Polska mistrzyni świata uratowała ludzi spod lawiny "Wykopałam dwie osoby"
Zuzanna Witych, urodzona w Łodzi narciarka, osiągnęła historyczny sukces, zostając pierwszą na świecie mistrzynią świata we freeride. Jej droga do sportowego szczytu była nietypowa - z narciarstwem zawodowym zetknęła się dopiero jako nastolatka, a doświadczenie sportowe zdobywała głównie dzięki własnej determinacji. Choć freeride jest widowiskową dyscypliną, dużą rolę odgrywa w niej teren naturalny, a rywalizacja może wiązać się z ryzykiem wystąpienia lawin - Niestety zdarzyło mi się kiedyś uczestniczyć w akcji ratunkowej - opowiedziała w rozmowie z Interią Sport.

Freeride to zimowa dyscyplina sportowa polegająca na jeździe na nartach poza wyznaczonymi trasami, w naturalnym i nieprzygotowanym terenie. Coraz częściej pojawiają się w niej również elementy freestyle'u, takie jak skoki, akrobacje czy efektowne ewolucje w powietrzu, które nadają przejazdom bardziej widowiskowy charakter.
Historycznym momentem dla tej dyscypliny były rozegrane na początku lutego pierwsze w historii mistrzostwa świata pod egidą FIS. W rywalizacji kobiet triumfowała Zuzanna Witych, która jako pierwsza zawodniczka na świecie sięgnęła po ten tytuł.
Polska narciarka uratowała ludzi spod lawiny "Wykopałam dwie osoby"
Natalia Kapustka, Interia Sport: Kalendarz startów ma pani teraz dość napięty. Dopiero co wróciła pani z Gruzji - jak przebiegały tam zawody?
Zuzanna Witych, mistrzyni świata w narciarstwie freeride'owym: Niestety zawody w Gruzji zostały odwołane. Występowało bardzo duże zagrożenie lawinowe, sytuacja była specyficzna. Organizatorzy, ze względu na bezpieczeństwo zawodników oraz wszystkich osób zaangażowanych w wydarzenie, podjęli decyzję o odwołaniu rywalizacji. Bardzo tego żałujemy, ale jednocześnie w pełni szanujemy tę decyzję - bezpieczeństwo jest najważniejsze. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, zawody zostaną przeniesione do Austrii. Prawdopodobnie pojawi się dodatkowy przystanek w kalendarzu, aby zastąpić odwołane zawody. Wszystko rozstrzygnie się w najbliższych dniach.
Czy często zdarza się, że zawody są odwoływane ze względu na zagrożenie lawinowe?
- Raczej nie, to bardzo rzadka sytuacja. Nasze zawody mają zwykle tzw. "okna pogodowe", które trwają kilka dni. W ich ramach czekamy na poprawę warunków albo wydłużamy proces zabezpieczania terenu. Zazwyczaj udaje się wszystko przeprowadzić zgodnie z planem. Tym razem sytuacja w Gruzja była wyjątkowa. Początek zimy był tam bardzo słaby, co sprawiło, że wytworzyła się gruba, sięgająca nawet 60-100 centymetrów warstwa tzw. "cukru", czyli śniegu niezwiązanego z podłożem. To bardzo niestabilna warstwa. Ostatnie intensywne opady dodatkowo obciążyły pokrywę śnieżną, przez co zagrożenie lawinowe zamiast maleć, rosło. Problem polegał na tym, że ta słaba warstwa znajdowała się głęboko, blisko gruntu, więc praktycznie nie było szans na poprawę sytuacji. Mimo wielokrotnego zabezpieczania terenu, m.in. poprzez kontrolowane eksplozje wywołujące lawiny, wciąż pojawiały się nowe, bardzo niebezpieczne miejsca. To naprawdę wyjątkowy przypadek odwołania zawodów. Tym większy szacunek dla organizatorów, którzy - choć to dla nich trudna i kosztowna decyzja - postawili bezpieczeństwo na pierwszym miejscu.
Czy w swojej karierze miała pani kiedyś niebezpieczną sytuację związaną z lawinami?
- Osobiście nie miałam takich sytuacji. My również przechodzimy szkolenia związane z bezpieczeństwem i systematycznie pogłębiamy wiedzę w ramach organizacji zawodów. Sama również prowadzę już takie szkolenia, korzystając z większego doświadczenia i wiedzy.
