wyborów w PZSSan, a zatem już po tym, jak minął termin zgłaszania kandydatów na trenera kadry.
Drugim obok Kurowskiego trenerem, który przystąpił do konkursu, był Dawid Kupczyk. Fantastyczny sportowiec i trener z olbrzymią wiedzą, ale w... bobslejach. A to dwie zupełnie inne dyscypliny. Już wtedy mogła się zapalić lampka, skoro nasz pięciokrotny olimpijczyk postanowił ubiegać się o to stanowisko. Od kilku sezonów z kadrą juniorów pracuje w roli trenera przygotowania motorycznego jego ojciec Andrzej Kupczyk. On - znakomity przed laty lekkoatleta i trener w NHL - pracował razem z Dariuszem Ziarno, który prowadził juniorską kadrę.
Odbyło się wiele rozmów, ale zarząd zwlekał z ogłoszeniem wyników konkursu. Być może dlatego, że Kurowski miał też oferty z innych krajów. Wielce prawdopodobne, że działacze czekali na to, aż po prostu sam się wycofa. I tak zrobił.
Proces kwalifikacyjny przeciągał się z tygodnie na tydzień. Początkowo rozmawiałem z panem Januszem Taterą, sekretarzem generalnym PZSSan, który mówił, że mam być zatrudniony od czerwca. Potem okazało się, że od lipca, a przed ostatnią rozmową w dniu 21 czerwca zadzwonił do mnie pan Tatera z informacją, że nowy trener kadry będzie pracował od 1 września. Z tego powodu zrezygnowałem, bo przyjąłem ofertę z innego kraju
Zamiast pracować w Polsce, będzie teraz odpowiedzialny za wyniki jednego z najmocniejszych krajów na świecie i to w roli trenera głównego.
A Biało-Czerwonych poprowadzi Kupczyk, który przez ostatnie dwa lata był trenerem kadry w bobslejach, a wcześniej prowadził czeską reprezentację. Od niedzieli, 6 lipca, pismo z taką informacją krąży w mediach społecznościowych, bo PZZSan, choć wyboru dokonał 1 lipca, nie miał czasu na podanie takiej informacji.
- Zaproponowano mi pracę w roli asystenta trenera Kupczyka. Tyle że to on mógłby być moim asystentem. Odmówiłem. Sam nie kandydowałbym na trenera głównego kadry bobslejowej, bo się po prostu na tym nie znam - przyznał Kurowski.
Od pana Tatery otrzymaliśmy potwierdzenie tej decyzji dotyczącej wybory nowego trenera kadry saneczkarzy. Kiedy jednak Interia Sport poprosiła o komentarz, usłyszeliśmy: - Nie mam czasu. Wszystko będzie opublikowane oficjalnie.
Kadrowicze są skołowani. "Randomowy trener", "Będziemy uczyć go saneczkarstwa"
Czas za to mieli kadrowicze. Nikt z nich nie ma pretensji do Kupczyka. Wszyscy wyrażają się o nim w samych superlatywach, ale mało kto chce z nim pracować.
- Nie wiem, czy mam się śmiać, czy płakać. Lubię Dawida, ale jednak on zawodowo zajmuje się bobslejami, a my jeździmy na sankach. Nie wiedzę szansy, żeby to połączyć. Dzwoniłem do niego i pytałem o pewne rzeczy, ale nie był w stanie mi odpowiedzieć, bo nie ma o nich pojęcia. Kompletnie teraz wszystko pochrzaniło się w zarządzie. Są tam ludzie, którzy nie mają o tym pojęcia. Jeśli nic się nie zmieni, to na 99 procent nie zostanę w sankach - mówił Mateusz Sochowicz, który bardzo zaangażował się we współpracę z Zachodniopomorskim Uniwersytecie Technicznym odnośnie metali do sanek.
To miało przyspieszyć polski sprzęt. Odbył nawet kilka spotkań w ministerstwie, które wstępnie dało zielone światło na ten projekt. Potrzebna była tylko oficjalna ścieżka.
- I związkowi nawet tego nie udało się zrobić - przyznał nasz saneczkarz.
W tym sezonie chce jeszcze startować Wojciech Chmielewski. Nasz były młodzieżowy mistrz świata w dwójkach, który ma też na koncie miejsce na podium w Pucharze Świata, nie rozmawiał jednak jeszcze z nowym trenerem.