Niestety zdarzyło mi się kiedyś uczestniczyć w akcji, podczas której wykopałam dwie osoby z lawiny. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze i cieszę się, że dzięki wiedzy i umiejętnościom udało się je uratować. Było to poza zawodami, ale w górach takie zagrożenie zawsze istnieje. Ten sport można uprawiać w bezpiecznych warunkach, na zabezpieczonych stokach, jednak trzeba pamiętać, że zerowe zagrożenie w górach po prostu nie istnieje
Narciarstwo nie było jej pierwszym wyborem. "Moja historia jest dość specyficzna"
Jak to się stało, że osoba urodzona w Łodzi związała się ze sportami zimowymi?
- Rzeczywiście moja historia jest dość specyficzna. Pochodzę z Łodzi i tak naprawdę do 17-18 roku życia nie miałam wiele wspólnego z narciarstwem. Oczywiście od dziecka jeździłam na nartach, ale jak większość osób nie było to w żaden sposób profesjonalne. Najpierw trenowałam lekkoatletykę, która później bardzo pomogła mi w kolejnym sporcie. Podczas jednego z wyjazdów feryjnych poznałam freestyle - odmianę narciarstwa polegającą na skokach i akrobacjach w powietrzu, na specjalnie przygotowanych skoczniach i trasach. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Poznałam tam też przyjaciół, którzy uprawiali ten sport, więc zdecydowałam się spróbować swoich sił. Ta przygoda trwała długo i przyniosła sukcesy - na swoim koncie mam nawet osiem tytułów mistrzyni Polski. Po liceum postanowiłam mieszkać bliżej Alp. Z płaskiej Łodzi wyjechałam na studia do Francji, a później mieszkałam także w Szwajcarii, podążając za możliwościami trenowania w wysokich górach.
Jakie studia skończyła pani we Francji?
- Studiowałam lingwistykę stosowaną połączoną z ekonomią, więc sport był wtedy raczej obok mojej głównej ścieżki. Nie planowałam w tamtym okresie profesjonalnej kariery sportowej - wszystko rozwijało się z roku na rok. Później odkryłam freeride, który obecnie uprawiam. Uczyłam się tego sportu spontanicznie. Zaczęło się od namowy znajomych i zwykłej ciekawości, czym ten sport właściwie jest. Wystartowałam w pierwszych zawodach, które udało mi się nawet wygrać - oczywiście na bardzo podstawowym poziomie.
Dość szybko przechodziłam kolejne etapy rywalizacji i ku mojemu zaskoczeniu w ciągu dwóch lat dostałam się do Pucharu Świata, co było dla mnie ogromnym sukcesem, ale i niespodzianką, bo miałam zdecydowanie mniejsze doświadczenie niż moje rywalki. Uczyłam się wszystkiego w praktyce. Byłam też pierwszą Polką, która zakwalifikowała się do rywalizacji w Freeride Word Tour, więc nie miałam wielu osób, które mogłyby mi doradzić. To była jednak świetna przygoda
Przeprowadzka do innego kraju była trochę skokiem na głęboką wodę?
- Uczyłam się języka francuskiego już w liceum, a później studiowałam w językach angielskim, francuskim i włoskim. Później mieszkałam we francuskojęzycznej części Szwajcarii, więc mając już lepszą znajomość francuskiego, komunikacja na co dzień nie była problemem. Rzeczywiście jednak była to duża zmiana - w wieku 19 lat wyjechałam do Grenoble, czyli ponad 2000 km od domu. Był to duży skok na głęboką wodę, ale jednocześnie świetna przygoda, dobra szkoła życia i bardzo dobrze to wspominam.
Freeride często kojarzy się z metodą prób i błędów, szczególnie na początku. Jak wygląda nauka tej dyscypliny?
- Freeride coraz mocniej się profesjonalizuje. Zawody Pucharu Świata odbywają się już od ponad 20 lat, więc nie jest to aż tak nowa dyscyplina. Od zeszłego roku jesteśmy też pod auspicjami FIS, a niedawno rozegrane mistrzostwa świata były pierwszymi oficjalnymi mistrzostwami pod jej patronatem. Dodatkowo prowadzone są rozmowy z Międzynarodowym Komitetem Olimpijskim i wszystko wskazuje na to, że w najbliższych igrzyskach freeride może pojawić się jako nowa dyscyplina olimpijska.