Najgorsze jest dla nas to, że związek saneczkarski zatrudnił trenera od bobslei. W tym sporcie używają młotka, a my skalpela - tak obrazowo określiłbym różnicę. To są w ogóle dwie różne dyscypliny. Jeździmy wprawdzie na tych samych torach, ale w zupełnie inny sposób. Nowy trener nie będzie miał pojęcia, jak nas prowadzić. To raczej my będziemy uczyć go saneczkarstwa, a nie o to przecież chodzi, bo chcemy się rozwijać. W związku osiągnęli swój cel, bo czekali tak długo, żeby Maciek Kurowski sam zrezygnował z konkursu. To, co się dzieje, to jest jakiś głupi żart. Zatrudniony został trener bez kompetencji
Wielkie pretensje do działaczy PZSSan ma Nikola Domowicz. Ona wraz z Dominiką Piwkowską zajęły szóste miejsce w rywalizacji dwójek kobiecych w zimowych igrzyskach olimpijskich. To był wynik nienotowany od lat w polskim saneczkarstwie. Po starcie obie nasze zawodniczki mocno "przejechały się" po działaniach związku. Teraz czuje się oszukana, bo najpierw poproszono ją o podpisanie zobowiązania, że będzie startowała przez cztery najbliższe lata, a potem ogłoszono, że trenerem kadry będzie... bobsleista.
To przykre, że nikt ze związku nie poinformował zawodników o wyborze nowego trenera kadry. Dowiedzieliśmy się o tym przypadkowo. Lubię Dawida, ale nie wyobrażam sobie, żeby był moim trenerem, bo - moim zdaniem - nie nadaje się on do saneczkarstwa. Został wybrany, a nie było z jego strony żadnego kontaktu. Normalnie o tej porze mieliśmy już rozpisane wszystkie wyjazdy. W tym sezonie i tak musimy startować ze względu na stypendium, jakie mamy za igrzyska. Jeśli jednak nie będziemy się dogadywać, to może być koniec mojej kariery. Być może wystąpię w najbliższym sezonie tylko w mistrzostwach świata, żeby nikt się nie czepiał
- Myślałam, że po tym, co się wydarzyło na igrzyskach, to w końcu pójdziemy do przodu, bo stać nas na dobre wyniki. To zamiast tego dali nam trenera, którego zawodnicy będą uczyć jazdy na sankach. Triumfowało kolesiostwo. Czuję się oszukana razem z Dominiką i chyba napisze pismo do ministerstwa. Ono wydaje na nas publiczne środki i oczekuje od nas wyników. Jak je mamy teraz osiągnąć, skoro nowy trener nie zna się na robieniu sprzętu. Nie mówiąc o jeździe na sankach. Prezes kazał nam podjąć decyzję, czy podejmujemy się startów przez kolejne cztery lata. Razem z Dominiką podjęłyśmy decyzję, że chcemy powalczyć o medale, a nagle dowiedziałyśmy się, że mamy randoma, a nie trenera - dodała.
Wielki żal do działaczy ma Marek Skowroński, który przez 24 lata był trenerem kadry saneczkarzy. Ci wielokrotnie mówili, że bez tego szkoleniowca polskie sanki już dawno byłyby w czarnej dziurze, ale odchodzący prezes Ingielewicz poczuł się tym urażony, o czym zresztą wspomniał w "Testamencie prezesa".
- Na pożegnanie dostałem na walnym zgromadzeniu wypowiedzenie z pracy. Nikt o tym wcześniej ze mną nie rozmawiał. Nie startowałem w konkursie, bo cały czas byłem trenerem kadry. Jak zatem mogłem wystartować w konkursie na zajmowane stanowisko bez wcześniejszego wypowiedzenia? Dostałem je w końcu po tym, jak minął termin zgłoszeń do konkursu. Czy przypadkiem wypowiedzenie nie powinno zostać podjęte uchwałą zarządu, a takiej uchwały, z tego co wiem, nie było? Teraz widać, że do koncepcji, jaką obrali w związku, nie pasował im nawet Maciej Kurowski - przyznał trener Skowroński, który jest ikoną polskiego saneczkarstwa.
Kadrowicze liczą na to, że sprawą powołania nowego trenera reprezentacji zajmie się ministerstwo sportu i turystyki, bo jednak nowy szkoleniowiec będzie finansowany z publicznych środków, a sportowcy będą rozliczani z wyników. Pod takim przywództwem nie wyobrażają sobie jednak, że mogą osiągać dobre rezultaty.
***
Interia Sport próbowała porozmawiać z nowym trenerem kadry saneczkarzy, który ma swoją funkcję pełnić od 1 września, ale bezskutecznie.












![Liga Narodów siatkarek: Zobacz najlepsze wymiany i obrony dnia [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N1D9NLGH3XFFS-C401.webp)



![Turczynki lepsze od Japonek w Lidze Narodów. Zwycięstwo 3:1 w Osace [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N1D8E1280BL2G-C401.webp)