Powstaje coraz więcej klubów zajmujących się stricte przygotowaniem do zawodów i treningiem. Moim marzeniem było założyć taki klub, bo chciałam pomagać nowym zawodnikom w tej ścieżce, którą sama musiałam przechodzić w dużej mierze w pojedynkę, więc ogromną radość sprawia mi możliwość dzielenia się doświadczeniem. W Polsce prowadzimy projekt Freeride World Tour Academy Poland, inspirowany klubami ze Szwajcarii i Austrii
- Coraz częściej pojawia się pokolenie zawodników trenowanych przez byłych uczestników Freeride World Tour sprzed 10-15 lat. Dzięki temu poziom sportowy bardzo rośnie, bo młodzi zawodnicy mają już jasne wzorce i wiedzą, jakie umiejętności są potrzebne, by walczyć o najwyższe miejsca. Dyscyplina coraz bardziej się profesjonalizuje - powstają także programy treningowe i przygotowanie motoryczne dostosowane do freeride'u.
Zuzanna Witych mistrzynią świata. Ta dyscyplina może pojawić się na igrzyskach
Wizja włączenia freeride'u do programu igrzysk olimpijskich jest dla waszego środowiska ekscytująca?
- Tak, zdecydowanie. Szanse są bardzo duże. Bardzo dobrze znam założyciela i organizatora naszych zawodów, któremu bardzo zależy na wprowadzeniu tego sportu do programu igrzysk olimpijskich. Z tego, co wiem, rozmowy są już na zaawansowanym etapie, ponieważ decyzję podejmują trzy podmioty: Międzynarodowy Komitet Olimpijski, FIS oraz organizatorzy przyszłych igrzysk - w tym przypadku Francuzi w 2030 roku. Wszystko wskazuje na to, że środowisko jest bardzo pozytywnie nastawione. Potrzebne są jeszcze decyzje budżetowe i formalne dopracowanie projektu. Jeśli się to uda, pojawi się zielone światło dla tej dyscypliny. Mówi się, że w czerwcu 2026 roku ma zostać podjęta ostateczna decyzja, dlatego mocno trzymamy kciuki.
Ile zawodniczek startuje na najwyższym poziomie w sezonie?
- Na najwyższym poziomie, czyli w Pucharze Świata, liczba zawodników jest ograniczona, między innymi ze względu na okna pogodowe, które musimy wykorzystywać podczas zawodów. Łącznie w czterech konkurencjach - narciarstwie kobiet i mężczyzn oraz snowboardzie kobiet i mężczyzn - startuje około 50 zawodników. W naszej kategorii kobiecej jest około 12 zawodniczek. Aby dostać się do Pucharu Świata, trzeba przejść jeszcze pięć poziomów niżej w systemie kwalifikacji i wspinać się po tej drabince sportowej, walcząc o awans każdego roku. W przypadku kobiet jeżdżących na nartach aktywnie w sezonie startuje około 500 zawodniczek, które rywalizują na różnych poziomach sportowych, walcząc o kwalifikację do Pucharu Świata.
Jako pierwsza Polka i jednocześnie pierwsza kobieta zdobyła pani w tej dyscyplinie tytuł mistrzyni świata. Co on dla Pani oznacza?
- To dla mnie bardzo dużo. To absolutny szczyt marzeń - myślę, że każdy sportowiec gdzieś w głowie o czymś takim marzy. Mam też ogromny szacunek do zawodniczek, z którymi rywalizuję. Atmosfera między nami jest dobra, ale poziom sportowy jest bardzo wysoki, więc pretendentek do zwycięstwa było wiele.
To był dla mnie niesamowity moment, choć muszę przyznać, że przed startem czułam w kościach, że coś jest na rzeczy, ogromny stres - większy niż przed zwykłymi zawodami Pucharu Świata, które i tak są bardzo stresujące. Wiedziałam, że dobry wynik może mieć ogromne znaczenie nie tylko dla mnie, ale też dla przyszłości tego sportu w Polsce i dla możliwości finansowania - zarówno obecnej kadry, jak i przyszłych pokoleń
- Bardzo zależało mi na tym, żeby pokazać, że jest to profesjonalny, ciekawy i widowiskowy sport, który w Polsce ma potencjał rozwoju. Dlatego cieszę się, że ten sukces może mieć pozytywny wpływ na dalszy rozwój dyscypliny.
Na ile pani mistrzowski start można uznać za idealny?
- Oczywiście jest jeszcze kilka rzeczy, do których można się przyczepić. Szczególnie jeden fragment mógł wypaść trochę lepiej, ale warunki śniegowe bardzo się zmieniały i były trudne. Świadomie jechałam trochę z "zaciągniętym hamulcem bezpieczeństwa", żeby przede wszystkim dojechać do końca i zrealizować plan startowy. Mając ambicje, można było zrobić to lepiej o około 15-20%, ale pozostała część startu była według mnie jak najbardziej udana.
Wiele zmieniło się w pani życiu po zdobyciu tego tytułu?
- Zainteresowanie medialne bardzo wzrosło, co mnie cieszy, bo staram się maksymalnie wykorzystywać te możliwości, aby promować nasz sport. To nie są dla mnie pierwsze kontakty z mediami, ponieważ przy okazji zwycięstw w Pucharze Świata również miałam okazję się w nich pojawiać, ale teraz zainteresowanie jest wyjątkowo duże. Otrzymałam też bardzo pozytywny odbiór ze strony Polskiego Związku Narciarskiego oraz Ministerstwa Sportu, z obietnicami wsparcia w dalszym rozwoju - to dla mnie bardzo ważne. Staram się jednak nie skupiać wyłącznie na tym sukcesie, ponieważ nadal trwa sezon Pucharu Świata i zależy mi na dobrych wynikach w dalszej części rywalizacji. Najważniejszy start zakończył się dla mnie najlepszym możliwym wynikiem, co było niezwykle istotne. Wiele pozytywnych rzeczy już się pojawiło i na pewno jeszcze się pojawi, ale nie mogę powiedzieć, że moje życie diametralnie się zmieniło.
Czy poza narciarstwem ma pani jeszcze inne pasje i zainteresowania?
- Tak, mam ich bardzo dużo, wręcz czasem aż za dużo, bo brakuje mi czasu na wszystko. Jeśli chodzi o sport, to moją dużą pasją i jednocześnie formą treningu uzupełniającego jest kolarstwo górskie - również w bardziej ekstremalnej wersji. To świetny trening także dla głowy, ponieważ wymaga szybkiego podejmowania decyzji, reakcji na to, co dzieje się na trasie, oraz analizy terenu i przeszkód przed sobą. Dodatkowo prowadzę nasz klub i akademię, którą rozwijamy także o aktywności letnie, rowerowe, przygotowanie motoryczne oraz nowe projekty, w tym wyjazdy dedykowane dla kobiet. Bardzo dużo się teraz dzieje w tym zakresie.
Skąd wziął się pomysł na stworzenie filmu o pani drodze sportowej?
- Projekt powstał około 3-4 lata temu. Chciałam przede wszystkim opowiedzieć moją historię i zainspirować innych - pokazać, że wiele jest możliwe. Pochodzę z Łodzi i swoją przygodę z narciarstwem zaczęłam stosunkowo późno. Nie trenowałam narciarstwa alpejskiego, które jest standardem wśród wielu moich rywalek. Większość z nich urodziła się w Alpach i trenowała w klubach narciarskich od najmłodszych lat. Ja takiego zaplecza nie miałam i musiałam trochę nadrobić, ale udało się. Ten przekaz był skierowany głównie do młodzieży, zwłaszcza do dziewczyn - że wszystko jest możliwe, jeśli podchodzi się do tego z dużą pasją i pracowitością. Jeśli się coś kocha, nie traktuje się tego jak pracy, tylko jak pasję. Chciałam pokazać, że pochodząc z Łodzi, z odpowiednią determinacją i zaangażowaniem można realizować swoje cele i pokonywać przeszkody.
Jakie są pani najbliższe cele i marzenia sportowe?
- Jesteśmy w samym środku sezonu Pucharu Świata. W naszej dyscyplinie obowiązuje charakterystyczna formuła - w połowie sezonu następuje tzw. cut, czyli podział na zawodników, którzy awansują do finałów, i tych, którzy odpadną z dalszej rywalizacji. Moim pierwszym celem jest więc przede wszystkim kwalifikacja do finałów, co nie jest łatwe, ponieważ poziom rywalizacji jest bardzo wysoki.Oprócz tego chcę oddawać przejazdy, z których będę naprawdę dumna - takie, do których nie będę mogła się przyczepić. Jestem dość krytyczna wobec swojej jazdy, zwłaszcza jeśli chodzi o szybkość, dlatego zależy mi na jak najlepszym wykonaniu technicznym i sportowym.















